Recenzje

Aquatica i Mroźne Wody- recenzja

Znacie mnie, więc doskonale wiecie, że lubię gry z mechaniką budowania talii. Tym bardziej, jeśli nie jest to główny element gry, a jedynie łączy się z innymi mechanikami. Tak jest chociażby w Wiertła Skały Minerały, które uważam za tytuł zdecydowanie niedoceniony w Polsce, czy nawet w Brzdęk! i Brzdęk! W! Kosmosie!, gdzie talia służy nam do poruszania się po planszy, zbierania artefaktów i ostatecznie pozwala zwiększyć pulę punktów zwycięstwa. Tak właśnie jest również w przypadku Aquatiki – zarówno w formie bazowej, jak i podczas rozgrywki z dodatkiem Mroźne Wody.

Czy pirat mógłby odmówić rozgrywki w tytuł osadzony w morskich klimatach?! Skądże znowu! Dlatego nie zdziwi Was zapewne, że Aquaticę objąłem patronatem. A teraz, po kilkunastu rozgrywkach wciąż jestem z tego faktu zadowolony. Ale po kolei! Jeśli się jeszcze z tym tytułem nie znacie, zerknijcie na zasady, a później przejdziemy do recenzji.

Ilość graczy: 1-4 (z dodatkiem Mroźne Wody)
Czas rozgrywki: ok. 40 minut
Główne mechaniki: deckbuilding, hand management
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 🎲

 AQUATICA – KRÓTKI OPIS ZASAD

Każdy gracz rozpoczyna grę posiadając identyczną talię kart postaci startowych i zestaw czterech wytresowanych mant w wybranym kolorze. W trakcie gry manty (wytresowane lub dzikie – zdobywane  później) pozwalają na uruchomienie zdolności przedstawionej przez obrazek na jej brzuchu. Taka manta odwracana jest następnie na grzbiet i czeka, aż jakaś karta pozwoli nam ją ponownie przygotować.

W odróżnieniu od wielu gier z mechaniką deck buildingu, Aquatikę rozpoczynamy mając na ręce wszystkie karty startowe. W swojej turze zagrywamy jedną z nich i rozpatrujemy jej efekt, następnie karta trafia na odrzut, a tura przechodzi na kolejnego gracza. Zagrywanie kart przysłuży się głównie dwóm celom: werbowaniu nowych postaci do talii i kupowaniu lub podbijaniu lokacji. Do powyższych posłużą nam dwie występujące w gry waluty: Monety i Siła. Początkowo na planszy dostępnych jest sześć losowych kart postaci do zwerbowania i tyle samo kart lokacji. W każdej talii znajdziemy też kartę Matrony, która pozwoli nam ponownie przygotować użyte manty oraz wziąć na rękę wszystkie karty z odrzutu

Jeśli na zagranej przez nas karcie widnieje napis „zwerbuj postać”, możemy zakupić jedną z sześciu widocznych kart po opłaceniu kosztu w monetach widniejącego tuż pod nią. Następnie pula postaci jest uzupełniana, a zakupiona karta trafia od razu na naszą rękę. Podobnie działa „zakup lokacji”, z tym że po uiszczeniu kosztu w monetach widocznego na kupowanej karcie, lokację umieszczamy na naszej planszetce. Analogicznie „podbijamy lokację” opłacając jej koszt Siłą. Warto zaznaczyć, że każda lokacja posiada inny koszt zakupu i podboju, jedne łatwiej więc przejąć siłą, a inne wykupić. Oprócz zagrywania karty możemy także wykonać akcję dodatkową, np. skorzystać z umiejętności przygotowanych mant.

Skąd jednak wziąć zasoby, o których wspomniałem? Czasem zyskamy je już w momencie zagrywania karty postaci lub wspomagając się zdolnościami mant, jednak często pochodzić one będą z posiadanych lokacji. Zdobywając nową lokację, wsuwamy ją do naszej planszetki w jedno z pięciu dedykowanych miejsc. Karty lokacji posiadają po lewej stronie ikonki (zwane tu Głębiami), które zapewniają nam dodatkowe profity, np. właśnie Monety i Siłę. Kartę wsuwamy tak, aby widoczne były wszystkie Głębie, a za każdym razem, gdy skorzystamy z którejś z nich, wsuwamy kartę wyżej, co daje nam dostęp do kolejnej Głębi. Gdy wykorzystamy już wszystkie Głębie danej lokacji, czyli wsuniemy ją do samego końca, możemy użyć postaci (lub innej Głębi) z symbolem skrzyni, aby przenieść taką lokację na stos punktowania. Na koniec gry jedynie lokacje, które tam trafiły, przyniosą nam punkty zwycięstwa.

Gra kończy się w momencie wyczerpania kart postaci albo lokacji, lub w momencie, gdy jeden z graczy zrealizuje 4 cele. Przed każdą partią spośród żetonów celów losujemy 4 z nich i umieszczamy na planszy głównej. Za każdym razem, gdy spełnimy wymagania danego celu, umieszczamy obok niego jedną ze swoich mant. Gdy nasze manty znajdą się obok każdego żetonu celu, gra kończy się i następuje punktacja. Punkty otrzymamy za karty lokacji w naszej strefie punktowania, oraz za karty postaci, które mamy na ręce.

AQUATICA – KRÓTKA RECENZJA

Na początku zaznaczę, że w zależności czy gramy z dodatkiem, czy nie, odczucia z rozgrywki mocno się od siebie różnią. W przypadku podstawki mamy do zrealizowania 4 cele, które wyznaczają nam kierunek całej partii. Same cele dotyczą różnych jej aspektów: liczby posiadanych mant, podbitych lokacji czy kart, które posiadamy na swojej planszetce. Różne ich kombinacje powodują, że do każdej rozgrywki trzeba podejść nieco inaczej. Wciąż jednak jest to wyścig, o czym warto pamiętać. W takim wypadku nie ma czasu na mocną rozbudowę talii, która pozwoli na rozhulanie pewnego rodzaju silniczka. Podobny sposób rozbudowy swojej talii mogliście poznać już w Century: Korzenny Szlak. Tutaj również postaci, które posiadamy na ręce wyznaczają akcje, które możemy wykonać.

Gdy do gry wkracza dodatek Mroźne Wody, wyścig ustępuje znacznie spokojniejszej rozgrywce. Na stół trafia planszetka plemion, których przychylność staramy się zdobyć. Wśród nich znajdziemy zarówno takie, które przynoszą korzyści jednorazowe jak i te, przydadzą się podczas punktowania końcowego. Plemiona pomagają ukształtować rozgrywkę pod warunki, które w długofalowej perspektywie pomagają zdobyć więcej punktów. W pudełku znajduje się ich wiele, więc inwestując w dodatek macie przed sobą co najmniej kilkanaście partii zanim poszczególne warianty Wam się „ograją”. A jeśli nadal wolicie wyścig o cele – w dodatku znajdziecie też dodatkowe, które również urozmaicą rozgrywkę.

W rozgrywce bardzo podoba mi się podnoszenie lokacji. Posiadają one pola Głębi, którymi wykonujemy akcje dodatkowe – generujemy dodatkowe monety i siłę lub zbieramy wykorzystane już lokacje do obszaru punktacji, bo tylko umieszczone tam, na koniec rozgrywki przynoszą punkty. Wykorzystywanie lokacji jest satysfakcjonujące, bo te najpierw napędzają nasz silniczek, a wykorzystane wędrują na stos, tworząc miejsce dla nowych. Odpowiedni dobór lokacji potrafi też uruchomić niezły ciąg wydarzeń, bo jedne karty uruchamiają kolejne. Przemyślany dobór kart jest o tyle ważny, że niektóre Głębie są puste, a przejść do kolejnych możemy dopiero po podniesieniu ich z użyciem innych kart.

Już w podstawce otrzymujemy możliwość rozgrywki z królem, czyli unikatową postacią zapewniającą dodatkową umiejkę. Niektóre z nich są na tyle silne, że można wykorzystać je tylko raz, inne pozwalają na zagrywanie ich przez całą rozgrywkę. Według zasad postaci się draftuje, zaczynając od ostatniego gracza – my często robiliśmy tak, że każdy dostawał po dwie i wybierał.

Pozostając przy postaciach, kolejnym atutem  gry są ich zdolności, która odpalają się, gdy ta znajduje się na wierzchu odrzutu. Sprawia to, że kolejność zagrywania kart wymaga odpowiedniego planowania, bo nawet zagrana w poprzedniej turze karta może okazać się przydatna!

Aquatice zarzuca się, że nie wprowadza nic innowacyjnego. I wiecie co? Ja się z tym zgadzam, ale zupełnie nie przeszkadza mi to, by dobrze się bawić podczas rozgrywki. Czy każda gra, którą lubimy wprowadza coś odkrywczego? Czasem połączenie dobrze działającej mechaniki i atrakcyjnej warstwy wizualnej wystarczy, by czerpać z nich masę frajdy.

Różne składy osobowe

Rozgrywka we dwie i trzy osoby nie różni się znacząco, choć te dwa warianty posiadają pewne różnice. Przede wszystkim we dwie osoby rozgrywka jest… krótsza. Przy zakupie postaci zawsze odrzuca się tę zewnętrzną, a biorąc pod uwagę, że wyczerpanie talii postaci jest jednym z warunków zakończenia rozgrywki, dzieje się to po prostu szybciej.

Podsumowanie

Bardzo się z Aquaticą polubiłem, ale jeśli mam zdecydować do jakiego wariantu chcę usiąść, zdecydowanie wybiorę ten z dodatkowymi możliwościami punktowania w dodatku Mroźne Wody. Forma wyścigu jest ciekawa na kilka partii, ja jednak wolę mieć możliwość wybierania swojej drogi do zwycięstwa. Warstwa graficzna jest atrakcyjna i mimo że w samej rozgrywce nic nie zmienia, to po prostu przyjemnie patrzeć na te wszystkie elementy.

Ja wciąż cieszę się, że objąłem ten tytuł patronatem i jestem pewny, że Aquatica będzie nadal pojawiała się na stole. Nie mam wątpliwości, że warto abyście sięgnęli po Aquaticę – ja polecam od razu zaopatrzyć się w dodatek.