Recenzje

Zostałem szklarzem. GRAmy w Azul: Witraże Sintry

Na pewno pamiętacie, że Azul nie zrobił na mnie wrażenia. Nie mam mu właściwie do zarzucenia żadnej koszmarnej wady, która sprawia, że kategorycznie odmówię kolejnej partii, ale po prostu mnie nie porwał. Ot, tytuł jakich wiele (przynajmniej jeśli chodzi o odczucia, ale i w as traktach znalazłbym gry, które mnie bardziej zaciekawiły). Z pewnym zaciekawieniem obserwowałem jego rosnącą popularność na naszym rodzimym rynku, a kiedy pojawiła się pierwsza zapowiedź spinoffu, czyli Witraży Sintry, które dziś Wam trochę przedstawię, wziąłem to za odcinanie kuponów. Wtedy jeszcze nie mogłem wiedzieć jak bardzo się mylę.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: około 30 minut
Główne mechaniki: tile placement, pattern building
Skomplikowanie zasad: 🎲🎲 (w pięciostopniowej skali)

Zbudować witraż. GRAmy!

Można powiedzieć, że trzon rozgrywki się nie zmienia – wciąż układamy wzory na swoich planszetkach graczy, ale nie jest to do końca prawdą. Przede wszystkim, od teraz zapełniamy kolumny, których na swojej planszetce mamy 8. Każda jest osobnym dwustronnym paskiem i podczas naszej rozgrywki będziemy wykorzystywać obie jej strony.
 
Na początku rozgrywki losowo je układamy na podstawie, która również jest dwustronna – mamy stronę A i B, które różnią się punktowaniem (do czego dojdziemy). Należy pamietać, że ta część witrażu, która posiada dwa jokery musi być zwrócona tak, by nie były one widoczne.
Sposób dobierania szkła jest taki sam jak w pierwowzorze – zależnie od liczby osób na środku rozkładamy 5, 7 lub 9 faktorii na których znajdują się po 4 płytki. Z danej faktorii bierzemy wszystkie płytki w danym kolorze, a pozostałe zsuwamy na środek. Od momentu, gdy szkło znajduje się także na środku, można je dobierać również stamtąd. Pierwszy gracz, który to zrobi otrzymuje również płytkę oznaczoną numerem „1”, która poza zapewnieniem pierwszeństwa w kolejnej rundzie, przynosi również punkty ujemne.
 
W Witrażach do rozgrywki dołącza również pracownik, który określa nam, gdzie możemy dołożyć szkło. W swojej turze zapełniać możemy jedynie paski znajdujące się od niego na prawo (włącznie z tym nad którym się obecnie znajduje). Dzięki jego obecności mamy do dyspozycji kolejną akcję, bowiem w swojej turze możemy również przesunąć pracownika na pasek znajdujący się najbardziej z lewej.
 
Po wypełnieniu jednego z pasków, następuje natychmiastowa punktacja. Gracz otrzymuje nie tylko liczbę punktów pokazaną na dole kolumny, ale również za wszystkie ukończone już rzędy, które znajdują się po prawej – do śledzenia tego, czy je już ukończyliśmy używamy szkła, które zostawiamy po każdym zakończonym kawałku witraża. W każdej z 6 rund rozgrywki punktuje nam również jeden z kolorów (jeden z nich pojawi się 2 razy), więc jeśli odpowiednio zaplanujemy swoje ruchy, zamknięciem jednego kawałka witrażu możemy zdobyć solidną przewagę nad współgraczami.
O ile na stronie A kolor szkła, które pozostawiamy nie ma znaczenia, bo punktujemy jedynie za liczbę kawałków w określonym kwartale, to strona B powoduje, że również i ten fakt musimy wziąć pod uwagę. W takim wypadku wykonujemy proste działanie matematyczne, mnożąc te paski, które ukończyliśmy całkowicie i które zdjęliśmy z naszej planszetki (czyli te, gdzie mamy luki i dwie płytki pod nimi) razem z liczbą płytek w jednym, wybranym kolorze.
Od razu przyznaję, że rozgrywka w tę wersję Azula od razu mnie wciągnęła. Już po pierwszej rozgrywce wiedziałem, że w moim rankingu ta gra zajmie zdecydowanie wyższe miejsce niż jej poprzednia wersja, a kolejne partie tylko to potwierdziły.
 
Ta wersja Azula jest wersją zdecydowanie dla graczy, co nie znaczy, że i rodziny nie będą się przy niej świetnie bawić. Mam po prostu wrażenie, że jeśli komuś czegoś brakowało w poprzednim Azulu, to tutaj skończy partię zadowolony. Natknąłem się także na opinie graczy, którzy poprzednią wersję uwielbiali, a ta okazała się rozczarowaniem. Polecam Wam spróbować, bo z pewnością traficie na okazję – jestem przekonany, że chwilę po premierze ta gra trafi na wiele polskich stołów i tam zagości na dłużej. Sam nie mogę się doczekać swojej kopii, która ma już przygotowane miejsce w moim GroZbiorze.
Nie jest to pozycja która w żaden sposób zrewolucjonizuje mój ranking ulubionych gier, ale jest po prostu bardzo dobra. Po skończonej partii zawsze mam chęć na kolejną, a rozgrywka mija na tyle szybko, że zwykle tego nie odmawiam.

A jak we dwoje?

Jeśli chodzi o skalowanie to grało mi się tak samo przyjemnie zarówno w 2, 3 i 4 osoby. Oczywiście we dwie osoby rozgrywka jest o wiele bardziej kontrolowalna, bo niekiedy grając w większym składzie musimy mieć po prostu trochę szczęścia by nasi przeciwnicy nie dobrali szkła na które się czaimy. Grając w duecie mamy więc więcej możliwości długofalowego planowania (oczywiście w obrębie jednej rundy) – możemy również przeliczyć jak musimy się zachować by zmusić naszego przeciwnika do dobrania zbitego szkła, które przyniesie punkty ujemne.
Samo punktowanie daje dużo większą regrywalność – mimo że rozgrywka ma taki sam trzon to nie tylko kawałki naszego witrażu układamy losowo, ale też losowo wybieramy stronę od której zaczynamy (poza tym jednym, gdzie są jokery). Na stronie A dowolnie wybieramy kolory, ale punktowanie na stronie B (które moim zdaniem jest zdecydowanie ciekawsze) w połączeniu z losowym ułożeniem pasków oferuje nam wiele ciekawych partii, które się nie nudzą.
 
Azul jest grą, która na polskim rynku powoli osiąga status must-have, a przynajmniej must-play, co potwierdzają kolejne jego dodruki. Jestem przekonany, że ta wersja, która jest zdecydowanie ciekawsza i która oferuje o wiele więcej wyzwań, będzie równie często gościć na Waszych stołach, dlatego wyczekujcie marca, bo już niedługo dzięki Wydawnictwu Lacerta będziecie mieli okazję w niego zagrać
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!