Bestiariusz – recenzja

W mojej kolekcji od zawsze jest miejsce dla mniejszych tytułów. Podczas cotygodniowej sobotniej planszodomówki ogrywamy zwykle dwie większe gry. Czas pomiędzy nimi wypełniają nam mniejsze tytuły, które możemy rozegrać w 20 – 30 minut. Konkurencja w tej kategorii jest duża, dlatego jej nowi przedstawiciele nieczęsto pozostają w mojej kolekcji na stałe. Zdarzają się jednak wyjątki i takim właśnie okazał się Bestiariusz.

Jeśli jesteście ciekawi fantastycznych zwierząt i jak je zagrać, (by najlepiej punktowały), zapraszam do recenzji.

Ilość graczy: 3 – 5
Czas rozgrywki: ok. 30 minut
Główne mechaniki: set collection, tableau building
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲

Krótki opis zasad

Mechanika rozgrywki jest banalnie prosta. W turze możemy albo zagrać karty z ręki, albo dobrać jedną z zakrytego stosu.

Karty przedstawiają potwory ośmiu gatunków, wśród których wyróżniono dodatkowo samce, samice, alfy i „jokery”. Zagrywać możemy od jednego do maksymalnie trzech potworów, ale zawsze tego samego gatunku. Zagrywając dwie lub trzy bestie, tworzymy stado. I to właśnie tworzenie stad jest naszym głównym celem – na koniec gry pojedyncze potwory nie punktują. Co ważne, do zagranych wcześniej kart, w kolejnej turze nie możemy zwyczajnie dołożyć nowych, tworząc stado. Zbijanie się stworów w grupy następuje tylko dzięki umiejętnościom niektórych z nich.

A skoro już wspomniałem o umiejętnościach, to każdy z ośmiu rodzajów bestii posiada unikatową zdolność o trzech stopniach. Jest ona uruchamiana podczas zagrywania kart, a od tego, ile stworów zagrywamy, zależy jej siła. I tak zagrywając pojedynczą bestią użyjemy umiejki pierwszego stopnia, zagrywając parę drugiego stopnia itd.

Umiejętności naszego inwentarza są różne: od pozwalających dobierać karty, po dające możliwość łączenia zwierząt z naszej gromadki lub nawet podkradania ich przeciwnikom.

Po wyczerpaniu się wszystkich kart następuje punktacja, która uwzględnia stworzone przez nas grupy zwierząt. Im większe i bardziej zróżnicowane płciowo stado, tym więcej punktów nam przyniesie.

Krótka recenzja

Rozgrywka to nic innego, jak zbieranie setów różnych gatunków potworów. Każdy z nich posiada unikatowe umiejętności, których działanie zależy od ilości zagranych jednorazowo kart. Sprawia to, że Bestiariusz stanowi połączenie nie tylko mechaniki set collection, ale też rozbudowy swojego tableau.

To jedna z tych gier, która pomimo prostych zasad, wymaga od nas sporo kombinowania. I tego właśnie oczekuję od dobrego fillerka. Bardzo często trzeba wyczekać na odpowiedni moment by uruchomić potężniejsze umiejki, które pozwolą zgarnąć więcej punktów lub spowodują zamieszanie w tableau przeciwników. Z drugiej strony znajdziemy się w sytuacjach, gdy to odpalenie „słabszej” zdolności potwora będzie dla nas korzystniejsze.

Dodatkowo głębi rozgrywce dodaje fakt, że droga do wygranej, to nie tylko zbieranie i zagrywanie „trójek”. Czasem lepiej zagrać pojedyncze zwierzę, aby w kolejnej turze przyłączyć je do lepiej punktującego stada lub połączyć z „jedynką” innego gracza. Sposób zagrywania kart musimy więc dostosować do zmieniającej się na stole sytuacji.

Jak już wspomniałem, potwory potrafią wpływać na naszych przeciwników. Ilość negatywnej interakcji w grze stopniujemy sami – to od nas zależy jakie karty zagrywamy i jakie akcje wykonujemy. Nie sposób uniknąć jej całkowicie, jednak nie mamy wrażenia, że dominuje ona rozgrywkę. W jednej grupie może zdarzyć się tak, że nie będzie jej prawie w ogóle, kiedy w innej będziecie podkradać sobie zwierzęta i bezlitośnie rozbijać pary innych graczy.  Co ważne, ataków innych graczy możemy bardzo łatwo uniknąć odrzucając dwie karty z ręki lub ze stołu.

Grafiki na kartach są zróżnicowane i reprezentują inne środowiska naturalne. Duży plus za to, że potwory różnią się graficznie w obrębie jednego gatunku. Owszem, różnice są subtelne, ale to drobny szczegół, który sprawia, że gra się przyjemniej. To coś, czego często brakuje mi nawet w tych dużych tytułach, dlatego tym bardziej doceniam, że pokuszono się o to w przypadku tak małego.

Mimo, że na pudełku widnieje informacja, iż rozgrywka możliwa jest od 3 osób, my graliśmy też we 2 – po lekturze instrukcji stwierdziliśmy, że nic nie stoi na przeszkodzie. I rzeczywiście, wariant dwuosobowy jest jak najbardziej możliwy. Rozgrywka trwa nieco dłużej i zdobyć można więcej punktów. Taki format jest znacznie bardziej pojedynkowy – śledzimy poczynania jednego przeciwnika, przez co kontrolowanie i kontrowanie ewentualnych ruchów przeciwnika jest dużo łatwiejsze. Oczywiście odpalanie zdolności mających dosięgnąć kilku graczy jest mniej satysfakcjonujące. Zalecam również ograniczyć liczbę kart albo rozgrywać partię na naprawdę dużym stole.

Podsumowanie

Bestiariusz to w moim odczuciu bardzo solidny filler. Sprawdza się zarówno w gronie rodzinnym (o ile, nie macie problemu z negatywną interakcją), jak i w grupie bardziej ogranych osób. Dla tych pierwszych stanowić może świetne wprowadzenie do dwóch bardzo popularnych mechanik, podczas gdy gracze zaawansowani z powodzeniem potraktują Bestiariusz jako grę pojedynkową z dużą dozą negatywnej interakcji.

Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!