Recenzje

Boarding – recenzja

Wielokrotnie wspominałem o swojej sympatii do gier logicznych. Sagrada, Seikatsu, Reef czy Ubongo to tylko kilka z tytułów, które darzę sympatią. Na Boarding ostrzyłem sobie zęby od momentu zapowiedzi tego tytułu w piśmie branżowym – Rynek Zabawek. I już do początku wiedziałem, że muszę przetestować ten tytuł. Tak też się stało, więc już teraz mogę zaprosić Was do recenzji Boarding, w której podzielę się swoimi wrażeniami.

Ilość graczy: 1-4
Czas rozgrywki: ok. 30-40 min
Główne mechaniki: pattern building
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲

Grając w Boarding wcielamy się w pracownika linii lotniczych, który stara się rozlokować pasażerów w samolocie.

Przygotowanie rozgrywki jest błyskawiczne. Zaczynamy od podzielenia znaczników pasażerów według kolorów. Następnie każdy gracz otrzymuje planszetkę przedstawiającą wnętrze samolotu i 6 żetonów voucherów. Ze stosu kart pasażerów odkrywamy 4 karty i układamy w rzędzie. Po tak krótkim setupie, możemy rozpocząć grę.

W swojej bierzemy jedną z odkrytych kart pasażerów, po czym uzupełniamy rząd znów do czterech kart. Następnie umieszczamy na planszetce znaczniki w takich kolorach i w takim ułożeniu, jak przedstawiono to na karcie. Wzięcie pierwszej karty w rzędzie jest darmowe. Z kolei za dobranie karty leżącej dalej, „płacimy” zostawiając po jednym voucherze na każdej karcie leżącej przed nią. 

Kolor znacznika odzwierciedla „rodzaj” pasażera i decyduje o tym, jak najlepiej go usadowić w  samolocie:

Czerwone (zakochani): każda para zakochanych siedząca obok siebie daje 5 punktów

Białe (dzieci): każde dziecko otoczone z 4 stron innym znacznikiem (lub brzegiem planszy) daje 3 punkty

Niebieski (turyści), zielony (ekolodzy), żółty (biznesmeni):Każdy żeton w największej grupie danego koloru daje 1 punkt. W przypadku gracza z największą grupą danego rodzaju, są to 2 punkty. Grupę tworzą osoby siedzące obok lub jedna za drugą – nigdy po skosie.

Jeśli ułożenie pasażerów z nowej karty uniemożliwia nam ktoś już siedzący w samolocie, możemy go wyprosić. Każdy potraktowany w ten sposób pasażer będzie nas jednak kosztował 2 punkty na koniec gry.

Niektórzy pasażerowie na kartach wymagają usadzenia ich w konkretnych miejscach, np. przy oknie. Inne karty mogą zapewnić jednorazowe bonusy jak choćby darmowe wyproszenie jednego z pasażerów.

Gra toczy się do momentu wyczerpania znaczników w jednym kolorze. Dodajemy wówczas wszystkie punkty za prawidłowe usadzenie podróżnych oraz za zapełnione w pełni sektory samolotu. Za każdego wyproszonego w trakcie gry pasażera, jak i za każde puste miejsce w samolocie otrzymujemy punkty ujemne.

Partię możemy wzbogacić o obecne w pudełku karty celów, dzięki czemu do każdej partii dodamy kilkanowych zasad układania znaczników.

W skrócie: dobierając karty układamy na planszetce żetony w możliwie najlepiej punktujący sposób. Jednocześnie staramy się zapełnić jak najwięcej miejsc w samolocie i wypraszać jak najmniej podróżnych. 

Boarding – krótka recenzja 

Kiedy na rynku pojawia się jakiś nowy abstrakcyjny tytuł, zwykle automatycznie trafia na moją listę gier do przetestowania. Boarding zawitał na naszym rynku niepostrzeżenie, ale dość szybko wylądował na moim stole. Od zeszłego tygodnia rozegrałem kilkanaście partii i muszę przyznać, że jestem nim totalnie zauroczony. Z gier Naszej Księgarni widzieliście już u mnie  choćby Spacer po Burano czy Wyprawę do El Dorado. I choć oba te tytuły podobały mi się mniej lub bardziej, to właśnie Boarding momentalnie mnie do siebie przekonał. 

Plusy i minusy 

To co szybko odczujecie już przy pierwszym kontakcie z Boardingiem, to  syndrom kolejnej partii”. Nie zdarza się to przy wielu tytułach, ale prawie po każdej skończonej rozgrywce, mam chęć na kolejną.  

Manipulowanie ułożeniem kształtów z kart to kolejny duży atut rozgrywki. Możemy je dowolnie obracać (choć nie używamy lustrzanego odbicia) i kombinować z ich dopasowaniem. Przypomina mi to trochę Tash Kalar, gdzie myślenie przestrzenne również było bardzo istotne. Mimo, że w przypadku Boardingu ta „tetrisowość” jest w wersji light, to i tak niekiedy trzeba się lekko napocić by posadzić wszystkich pasażerów na miejscach.  

Kolejnym atutem o którym chcę wspomnieć jest to, że każda kolejna partia może różnić się od poprzedniej. Mimo że tak naprawdę punktuje tylko kilka elementów, to  dołożenie kart celów potrafi nieźle namieszać. Tę samą kartę ułożymy zupełnie inaczej, jak jeszcze chwilę wcześniej w poprzedniej rozgrywce, gdy obowiązywały inne cele. Każdy ruch dobrze jest przemyśleć dwa razy, tym bardziej, że zamknięcie jednego sektora punktuje aż 8 punktów, co nierzadko stanowi 1/4 całego wyniku.

To co czasami działa na niekorzyść w Boardingu, to losowy dociąg kart. O ile nie jest to szczególnie odczuwalne przy partiach kilkuosobowych, kiedy karty pasażerów szybko się zmieniają, tak w solowych rozgrywkach potrafi to zaboleć. Zdarzają się sytuacje, że jesteśmy w kulminacyjnym momencie rozgrywki i od zwycięstwa dzieli nas jedna karta z pasażerami, która akurat się nie pojawia.

Wariant rywalizacyjny i solowy są od siebie na tyle różne, że można wręcz odnieść wrażenie, że w pudełku znajdują się dwie gry. Podczas solowych partii celem jest sprostanie wymaganiom określonym w danym scenariuszu. W partiach w większym gronie chcemy zdobyć jak największy wynik.  

Boarding w różnych składach osobowych  

W mało który tytuł tak dobrze grało mi się solo, jak w Boarding. Mimo że do dyspozycji mamy jedynie 3 scenariusze, to po „przejściu” każdego nadal mam chęć do nich wrócić. I co najważniejsze – scenariusze te nie są wcale takie łatwe! Dodatkowo  trudność możemy stopniować używając różnej liczby voucherów. Jedyne na co musimy się przygotować, to wspomniana wcześniej losowość, która czasem podda próbie nasze nerwy.

Jeszcze lepiej wypadają partie rywalizacyjne, gdy konkurujemy z naszymi współgraczami o najlepszy wynik. Podczas takiej rozgrywki stosowany jest podobny mechanizm jak w pierwszej części trylogii Century – pierwsza karta jest darmowa, a każdą kolejną musimy opłacić. 

I choć pozornie może się wydawać, że skupiamy się wyłącznie na swojej planszetce, to nie do końca tak jest. Musimy bacznie obserwować co robią nasi przeciwnicy. Jeśli jedna osoba zgarnie bonus za wszystkie grupy pasażerów to najprawdopodobniej wygra. I to właśnie ten wariant, mimo tego że gra solo wypada bardzo przyjemnie, podoba mi się bardziej. 

Podsumowanie

Boarding to bardzo przyjemna logiczna łamigłówka z dwoma różniącymi się od siebie trybami. A to wszystko w naprawdę dobrej cenie. Świetnie sprawdzi się dla tych, którzy lubią optymalizować swoje ruchy, jak i dla tych, którzy lubią wyzwania w wersji solowej.  

Plusy: 

  • syndrom „jeszcze jednej partii”
  • przestrzenne myślenie
  • różnie działające warianty solo i rywalizacyjny
  • konieczność kontrolowania sytuacji w samolotach współgraczy 
  • różnorodność kolejnych partii

Minusy: 

  • losowy dociąg kart w trybie solo
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!