Recenzje

Calico – recenzja

Mógłbym do znudzenia powtarzać, że lubię gry logiczne. I tak właśnie zrobię: powtórzę to znowu. Lubię gry logiczne. 

Jeszcze bardziej lubię gry logiczne z kafelkami. Najwyżej w hierarchii stoją jednak gry logiczne z kafelkami i kotami. I w ten oto pokrętny sposób docieramy do Calico. Już w Najlepszej Grze o Kotach ta tematyka mnie kupiła ( choć głównie za sprawą moich dwóch kocic, które mnie do niej namówiły), dlatego przyznam, że co do Calico miałem olbrzymie oczekiwania. I to nie tylko pod kątem samej rozgrywki, ale i jej kociej otoczki. 

Choć nauka nie znalazła jeszcze odpowiedzi na pytanie, dlaczego koty tak bardzo lubią kołdry, Wy poniżej znajdziecie odpowiedzi na inne: czy Calico spełniło moje oczekiwania i czy warte jest polecenia? Zapraszam do recenzji.

Ilość graczy: 1-4
Czas rozgrywki: ok. 40 minut
Główne mechaniki: set collection, patter building, tile placement
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 🎲

Calico – krótki opis zasad

Grając w Calico staramy się uszyć kolorową kołdrę, która okaże się spełnieniem marzeń naszych kocich pupili. Aby tak się stało, będziemy układać wzorzyste skrawki materiału i przyozdabiać je kolorowymi guzikami. 

W praktyce każdą rundę zaczniemy posiadając dwa kafelki materiału, jeden z nich umieścimy na planszetce, po czym uzupełnimy rękę dobierając nowy. I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o samą mechanikę… Cała zabawa tkwi jednak w tym, jaki kafelek i w jaki sposób dołożyć. 

Po pierwsze grę rozpoczynamy z trzema projektami na planszetce. Są to kafelki celów, które określają, jakie skrawki materiału powinniśmy wyłożyć dookoła nich, aby zdobyć punkty. Skrawki materiału różnią się między sobą nie tylko kolorami, ale też wzorami, a każdy projekt punktuje dwustopniowo – jeśli spełnimy go wyłącznie kolorem lub wzorem, otrzymamy niższą wartość. Jeśli dołożone dookoła projektu kafelki będą zgadzać się zarówno wzorem i kolorem, zyskamy więcej punktów. 

Po drugie guziki. Tworząc na swojej kołdrze grupę trzech skrawków tego samego koloru, otrzymujemy odpowiadający mu guzik, który ląduje na planszetce. Każdy z nich wart jest 3 punkty. Dodatkowo, jeśli naszą kołdrę przyozdobimy guzikiem każdego koloru, otrzymamy specjalny tęczowy guzik.

A na koniec najważniejsze, czyli koty – przed każdą rozgrywką losujemy trzy z nich. Każdy ma inne upodobania dotyczące wzorów, jakimi obszyjemy kołdrę i inną wartość punktową. Gdy stworzymy na planszetce podany pod wizerunkiem kota układ ze wskazanego wzoru, przyciągnie on na kołderkę żeton wąsatego czworonoga.

Gra trwa do momentu, w którym wszyscy gracze zapełnią swoje planszetki. 

Calico – krótka recenzja 

Tym, co niewątpliwie przykuwa uwagę tuż po otwarciu pudełka jest jakość wykonania Calico. I nie chodzi tu jedynie o poziom przesłodkości kota na opakowaniu. Kafle i żetony są solidne, a kolory na nich żywe. Z jednej strony barwy kontrastują ze sobą, co ułatwia ogarnianie wzrokiem sytuacji na planszetce, z drugiej zaś tworzą jedną kolorową całość, która faktycznie przypomina kołdrę. Jednak na szczególną pochwałę zasługują planszetki – grube, posiadające wgłębienia na kafelki, dzięki którym dokładane elementy się nie przesuwają.

Największą zaletą Calico jest jednak prostota zasad przy jednoczesnym wypchaniu po brzegi masą główkowania. Jak już wiecie, tura gracza opiera się w zasadzie na jednej czynności – dołożeniu pojedynczego skrawka materiału. Robotę robią tu za to kafelki projektów i wymagania kapryśnych kotów. To one kształtują kierunek każdej rozgrywki, przy czym są tylko kierunkowskazy. Tak naprawdę to od nas zależy, czy skupimy się na kolekcjonowaniu guzików, spełnianiu projektów, czy też spróbujemy zanęcić naszą kołderką największą liczbę sierściuchów. 

Równowaga między tym, co możemy zrobić, a tym, co przynosi punkty jest w Calico strzałem w dziesiątkę. Jakiejkolwiek drogi do zwycięstwa nie wybierzemy, nawet w późniejszych etapach gry jest miejsce na zmianę koncepcji i strategii. Dzięki temu, że poszczególne koty mają mniej lub bardziej wymagające życzenia, a zdobywanie guzików nie jest trudne, nie ma tu poczucia zmarnowanego ruchu. Ba, nawet ten wcześniej nieplanowany może być początkiem nowej strategii. Jednocześnie osoby nielubiące zbyt wielu dróg do wygranej i wieloskładnikowej sałatki punktowej, mogą śmiało sięgnąć po Calico. W ogóle możliwość wyboru kafelków projektów, czy kotów o różnych sprawiają, że bardzo łatwo dostosować poziom trudności do naszych wymagań, a jednocześnie gra nie odstraszy  młodszych lub mniej doświadczonych graczy.

Pamiętajmy jednak o tym, że miejsce na planszetce z każdą turą robi się mniej. Pomimo kolorowej i sympatycznej otoczki, gra szybko nabiera głębi i zmusza szare komórki do ostrego wysiłku. Jako, że miejsce na skrawki materiału jest ograniczone, a my w każdej turze musimy dołożyć jeden, po kilku turach staniemy przed niełatwymi decyzjami. Czy zrezygnować z niepewnej próby spełnienia wszystkich celów, aby zdobyć mniej, ale pewnych punktów? Czy czekać na pojawienie się tego jednego kafelka, czy kombinować z tym, co mam na ręku? Czy podebrać przeciwnikowi kafelek, czy raczej wziąć ten odpowiedni dla nas? Te i wiele innych dylematów czeka na Was w Calico.

Co jednak najważniejsze, podejmowanie tych decyzji jest szalenie satysfakcjonujące, nawet kiedy świadomie rezygnujemy z punktów. Dawno przy żadnej grze nie widziałem tak bardzo skupionych twarzy nad stołem. I choć oczywiście da się spełnić wszystkie kafelki projektów z maksymalną wartością punktową, to częste rezygnowanie z niektórych z nich, jest niejako wbudowane w mechanikę gry. W niczym to jednak nie przeszkadza, a wręcz zachęca do kolejnego pojedynku – z innymi graczami, a przede wszystkim ze sobą.

Miłym smaczkiem są również grafiki kotów. Każdy z nich jest inny i uchwycony w zrelaksowanej pozie, w jakiej następnie trafia na naszą kołderkę. Dodatkowo zwierzaki wzorowane są na prawdziwych kotach (stąd anglojęzyczne imiona), którym w instrukcji poświęcono niemało miejsca. Niby niewielka rzecz, a podkręca wrażenie, że Calico stworzone zostało właśnie z myślą o kotach, a nie są one wrzucone na siłę, mając przyciągnąć jedynie uwagę miłośników mruczących czworonogów.

Na koniec warto wspomnieć o zawartości dla jednego gracza. Tutaj również Calico zdaje egzamin na piątkę z plusem. Scenariusze, tabele osiągnięć, tabele postępów – gracze solo znajdą tu dla siebie całą masę aktywności. Ja niestety wciąż zmagam się z pierwszym scenariuszem, który kilkukrotnie już przegrałem. 

Podsumowanie

Podsumowując: Calico ma wszystko, czego możemy oczekiwać od gry kafelkowej. Proste zasady, umożliwiające niemal natychmiastową rozgrywkę, łączą się tu dużą dawką kombinowania przy układaniu kafelków. Możliwość łatwego dostosowania poziomu trudności sprawia, że tytuł ten doskonale odnajdzie się praktycznie w każdej grupie wiekowej. Co jednak najważniejsze, Calico ma w sobie to coś, co sprawia, że chce się do niej wracać i podkręcać swoje wyniki. A jeśli dodamy do tego uroczą warstwę graficzną i obecność kapryśnych kociaków, otrzymujemy tytuł, przed którym nie będę miauuu oporu, aby polecić go każdemu.