Recenzje

Zostałem podróżnikiem. GRAmy w Carcassonne: Safari!

Są takie tytuły w które wypada zagrać przynajmniej raz. Sami wiecie, że wychodzę z założenia, że każda gra zasługuje chociaż na jedną partię, więc często próbuję rozgrywek w tytuły inne niż te, w które zwykle grywam, żeby po prostu zobaczyć jak działają.
 
Swoją przygodę z nowoczesnymi planszówkami rozpocząłem od Splendoru, więc dopiero ostatnio zagrałem w takie klasyki jak Osadnicy z Catanu czy Carcassonne. Ten drugi tytuł nigdy mnie specjalnie nie ciekawił, mimo że lubię mechanikę tile placementu, aż do czasu gdy nie poznałem się bliżej z serią Around the world. Miałem również okazję zagrać w wersję podstawową z kilkoma dodatkami i mimo że rozgrywka była przyjemna to nie czuję potrzeby posiadania podstawki na swoim regale.

 
Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: około 40 minut
Główne mechaniki: tile placement
Skomplikowanie zasad: 🎲🎲 (w pięciostopniowej skali)
Trzon rozgrywki w Carcassonne pozostaje ten sam i na pewno go znacie z wersji podstawowej. Naszym zadaniem w każdej turze jest dołożenie jednego kafelka w taki sposób, aby pokrywał się przynajmniej jednym bokiem z już dołożonym. Oczywiście po dołożeniu musimy otrzymać pełną zgodność terenu.
 
W Carcassonne Safari mamy właściwie trzy możliwości jeśli chodzi o teren – możemy mieć na swoim kafelku ścieżkę, busz lub safari, na którym często pojawiać się będą baobaby.
 
W swoim ruchu, po dołożeniu kafelka możemy również dołożyć meepla na jeden z wcześniej wspomnianych obszarów – ścieżki i busz punktują po ich zamknięciu, ale baobaby pozwalają na dociągnięcie dwóch ćwiartek wodopoju ze zwierzętami gdy położymy tam naszego pracownika. Działa to trochę jak klasztory w rozgrywce ze zwykłym Carcassonne – po obudowaniu baobabu ze wszystkich stron zdejmujemy meepla i dostajemy kolejne dwie ćwiartki.
W przypadku ścieżek i buszu punktujemy za ilość różnych gatunków zwierząt jakie się tam znajdują – maksymalnie może ich być 5. W buszu dodatkowo każdy ptak warty jest 1 punkt. W przypadku, gdy naszych gatunków jest mniej niż 5 możemy użyć jednej ćwiartki wodopoju z gatunkiem innym niż te, które już znajdują się na danym obszarze by zwiększyć punktację. Dzięki temu otrzymujemy liczbę za łączną liczbę różnych gatunków, wliczając w to użytą płytkę.
 
W momencie gdy nie wystawiamy meepla na dołożony kafelek, możemy przestawić patrol, który nie występował wcześniej w żadnej wersji. Są to dwa meeple w kształcie samochodów, które pozwalają nam na zdobycie dodatkowych punktów. Jeśli w swojej turze położymy kafelek w miejsce, gdzie aktualnie znajduje się patrol, automatycznie otrzymujemy 3 punkty i możemy przestawić go w inne, dowolnie wybrane miejsce.
 
Drugą możliwością gdy nie wystawiamy pracownika jest budowa wodopoju. Używamy do tego płytek ze zwierzętami, które otrzymujemy z baobabów. Przy jednym wodopoju nie mogą znajdować się dwa identyczne gatunki zwierząt. Po dołożeniu ćwiartki automatycznie otrzymujemy punkty, zależnie od tego która to część wodopoju. Podczas dokładania pierwszej ćwiartki położymy tam również naszego meepla, a po ukończeniu wodopoju otrzymamy dodatkowe 3 punkty.
 
Rozgrywka toczy się do momentu, gdy nie zostaną nam żadne kafelki. Po jej zakończeniu punktujemy również za niezamknięte obszary – każdy gatunek w buszu i na ścieżce gdzie mamy swoje meeple da nam dodatkowy punkt.
Gry kafelkowe są w naszej grupie zawsze ciepło przyjmowane, a część z nas posiada Carcassonne na swoich półkach, więc decydując się na Carcassonne Safari wiedziałem, że będzie to strzał w dziesiątkę. I nie zawiodłem się. Kilka kafelkowych tytułów mam u siebie – ze względu na losowy dociąg płytek każda partia jest trochę inna, dzięki czemu mam chęć do nich wracać.
 
Jak można spodziewać się po grze z serii Carcassonne, nie oferuje ona nam wysokiego stopnia skomplikowania, co nie jest niczym złym. W tę grę spokojnie można zagrać po niedzielnym obiedzie, zarówno z osobami, które z planszówkami nie znają się bliżej, jak i z tymi, którzy często siadają do stołu.
Ciekawym urozmaiceniem jest granie w formie turniejowej. Polega to na tym, że każdy z graczy na ręku ma nie jeden, a trzy kafle, co znacznie przyspiesza rozgrywkę i umożliwia nam zaplanowanie swoich posunięć. Jeśli komuś zależy, żeby partię potraktować trochę poważniej niż jako bardzo luźną rozgrywkę w której wykładamy kafelek który wylosujemy to zdecydowanie polecam korzystanie z tego wariantu, bo dzięki niemu również i geekowie będą zadowoleni.
 
Dodatkowe patrole również umożliwiają nam zdobywanie punktów, a budowanie wodopojów i korzystanie z ćwiartek ze zwierzętami do zwiększenia liczby punktów przy zamykaniu obszaru jest bardzo użyteczne.

A jak we dwoje?

Rozgrywka we dwie osoby nieznacznie różni się od tego co doświadczymy grając w więcej osób. Partie są przyjemne i można zdecydowanie więcej rzeczy kontrolować. Jedynym minusem jest to, że podczas takich rozgrywek jest jeszcze mniej interakcji – każdy z graczy najprawdopodobniej będzie rozwijał sawannę w swoją stronę, co sprawi, że nie będzie się po prostu wchodziło sobie w drogę. W takim wypadku mniej poruszamy też samymi patrolami (chociaż to już zależy wyłącznie od współgracza).
 
Mimo że bardzo lubię gry dwuosobowe, uważam, że jeśli gracie głównie we dwie osoby to lepiej poszukać czegoś innego, a po Carcassonne Safari sięgnąć, jeśli zwykle grywacie w więcej osób.
W porównaniu ze zwykłym Carcassone, zdecydowanie bardziej podoba mi się Safari. Jest dokładnie takie jak się spodziewałem – pozwala trochę rozgrzać mózg, ale podczas rozgrywki wciąż można rozmawiać, bo sama gra nie jest na tyle angażująca. Wybory, które musimy podjąć są dość proste, co sprawia, że nie będziemy podczas ruchu innych graczy cały czas rozmyślali nad tym, co jest dla nas najbardziej korzystne. U mnie Safari na chwilę obecną zostanie – chętnie będę do niego wracał od czasu do czasu jako luźną grę kafelkową, po którą sięgnę chętniej niż po Kakao.