Recenzje

Zostałem głową rodu. GRAmy w Coimbrę!

Odkąd zacząłem grać w nowoczesne planszówki, gry z kośćmi są moimi ulubionymi. Nic więc dziwnego, że gdy tylko dowiedziałem się o polskim wydaniu Coimbry od Rebela to zaświeciły mi się oczy. Już ostatnio pisałem Wam o swoich pierwszych, bardzo pozytywnych zresztą, wrażeniach z gry. Kilka rozgrywek już za mną, czas więc na nieco dłuższe wrażenia w których podsumuje swoje rozgrywki.

 
Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 60-120 minut
Główne mechaniki: turlanie kości (dice rolling), dice placement, set collection
Skomplikowanie zasad: 🎲🎲🎲🎲 (w pięciostopniowej skali)
Coimbra to portugalskie miasto, które przed laty było stolicą tego państwa. To tam wcielamy się w głowę jednego z potężnych portugalskich rodów. Naszym zadaniem jest zdobyć jak największy wpływ wśród 4 klas społecznych – kupców, uczonych, urzędników oraz duchownych. Nie podoba nam się szybki rozwój ekonomiczny państwa i postanawiamy roztoczyć opiekę nad ludźmi, którzy się do nas zwrócą i którzy są zaniepokojeni tą sytuacją. Nie zawsze będziemy wymagali złota, czasem niczym Vito Corleone zadowolimy się jedynie przysługą
 
Mimo mojej próby nieco klimatycznego wstępu, Coimbra jest w 100% eurasem. Sama rozgrywka trwa jedynie 4 rundy, a każda podzielona jest na fazy od A-F, podczas których będziemy wykonywali różne akcje zbliżające nas do zwycięstwa. Opiszę jedynie niektóre z nich, mające wpływ na moją opinię, a po całość odsyłam oczywiście do instrukcji.
 
W fazie B w kolejności od pierwszego gracza pobieramy po jednej kości (w tej fazie łącznie pobierzemy ich 3 na gracza) i wysyłamy ją na jedno z pól. Możemy wysłać ją do zamku, by zdobyć żeton przysługi królewskiej, który pozwoli nam na zdobycie dodatkowych monet, tarcz, przyniesie dodatkowy ruch pielgrzymem czy punkty zwycięstwa.
 
W obszarach miejskich (górnym, środkowym i dolnym) będziemy mogli dobrać kartę postaci po opłaceniu jej kosztu. Mają one różne możliwości – niektóre zmniejszają nam koszt kupowania kolejnych, inne punktują w fazie E (aktywacji kości) po spełnieniu określonych warunków, a kolejne przynoszą nam bonusy natychmiastowe. Oczywiście znajdziemy również takie, które punktują na koniec gry.
I tu pojawia się pierwszy twist: kości w mieście układamy w kolejności od wartości 6 do 1, co wyznacza kolejność wykonywania akcji. Wartość kości, którą wysyłamy na dane pole w mieście jest również kosztem, jaki musimy zapłacić za daną postać. Każda z nich ma również wartość na swojej karcie i reprezentuje jedną z wcześniej wymienionych klas. Wartość ta określa nam o ile przesuniemy się na odpowiednim torze wpływów.
 
W fazie E aktywujemy swoje kości, zdobywając bonusy z odpowiednich torów – urzędnicy pozwalają nam na gromadzenie tarcz, kupcy zwiększają pojemność naszego skarbca zapewniając dostęp złota, duchowni pozwalają nam na poruszanie naszego pielgrzyma i odwiedzanie klasztorów, które przynoszą bonusy natychmiastowe lub takie na koniec gry, a uczeni zapewniają po prostu punkty zwycięstwa. Tu pojawia się drugi twist: kolor wybranej przez nas wcześniej kości determinuje to, z którego toru otrzymamy bonus. Kości białe są jokerami i w momencie ich aktywacji możemy określić jaką klasę reprezentują.
 
Faza F pozwala na inwestowanie w jedną z ekspedycji, które przynoszą dodatkowe punkty na koniec gry, w zależności od tego jak spełniliśmy warunek przez nie wymagany.
Na koniec punktują nam właśnie te przed chwilą wspomniane wyprawy, karty postaci z bonusem na koniec rozgrywki i poszczególne tory wpływów (nad każdym z nich znajduje się płytka określająca ich wartość). Dodatkowo, dodajemy do siebie tarcze, monety i korony, które posiadamy i dzielimy przez 2, a otrzymaną wartość dodajemy do swoich punktów zwycięstwa.
 
Ostatnim elementem są sety, które punktowane są podobnie jak karty w Pięciu Klanach. Postaci które kupujemy w fazie C mogą mieć różnokolorowe dyplomy, a każdy set składający się z 5 różnych wart jest 12 punktów, ale punktują one również za sety niepełne. Przykładowo, jeśli mamy dwie różne karty i jeden powtarzający się dyplom to on również zapunktuje jako set złożony z jednej karty.
Coimbra nie jest grą trudną. Możliwości nie jest dużo, ale tym co na początku sprawia problem jest ilość informacji jaką trzeba przyswoić. Karty postaci zmieniają się co rundę, więc oprócz ogólnych zasad, podczas gry musimy tłumaczyć je naszym współgraczom 4 razy (o ile jest to pierwsza partia). Mimo że ikonografia jest bardzo przyzwoita i jak się ją już pozna to bez problemu rozumie się zastosowane oznaczenia, to podczas pierwszej partii można mieć niezły mętlik w głowie.
 
W kolejnych rozgrywkach jest już dużo lepiej, ale i tak konieczne będzie zaglądanie do instrukcji ze względu na zmieniające się co rozgrywkę karty ekspedycji i różne klasztory, które możemy wylosować. Po kilku rozgrywkach już prawie w ogóle do niej nie zerkam, a robię to jedynie by upewnić się co do znaczenia jakiejś karty lub ekspedycji by nie wprowadzić swoich współgraczy w błąd.
Regrywalność stoi na przyzwoitym poziomie, a po swoich 6 partiach wciąż mam chęć w nią grać. Na plus na pewno wypadają zmieniające się karty ekspedycji i klasztory, których jest więcej niż potrzebujemy do rozgrywki. Również tory wpływów co rozgrywkę punktują inaczej. Mimo że kafelki z punktacją torów wpływów są jedynie 4 to rozkładamy je losowo, przez co za każdym razem trzeba podejść do Coimbry na świeżo i nie można kierować się utartymi schematami.
 
Nawet biorąc pod uwagę fakt, że co grę używamy dokładnie tego samego zestawu postaci to są one rozkładane w różnych obszarach miejskich. Dodatkowo są one podzielone są na fazy, więc mogą pojawiać się w różnych rundach gry. Prawdopodobieństwo rozegrania tytułu z dokładnie takim samym setupem jest bliskie zeru.

A jak we dwoje?

Ze względu na dodatkowych wirtualnych graczy, Coimbra bardzo dobrze się skaluje. Rozgrywka we dwie osoby jest tak samo przyjemna jak we 4, a nawet jest nieco trudniejsza. W grze dla dwóch i trzech graczy, wirtualni współtowarzysze w postaci kostek z określoną wartością dołączają do obszarów miejskich. Podczas wysyłania tam naszych kostek (których w tym wypadku jest mniej niż podczas rozgrywki w komplecie) musimy wziąć pod uwagę to czy będziemy wykonywali akcję przed czy po nich, ponieważ oni również „kupują” jedną z kart postaci o najwyższej wartości. Nawet grając we dwoje rywalizacja wciąż jest odczuwalna, a sam czas rozgrywki jest krótszy i oscyluje około godziny.
 
Zastosowane w Coimbrze rozwiązania nie są innowacyjne. Wszystkie mechanizmy zastosowane w grze będą Wam już znane z innych tytułów w tej kategorii, o ile lubicie ten gatunek i graliście już w pewną liczbę podobnych pozycji. Mimo to, wszystkie są ze sobą połączone w tak przyjemny sposób, że gra ma w sobie coś co mnie do niej przyciąga.
Podczas gry mamy do wykorzystania jedynie 12 kości, a naszym zadaniem jest szybkie zbudowanie silniczka, który nam będzie co rundę przynosił korzyści pozwalające nam na jego rozwój. Ze względu na to czasami pojawią się momenty gdy jeden z graczy będzie myślał dłużej, czasami pojawia się lekki paraliż decyzyjny (w przypadku niektórych postaci w głowie włącz się Excel), ale nie jest to nic co rzutuje na całą rozgrywkę.
 
W Coimbrze da się odczuć mocną inspirację Lorenzo Il Magnifico (w końcu to poprzednia gra jednego z autorów), które podobało mi się zdecydowanie mniej. Podobieństwa to chociażby pionowe tory wpływów (w Lorenzo mieliśmy tor wojskowy i duchownych) oraz sam podział gry na III fazy do których są osobne karty. Kolorowe kości w których używa się zarówno wartości jak i koloru przynoszą również na myśl Troyes, mimo że tam są one wykorzystywane w trochę inny sposób. Podróżowanie po mapie i odwiedzanie klasztorów przypomina mi natomiast Marco Polo i Orlean, który jest jednym z moich ulubionych eurasów.
 
Jeśli dotrwaliście aż tutaj to nie powinno Was dziwić, że napiszę, że Coimbra jest grą bardzo dobrą. Jest to tytuł, który w ostatnim czasie ogrywałem dość intensywnie, a mimo to wciąż mam do niego chęć wracać, bo każda partia jest trochę inna. Daje to wiele możliwości optymalizacji, a przy tym nie nuży, dlatego też Coimbra wylądowała na górze regału, w miejscu, gdzie będzie można łatwo ją ściągnąć, bo na pewno będzie tytułem często ogrywanym. Nie polecam jej graczom zupełnie początkującym, ale jeśli macie już jakieś doświadczenia z planszówkami i lubicie gry euro to bierzcie ją w ciemno, bo na pewno Was zadowoli. Również doświadczeni gracze znajdą tutaj coś dla siebie, a satysfakcję przynosić będzie osiąganie coraz lepszych wyników. Na chwilę obecną jestem bardzo na TAK – zobaczymy czy to samo będę mógł powiedzieć za pół roku.