Recenzje

Londyn – recenzja

Skłamałbym jeśli bym napisał, że nie miałem wobec Londynu żadnych oczekiwań. Bo oczywiście, że miałem i to wcale niemałe! Grając w Londyn wcielamy się w architektów, którzy próbują odbudować stolicę po wielkim pożarze, który miał miejsce w 1666 roku. Jeśli jesteście ciekawy czy warto dać Londynowi szansę to zapraszam do lektury recenzji.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: ok. 60-90 min
Główne mechaniki: hand management, tableau building
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲🎲

Londyn – zasady rozgrywki

W grze wykorzystuje się niewiele elementów, więc samo przygotowanie jest błyskawiczne. Na środku stołu ląduje plansza składająca się z miejsc na karty, toru punktacji i toru ubóstwa. Karty miasta dzielimy zgodnie z rewersami (A, B i C) i układamy zakryte tak, by na wierzchu znalazły się te oznaczone jako „A”, na spodzie zaś z literą „C”. Dobieramy z nich 6 kart tworząc rękę początkową. Duże karty dzielnic tworzą oddzielny stos, obok którego układamy 3 dzielnice początkowe. Po wzięciu z banku 5 monet jesteśmy gotowi do gry.

Na początku swojej tury dobieramy jedną kartę miasta, a następnie wykonujemy jedną z 4 dostępnych akcji:

  • Rozwój miasta: dokładamy do swojego miasta kartę z ręki. Jako zapłatę odrzucamy na planszę główną inną kartę w tym samym kolorze i/lub płacimy podany koszt w monetach. Karty do miasta dokładamy albo na wolne miejsce tworząc nowy stos albo na wierzch już istniejącego. 
  • Zakup dzielnicy: decydując się na zakup jednej z trzech dostępnych kart dzielnic opłacamy jej koszt w monetach i zyskujemy korzyści wymienione na karcie. Następnie odkładamy ją w swojej strefie gracza i jeśli posiada ona stały efekt, działa on do momentu zakupu kolejnej dzielnicy.

  • Aktywacja miasta: w dowolnej kolejności aktywujemy pojedynczo każdą odkrytą kartę w naszych stosach. Jeśli podano koszt jej aktywacji, płacimy go, a następnie rozpatrujemy jej efekt. Następnie jeśli widnieje na niej symbol odwrócenia, karta zostaje odwrócona, a my nie możemy jej więcej użyćOstatnim etapem aktywacji jest przydzielenie ubóstwa. Za każdy stos kart, każdą kartę w ręku i każde 10£ otrzymujemy po jednym znaczniku ubóstwa.

  • Dobór kolejnych 3 kart: możemy dobierać zarówno w ciemno z talii głównej, jak i karty z planszy, które inni odrzucili.

W ten sposób gra toczy się do chwili, aż wyczerpiemy talię główną. Otrzymujemy punkty zwycięstwa za zagrane w stosach karty i zachowane monety. Tracimy je za niespłacone pożyczki. Karty, które zostały nam w ręku zamieniamy na żetony ubóstwa. Gracz z najmniejszą liczbą żetonów odrzuca je wszystkie. Pozostali gracze odrzucają tyle samo żetonów, a za te, które im pozostały otrzymują ujemne punkty zgodnie z tabelą na planszy głównej.

W skrócie: zagrywamy karty w stosy, by odpowiednim momencie aktywować miasto. Zdobywamy za to punkty zwycięstwa i monety na zakup kolejnych kart starając się otrzymać jak najmniej żetonów ubóstwa.

Londyn – krótka recenzja

Londyn to tytuł, na który czaiłem się już od jakiegoś czasu. Nie tylko dlatego, że jego autorem jest Wallace odpowiadający za Brassa, który przyprawia mnie o szybsze bicie serca i którego Wam bardzo chwaliłem chociażby w swoim podsumowaniu ubiegłego roku. Jest to po prostu gra, która w teorii wydawała mi się bardzo „pode mnie”. 

Rozgrywka jest mięsista, choć nie mózgożerna (w tej kwestii do poziomu Brassa baaardzo daleko). Cała gra opiera się właściwie na 4 nieskomplikowanych akcjach, więc pod względem ilości zasad nie jest to tytuł zaawansowany. Mimo to nie polecałbym go do rozpoczęcia swojej przygody z planszówkami. Świetnie sprawdzi się jednak jako gra drugiego kroku. Miałem okazję przetestować ją z bratem, który nie jest planszówkowym wyjadaczem, a mimo to bardzo dobrze sobie poradził. 

Plusy i minusy

Podczas rozgrywki czuć dużą decyzyjność. Oczywiście, wciąż polegamy na tym, jakie karty dociągniemy ze stosu i tej losowości nie da się w żaden sposób obejść, jednak to my decydujemy ile stosów zbudować. Nie należy z ich ilością przesadzać, bo za każdy stos otrzymujemy negatywny znacznik ubóstwa w trakcie aktywacji miasta.  

Dodatkowym smaczkiem jest to, że aby zagrać kartę, musimy odrzucić inną w tym samym kolorze. Wyłożoną kartę odpalamy dopiero później – przy aktywacji miasta. Ta „dwustopniowa” aktywacja pozwala na pozbywanie się z ręki niechcianych kart, a to zawsze wypada w grach na plus. Po otrzymaniu związanych z daną kartą bonusów miasta odwracamy ją, co tworzy nam miejsce na kolejną.  

Gra mocno karze nieprzemyślane ruchy, a my w tym wszystkim staramy się zachować balans rozgrywki Jeśli skupimy się wyłącznie kartach, które generują punkty, szybko okaże się, że nie mamy pieniędzy aby zagrywać następne, co w późniejszym etapie gry bywa bolesne. Działa to również w drugą stronę – jeśli za bardzo postawimy na zarabianie monet, to na koniec gry może okazać się, że przeciwnicy zostawili nas w tyle z punktami. Ciągle więc stajemy przed decyzją, co wyłożyć, co aktywować, a co zostawić na później. Trochę przypomina mi to pod tym względem Hadarę, gdzie sposób działania był nieco podobny. 

Podoba mi się funkcja dzielnic – pozwalają one nie tylko odrzucać ubóstwo, zdobywać dodatkowe karty i punkty zwycięstwa. Większość z nich posiada także dodatkową umiejętność z której możemy korzystać w momencie aktywacji miasta. W moim przypadku aktywne dzielnice często się zmieniały, gdyż kupowałem nową po prawie każdym uruchomieniu miasta. Pozwalało mi to na pozbywanie się dużej liczby ubóstwa. 

Jeśli miałbym wskazać, co w Londynie podobało mi się mniej, to mam pewne obawy związane z regrywalnością. Po tych kilku partiach, mimo że trafiały mi się różne karty to często stawiałem na te same rozwiązania wiedząc, że po prostu dają większą liczbę PZ. Zwłaszcza w stosie C jest kilka takich kart, o które szczególnie warto rywalizować. Jeśli na przykład postawicie na rozbudowę dzielnic, to karta „Metro” potrafi wiele namieszać w punktacji.    

A jak w parze?

Mimo, że partie dwuosobowe nie są najlepszym wariantem, to nie oznacza wcale, że grając w parze będziecie się źle bawić. Mnie jednak najbardziej urzekły partie na trzech graczy, kiedy karty przewijają się szybciej. We dwoje da się czasem odczuć, że dotarcie do momentu pojawienia się kart „C” trochę się dłuży. Mam wrażenie że gdyby w tym składzie redukować liczbę kart, to partie wciąż byłyby świetne, nabrałyby jednak nieco dynamiki.  

Podsumowanie

Londyn to sprawna karcianka, w której bardzo istotne jest zarządzanie ręka. Dobrze sprawdza się wśród osób, które mają już za sobą pierwsze kroki w planszówkach, choć gracze również nie będą  znudzeni. Każda kolejna partia zachęca do zdobywania coraz to lepszych wyników.  Jeśli lubicie dużą decyzyjność i chcecie pokombinować podczas rozgrywki, zdecydowanie polecam Londyn.

Plusy: 

  • duża decyzyjność, która pozwala na rozwijanie swojego tableau zgodnie ze swoimi preferencjami
  • niewielkie skomplikowanie zasad, dzięki czemu grę można stosunkowo szybko wytłumaczyć innym 
  • ciekawie działające dzielnice, których umiejętności podczas rozgrywki potrafią wiele zmienić 
  • „dwustopniowa” aktywacja kart, która pozwala na ciągłą ich rotację 

Minusy: 

  •  wrażenie niewielkiej regrywalności ze względu na to, że podczas każdej partii używamy tych samych kart 

Czy gra zostaje w kolekcji? Tak, zdecydowanie! Ten sposób rozgrywki bardzo mi się podoba i z pewnością będę do niej wracał od czasu do czasu. 
Czy kupiłbym grę samodzielnie? Tak
Moja ocena BGG: 8

Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!