Recenzje

Łowcy Potworów – recenzja

Patrząc na nowości wydawnicze można zauważyć ostatnio pewien trend. Wiele z nich, to tytuły oparte bardziej na kartach, niż na typowej dla euro konwersji zasobów. I mimo że Łowcy Potworów nie byli na mojej wishliście, to po dokładniejszym zapoznaniu się z grą uznałem, że chętnie w nią zagram. W kolekcji nie posiadam wielu tytułów z draftem, tym bardziej stwierdziłem, że nowy tytuł autora Magic: the Gathering dobrze odnajdzie się obok Capitalu czy Hadary. Czy kolejna gra Richarda Garfielda, w której znów wyłożymy na stół karty krain i potworów zyska wielu zwolenników?

Ilość graczy: 2-5
Czas rozgrywki: ok. 45 min
Główne mechaniki: draft, set collection, tableau building
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 

Łowcy potworów – krótki opis zasad

Każda rozgrywka trwa 4 sezony. Na początku każdego odkryta zostaje jedna z kart, która oznajmia, jaki rodzaj potworów będzie dla widzów szczególnie atrakcyjny (czyt. dodatkowo zapunktuje). Osoba, która na koniec sezonu posiada łącznie największą siłę potworów właśnie tego typu, zgarnia kartę sezonu dla siebie. Na koniec gry da ona dodatkowe punkty. 

Mechanicznie Łowcy Potworów przebiegają jak typowa gra z draftem. Otrzymujemy 8 kart, wybieramy jedną z nich i przekazujemy resztę talii dalej. Dobraną kartę możemy zagrać lub zostawić do zagrania później. Ten drugi wariant kosztuje nas jednak jedną monetę. Małym twistem jest to, że żadnej karty nie można odrzucić. Możemy więc pozostawiając w talii konkretne karty zmusić naszych przeciwników do tego by zapłacili za takie, których nie potrzebują. Jeśli podczas rozgrywki nie mamy wystarczającej liczby monet, zmuszeni jesteśmy do wzięcia pożyczki. Zyskujemy dzięki niej 3 monety, ale od finalnego wyniku musimy odjąć 5 punktów. Gramy tak do czasu aż nie zostanie nam żadna karta – oznacza to, że dany sezon właśnie się skończył. 

W talii znajdują się karty różnych rodzajów – karty terenów i zamieszkujących je potworów, karty pracowników i wydarzeń oraz karty sekretnych celów. Aby schwytać potwora danego typu (zagrać jego kartę) musimy posiadać już odpowiednią ilość odpowiadającego mu terenu. Wyjątkiem są potwory z Krainy Snów za które zapłacimy dowolną z krain. 

Niektóre potwory wyższych poziomów posiadają znacznik niebezpieczeństwa (zapewniają jednak więcej punktów zwycięstwa). Po skończonym sezonie jeden z graczy rzuca kośćmi łowców, które mówią ile klatek otrzymujemy do ujarzmienia niebezpiecznych potworów. Za każdy znacznik niebezpieczeństwa, którego nie zwalczymy, musimy zapłacić 3 monety. Ponownie – jeśli ich nie mamy, bierzemy pożyczkę. Klatki można także zdobywać dzięki znajdującym się w talii kartom wydarzeń.

Gdy skończą się karty, sprawdzamy, kto zgromadził największą siłę potworów określonych na karcie sezonu. Następnie wszystkie schwytane potwory trafiają na naszą planszetkę, gdzie czekają na końcowe podliczanie punktów. Zagrane dotychczas krainy pozostają w grze, a my dobieramy nowe karty i odkrywamy kartę kolejnego sezonu.

Łowcy potworów – krótka recenzja

Przyznam się, że po raz pierwszy odkąd prowadzę bloga jestem trochę pomiędzy ocenami. Miałem w Łowcach naprawdę świetne partie, kiedy różnorodność kart eksponowała wszystkie zalety tego tytułu i natychmiastowo miałem chęć zagrać ponownie. Niestety zdarzały się również takie, kiedy karty kompletnie się nie kleiły. Widzę w Łowcach wady i są to niestety wady, które można było łatwo wyeliminować wprowadzając chociażby większy balans w typach kart, z którymi gramy. Mimo to naprawdę mam chęć do nich wracać. Właśnie dlatego, że trafiają się świetne rozgrywki i liczę na to, że każda kolejna będzie właśnie taką. 

Plusy i minusy

Mocną stroną Łowców Potworów jest liczebność talii. Rozgrywka trwa 4 sezony i na początku każdego gracze otrzymują jedynie 8 kart. Po ich rozdaniu w talii wciąż zostaje wiele kart. Po kilku partiach nadal trafiam na karty, których wcześniej nie widziałem. 

Niestety ilość kart ma też swoją słabszą stronę. Gdy w jednym sezonie trafimy zbyt wiele kart terenów, a za mało potworów, to jest on nijaki. W kółko wymieniamy się kartami zostawiając je z nadzieją, że przydadzą się w kolejnych rundach i a tak naprawdę nie otrzymujemy z tego dużych korzyści. Jest to o tyle irytujące, że gra nie trwa długo, więc nawet jeden taki sezon istotnie wpłynie na całość rozgrywki. W moim przypadku pierwszy kontakt z grą przebiegł w ten właśnie sposób i dopiero kolejne partie zatarły to wrażenie. Obawiam się, że wiele osób może zniechęcić się do Łowców Potworów już na początku. 

Losowość w kartach daje się we znaki nie tylko w samej ilości potworów. Bardzo często zdarza się sezon, podczas którego nie pojawia się ANI JEDEN potwór wskazany na karcie sezonu. I o ile 3 punkty, które zdobywa się zdobywając kartę sezonu nie są bardzo istotne, to 2 monety potrafią znacznie zmienić sytuację. Waluta swoją drogą jest tu dosłownie na wagę złota – gwarantuję, że częściej na Waszej planszetce zagości karta pożyczki, niż moneta o wysokim nominale. Tym bardziej dziwi fakt umieszczenia w pudełku monet o wysokich wartościach, które w przypadku moich rozgrywek pełniły do tej pory jedynie funkcję dekoracyjną.

Podoba mi się rozwiązanie zastosowane z Krainą Snów (to jeden z terenów w grze). W talii znajdziemy karty terenu tej krainy, ale już za jej mieszkańców możemy płacić dowolnymi krainami. Nie jest to być może mistrzostwo mechaniczne, ale pozytywnie wpływa na rozgrywkę i pozwala znaleźć zastosowanie dla nieużytych krain.

Warto także wspomnieć o samej stronie wizualnej kart. Podobnie jak było w M:tG, (którego Garfield również jest autorem) w dolnym rogu każdej karty widnieje nazwisko autora grafiki. Same ilustracje na nich naprawdę robią wrażenie, dobrze oddają klimat i podkreślają różnorodność terenów i zamieszkujących je potworów. Co więcej, nawet różne karty tego samego potwora opatrzone są inną ilustracją.

A jak w parze?

Większość rozgrywek grałem właśnie w wariancie dwuosobowym. Niestety. Podczas takiej rozgrywki, oprócz 8 kart na rękę otrzymujemy kolejnych 8 w zakrytym stosie. Po wyborze swojej karty, dobieramy także kartę z tego stosu, a następnie jedną odrzucamy. I moim zdaniem to rozwiązanie totalnie nie ma sensu. W teorii miało to sens, zazwyczaj jednak wygląda to tak, że jeśli dobierzemy dobrą kartę, to automatycznie ją odrzucamy, by nasz przeciwnik z niej nie skorzystał. Nie powoduje ciągłej zmiany talii i nie zapewnia dopływu nowych kart, jak to napisano w instrukcji .

Dlatego też postanowiliśmy podczas takich rozgrywek stosować własny home rule – kartę z zakrytego stosu dobieramy przed rozpoczęciem swojej tury. Wiem, że nie jest to sweet spot Łowców, ale polecam Wam spróbować takiego rozwiązania jeśli decydujecie się zagrać w parze. W praktyce zdecydowanie ulepsza to rozgrywkę. 

Tak więc, jak chyba wszystkie gry z draftem, Łowcy Potworów zdecydowanie lepiej wypadają podczas partii na więcej graczy (chociaż podobają mi się partie z zaproponowanym przeze mnie usprawnieniem). 

Podsumowanie

Łowcy Potworów to tytuł w którym wystawiając na stół kolejne karty terenów łapiemy coraz silniejsze potwory. Na drodze do zwycięstwa pomogą nam zatrudnieni pracownicy oraz karty wydarzeń i ukrytych celów, które przy odpowiednim doborze znacznie podkręcą nasz wynik. Nie jest to gra pozbawiona wad, bywa frustrująca ale na swój bolesny i przyjemny sposób wciąż chcę do niej wracać. 

Plusy:
– liczebność talii wpływa korzystnie na regrywalność
– grafiki robią wrażenie
– sprytny twist z potworami krainy snów
– ukryte karty celów

Minusy:
– losowość w dociągu kart (zbyt wiele kart terenów oznacza słabszy sezon)
– nieprzemyślany tryb dwuosobowy, który można usprawnić za pomocą jednego home rule’a

Czy gra zostaje w kolekcji? Nie posiadam wielu tytułów z draftem, więc na tę chwilę chętnie będę do Łowców Potworów wracał.

Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *