Recenzje

Zostałem odkrywcą. GRAmy w Luxor!

O Montanie Rudigera Dorna wspominałem tutaj już co najmniej kilka razy. To tytuł, który zaskoczył mnie intuicyjnością zasad i rozgrywką, która mimo relatywnie niskiego czasu, dawała poczucie większej gry, a nie tylko fillera. Jest to jedna z gier, do której staram się wracać dość regularnie.

Przy recenzji wspominałem właśnie o Luxorze, który razem z Azulem i The mind był nominowany do zeszłorocznego Spiel des Jahres. Tytuł ostatecznie został przyznany Azulowi, ale ciekawość względem innych nominowanych tytułów pozostała, stąd bardzo się cieszę, że Piatnik zdecydował się na dystrybucję tego tytułu w Polsce.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: około 45 minut
Główne mechaniki: hand management, set collection
Stopień skomplikowania (w pięciostopniowej skali): 🎲🎲

Dotrzeć do komnaty faraona. GRAmy!

Zasady Luxora nie są skomplikowane, a całą grę oceniłbym jako tytuł rodzinny, który zawiera pewien twist. Nie inaczej było przecież w Montanie, gdzie same zasady również nie przyprawiały początkujących graczy o ból głowy. Taki jest urok gier Dorna – Las Vegas również sprawdza się u nas jako filler i mimo, że jest oparty głównie na kościach, co może być kojarzone z totalną losowością, bardzo dobrze się przyjął w naszej grupie dzięki sprytnym rozwiązaniom w mechanice. Są to tytuły w które zagrają zarówno gracze początkujący, ale i Ci, którzy grają już nieco dłużej będą się również dobrze bawili.
W Luxorze, podczas swojej tury każdy z graczy musi zagrać jedną z kart, którą posiada na ręku. I tu pojawia się twist, o którym wspomniałem wcześniej. Mimo że każdy z graczy na ręce posiada 5 kart, zagrywać można jedynie karty skrajne. Co więcej, po rozdaniu, kart nie można przez całą grę przekładać. Na koniec tury, po dociągnięciu karty, wsadzamy ją w środek, a pozostałe automatycznie się przesuwają. W rozgrywce występują również żółte karty, które pozwalają na wykonywanie akcji specjalnych – ruch wszystkich odkrywców czy zmniejszenie kosztu tafelka.
 
Każda z kart posiada określoną wartość, która pokazuje o ile pól musimy przesunąć swojego odkrywcę, bowiem poruszają się oni wyłącznie po tafelkach (tak w grze nazywane są kafelki).
 
Każdy z tafelków posiada określoną wartość punktową, którą gracz otrzymuje po jego zdobyciu i wymóg ilości odkrywców w jednym kolorze, jaka musi znajdować się na danym polu. Tafelki skarbów występują w 3 rodzajach i tworzą one sety, które punktują na koniec gry. Każdy set złożony z 3 różnych tafelków przyniesie nam dodatkowe punkty.
Jeśli w trakcie gry jeden z tafelków zostanie zdobyty przez innego gracza, puste pole traktujemy tak, jakby go tam nie było. Zdobycie niektórych powoduje odkrycie kafelków specjalnych, które pozwalają nie tylko na zdobycie skarabeuszy czy jokerów do setów tafelków skarbów, ale również na stworzenie korytarza, który umożliwia szybką podróż.
 
Rozgrywka kończy się, gdy dwóch odkrywców dotrze do komnaty faraona, co zarazem pozwala na zdobycie jednego z dwóch dodatkowo punktowanych sarkofagów. Nie jest to jednak takie proste, ponieważ by do niej dotrzeć potrzebujemy klucza, który możemy zdobyć na jednym z pól specjalnych.
 
Po jej zakończeniu podliczamy punkty za pozycję każdego z odkrywców (każde pole posiada określoną wartość), liczbę zdobytych setów tafelków skarbów, pozostałe klucze i dodatkowo punktujące skarabeusze.
Ze swoim charakterystycznym układem ślimaka plansza przypomina starsze gry przygodowe. Mimo tego podobieństwa, jest to klasyczna eurogra o stosunkowo nieskomplikowanych zasadach.
 
Z tego co zauważyłem, sama rozgrywka może być prowadzona na dwa sposoby, zależnie od stopnia ogrania – osoba, która nie grała dotąd zbyt wiele w planszówki prawdopodobnie zastanawiać się będzie nad swoim ruchem na bieżąco, a ci bardziej zaprawieni gracze z pewnością będą mieli zaplanowane kilka ruchów naprzód, co jest możliwe dzięki kartom, które posiadamy na ręce. Z tego powodu nawet grając w pełnym składzie i mieszanym towarzystwie, rozgrywka nie jest narażona na downtime, bo i decyzji nie ma tu wiele.
 
Sam twist związany z kartami i brakiem możliwości ich przekładania bardzo ciekawie wpływa na samą grę. Początkowo nie czuć tych emocji związanych z wyścigiem, którym przecież Luxor jest, ale im dłużej gramy, tym więcej pojawia się myśli. Czy zdążę ukończyć set, czy nie prześcigną mnie przeciwnicy i czy dotrę do komnaty Faraona. Są to pewne dylematy, które musimy wziąć pod uwagę, bo każdy z nich ma wpływ na wynik końcowy, więc to kiedy rozgrywka się kończy ma olbrzymie znaczenie.
Podoba mi się fakt, że pojedynczy set składa się z trzech typów tafelków, co również jest nieco niecodziennym rozwiązaniem – zwykle w tego typu grach punktujemy za te same symbole lub za jak największą liczbę różnych. Tutaj musimy dbać o to by nasze skarby były możliwie jak najbardziej zrównoważone pod względem rodzaju. Czasami może być to trudne ze względu na losowy dociąg kart, ale na szczęście dzięki możliwości zdobycia jokerów, które te sety dopełniają, ta losowość nie jest uciążliwa.

A jak w parze?

Im gramy w więcej osób, tym rozgrywka jest lepsza. Więcej graczy oznacza więcej eksploratorów, a co za tym idzie – większą rywalizację. We dwoje nie da się odczuć rywalizacji o kafelki, ale w trójkę czy w pełnym składzie bardzo często będziemy zmuszeni obserwować jak nasi przeciwnicy podbierają nam kafelki. Pojawia się również więcej możliwości, ze względu na to, że większa liczba tafelków schodzi z planszy i odkrywanych jest więcej kafelków specjalnych, które pozwalają na zdobywanie skarabeuszy i jokerów.
Po kilku rozgrywkach, wciąż mam chęć usiąść do Luxora i dlatego uważam, że jego nominacja do Spiel des Jahres jest całkowicie uzasadniona. Mimo nieskomplikowanych zasad jest to tytuł przy którym zasiąść mogą zarówno gracze (oczywiście licząc się z tym, że sama rozgrywka nie jest skomplikowana) jak i Ci bardziej początkujący. Dzięki temu, Luxor na chwilę obecną zostaje w mojej kolekcji.
 
Tym bardziej, że niedługo do wspierających powinien dotrzeć dodatek składający się z 4 modułów (podobne rozwiązanie było stosowane w dodatku do Santa Maria). Moduły wprowadzą do rozgrywki nie tylko 5 gracza, ale też nowy typ tafelków skarbów (i nowy sposób ich zbierania), asymetryczne moce graczy, karty ekwipunku będące wariacją kart podstawowych i Mumię, która wprowadza pewną negatywną interakcję. Liczę, że dzięki Piatnikowi ukaże się on także po polsku
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!