Recenzje

Goniąc amerykański sen. GRAmy w Montanę!

Montana to jeden z największych stanów w USA, który jest stosunkowo nisko zaludniony ze względu na mało sprzyjające warunki. W XIX wieku ludzie przenosili się na granicę ówczesnej cywilizacji, chcąc być pionierami i budować od podstaw swoje domy, opierając się jedynie na własnej sile i męstwie.

Montana to pierwszy tytuł wydawnictwa Wydawnictwa Lacerta na Piracie i pierwsza gra Rüdigera Dorna tutaj. Jeśli nie kojarzycie tego Pana to jestem pewny, że kojarzycie jego gry – Goę, która jest już klasykiem, Istanbuł, w którym wcielamy się w rolę kupców czy tegoroczny Luxor, który był nominowany do Spiel des Jahres. Przed Wami recenzja.

Dawno temu na dzikim zachodzie. GRAmy!

Gra kończy się w momencie, gdy jeden z graczy zbuduje wszystkie swoje osady (ich liczba również zależy od liczby graczy). Dokańczana wtedy jest runda i osoba, która posiada więcej osad na planszy wygrywa.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: około 45 minut
Skomplikowanie zasad: 🎲🎲🎲 (w pięciostopniowej skali)

Dawno temu na dzikim zachodzie. GRAmy!

 W grze, jak już wspomniałem, wcielamy się w osadników chcących założyć jak najbardziej prosperującą osadę. Początek gry to moment, który w Montanie lubię najmniej.

Plansza jest modułowa i zależnie od liczby graczy dobieramy inną liczbę kafelków, ale w pudełku zawsze zostaną 2, co zapewnia większą różnorodność. Wszystkie dostępne zasoby również rozdziela się zależnie od liczby graczy, a bydło rozkładamy zgodnie z ikonami na kafelkach z planszy. Po rozłożeniu, każdy z graczy kręci dwa razy kołem zatrudnień, które określa z jakimi robotnikami zaczynamy. Jak to w typowym worker placemencie, gra opiera się na wysyłaniu swoich robotników na rozmaite pola, które pozwalają nam na wykonywanie określonych akcji. W swojej turze mamy możliwość wykonania jednej z trzech akcji, która jest obowiązkowa i jednej opcjonalnej:

  • zakręcenie kołem zatrudnienia i wzięcie dwóch robotników. Raz w grze można wykonać dodatkowe zatrudnienie, które polega na tym, że po wzięciu dwóch robotników płacimy jedno zboże by przesunąć wskazówkę na kolejne pole i wziąć dwóch, którzy wskazani są na danym polu (możemy wskazówkę przesuwać dalej, za każdym razem płacąc zboże)
  • wysłanie robotnika na jedno z dostępnych pól na planszy, które pozwalają nam na gromadzenie zasobów lub pieniędzy lub wysłanie swojego mepla do miasta co pozwala nam na obróbkę i ulepszenie naszych zasobów
  • budowa osad – maksymalna liczba osad, którą możemy zbudować w jednej turze to 3, ale na niektórych obszarach jest umieszczona ikona dwóch domów, która pozwala na postawienie dwóch kafli jednocześnie. Dwa kafle postawimy także jeśli uda nam się zbudować 4 osady w linii prostej (wtedy ta 4 jest podwójna). Przy budowie nasze osady muszą graniczyć z innymi osadami, ale nie koniecznie naszymi. Jeśli zbudujemy osadę przy jeziorze, dodatkowo zdobędziemy menażkę (o ile nie zrobił tego ktoś wcześniej), pozwalającą nam na zrobienie dwóch tur pod rząd.
  • sprzedaż bydła (akcja opcjonalna) – tę akcję można wykonywać dowolną ilość razy w turze, tak długo jak mamy bydło, którym możemy handlować. Możemy zamienić je na 1 zasób, 3 monety lub 1 robotnika dowolnego koloru.

Po pierwszej rozgrywce w Montanie, jeszcze na Pyrkonie, gra nie do końca mi siadła. Właściwie pamiętam, że skończyła się bardzo szybko i zanim na dobre zaznajomiłem się ze wszystkimi akcjami, było już po wszystkim, ale byłem bardzo ciekawy jak sprawdzi się w domowych warunkach.

Czas rozgrywki jest jednym z plusów i minusów Montany, zależy jak na to spojrzeć – z jednej strony mamy możliwość rozgrywki w tytuł, który sprawia wrażenie pełnowymiarowego euro, ale z drugiej strony jest dość lekki i dość szybki.

Z tego powodu rozgrywka w Montanę będzie dobra już dla osób średnio zaawansowanych, a może nawet początkujących, które chcą sięgnąć po coś bardziej skomplikowanego – instrukcja jest klarowna i pozwoli na zrozumienie wszystkich zasad, a czytelna ikonografia na planszy sprawi, że bez problemu będzie można załapać wszystkie akcje bardzo szybko.

Ciekawym rozwiązaniem jest koło zatrudnień, które wprowadza do gry pewną losowość, ale dzięki możliwości jej modyfikacji nie jest ona właściwie w ogóle odczuwalna. Co prawda musimy mądrze wykorzystać swoją możliwość przekręcenia wskazówki, ale nawet i bez tego mamy wiele możliwości – trzeba uważnie śledzić planszę i patrzeć które pola są wolne pod budowę. Zdobycie menażki zdecydowanie pozwala na zdobycie pewnej przewagi nad naszymi przeciwnikami, ale sytuacja na planszy zwykle bardzo szybko się zmienia.

A jak w parze?

Partie dwuosobowe są moim zdaniem najbardziej kontrolowalne. Jesteśmy w stanie uważnie śledzić poczynania naszego przeciwnika i czasem nieco poprzeszkadzać. Widzę w nich pewną wadę (przynajmniej w tych, które ja rozegrałem) – występuje trochę efekt kuli śnieżnej, tzn. jeśli jedna osoba osiągnie przewagę mniej więcej w połowie gry to bardzo często zostaje zwycięzcą, a druga osoba nie za bardzo jest w stanie coś z tym zrobić – dlatego bardzo ważna jest obserwacja wolnych pól i poczynań naszego przeciwnika.

Partie w Montanę są przyjemne – ze względu na to, że jest to wyścig, wiele razy łapałem się na liczeniu w głowie ile moi przeciwnicy mają jeszcze osad i zastanawianiu się, co jeszcze mogę zrobić, żeby wygrać. Nie jest to gra przy której będziecie się nudzić. Nie jest mózgożerna, więc bez problemu można Montanę potraktować jako rozluźnienie po takim Great Western Trail czy czymś podobnej ciężkości. Oczywiście również sprawdzi się jako samodzielny tytuł, chociażby w tygodniu, kiedy wieczorem nie zawsze mamy czas i chęć na kilkugodzinne granie.

Tak czy inaczej, dzięki dobrej skalowalności Montana sprawdzi się we wszystkich możliwych konfiguracjach. Losowy dociąg kafelków planszy na początku sprawia, że nie ma tu możliwości kierowania się jedną strategią za każdym razem, bo każda rozgrywka będzie nieco inna, mimo, że trzon gry oczywiście zostaje bez zmian.

Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!