Recenzje

Zostałem hodowcą ptaków. GRAmy w Na skrzydłach!

Już jakiś czas temu wspominałem o tym, że nie wszystkie gry muszą być innowacyjne. Czasami zlepek znanych już schematów i mechanik również potrafi być tytułem bardzo przyjemnym. Nie inaczej było przecież z Santa Marią, która mimo że nie wprowadziła nic innowacyjnego to była po prostu solidnym tytułem, który sam się obronił.
 
Na skrzydłach (polskie wydanie zawdzięczamy wydawnictwu Rebel) obserwuję już od czasu kampanii na Kickstarterze – już wtedy zwróciłem uwagę na jej piękne wydanie (w końcu jestem piratem i lubię błyskotki), ale głównie zainteresowały mnie komentarze porównujące rozgrywkę do Terraformacji Marsa w nieco łatwiejszym wydaniu.
 
Przyznam szczerze, że oczekiwania co do tego tytułu miałem dość wysokie – ciekawa tematyka, bardzo ładne wydanie i angażująca mechanika. Czy w praktyce wszystko okazało się równie dobre co w teorii?

 
Ilość graczy: 1-4
Czas rozgrywki: około 30-45 minut
Główne mechaniki: hand management, set collection
Stopień skomplikowania (w pięciostopniowej skali): 🎲🎲

Zebrać jajka. GRAmy!

Zasady Na skrzydłach nie są skomplikowane, co stawia tę grę w gronie gier familijnych o nieco zwiększonym stopniu trudności. Rozgrywka zasadniczo trwa 4 rundy podczas których zagrywamy karty ptaków do jednego z trzech siedlisk – do lasu, na łąkę lub do mokradeł. Każdy zagrany ptak zwiększa nam siłę akcji w danym wierszu. Dodatkowo, decydując się w późniejszym momencie na wykonanie jednej z akcji danego terenu, jednocześnie aktywujemy wszystkie ptaki znajdujące się po lewej.
 
W trakcie pojedynczej rundy wykonujemy akcje do momentu, aż żaden z graczy nie będzie miał kostek, których używamy do zaznaczania akcji. W pierwszej rundzie mamy ich 8, ale w trakcie gry liczba akcji, które możemy wykonać się zmniejsza. Dzieje się tak dlatego, że po każdej rundzie rozpatrujemy jeden z czterech celów wylosowanych na rozgrywkę.
Zależnie od strony planszetki celów, możemy otrzymać po jednym punkcie za każdorazową realizację celu lub podejść do tematu większościowo i otrzymać punkty za przewagę. Niezależnie od wybranego wariantu, po każdej rundzie zmniejsza nam się liczba kostek akcji, ponieważ używamy ich do zaznaczania liczby punktów, którą zdobywamy w danej rundzie.
W ramach akcji gracza możemy:
  • Zagrać kartę ptaka z ręki na jedno z siedlisk. Kartę zawsze kładziemy w pierwszym wolnym miejscu od lewej, opłacając pożywienie danego gatunku, jak i ewentualne jajka, jeśli jest taka konieczność.
  • Zdobyć pożywienie i aktywować ptaki leśne – tak jak wcześniej wspomniałem, liczba żetonów pożywienia jaką zdobywamy zależna jest od siły akcji.
  • Złożyć jaja i aktywować ptaki łąkowe – liczba jajek, którą składamy na kartach ptaków (każda karta ma określoną możliwość przechowywania jaj) również zależy od siły akcji.
  • Zdobyć karty i aktywować ptaki na mokradłach – liczba kart, którą dobieramy na rękę również zależy od siły akcji.
Każda karta ptaka ma nie tylko określony typ siedliska i wymagany typ pożywienia, ale również liczbę punktów jaką otrzymamy na koniec gry, akcję związaną z danym gatunkiem i… ciekawostkę o nim. Jest to chyba pierwsza gra, w której zwróciłem uwagę na tego typu fluff (czyli elementy wprowadzające w klimat gry), bo przyznaję szczerze, że zwykle nie ma dla mnie większego znaczenia.
 
Po rozegraniu 4 rund podliczamy punkty – nie tylko za realizację celów, ale również za poszczególne ptaki, jajka i karty, które wsunęliśmy pod ptaki z takową umiejętnością.

Czy rozgrywka w Na skrzydłach mnie zaskoczyła? Zdecydowanie nie. Czy mi się podobała? Jak najbardziej. Na skrzydłach to jedna z tych gier podczas których ma się takie uczucie spokoju podczas grania. Mimo tego, że ze sobą rywalizujemy, nie ma tutaj negatywnej interakcji, bo właściwie nie jesteśmy w stanie wpływać na posunięcia naszych przeciwników.

Przy stosunkowo krótkiej rozgrywce możemy mieć uczucie pełnoprawnego euro, o stosunkowo nieskomplikowanych zasadach. Nie jest to polecany przeze mnie tytuł dla osób, które są totalnie świeże w grach planszowych, ale jako gra kolejnego kroku sprawdzi się świetnie, również dzięki bardzo klarownej instrukcji, która krok po kroku wyjaśnia łatwym do przyswojenia językiem.

Zdecydowanie nie odmówię Na skrzydłach tego, że jest po prostu ładne. Mimo to mam wrażenie, że idąc w wysoką jakość niektórych elementów, o innych jakby zapomniano. W grze mamy piękny dice tower, który przypomina karmnik, niezwykłe kolorowe jajka, ładne kości oraz planszetkę celów słabej jakości i kostki akcji, które przecież mogłyby zostać zastąpione bardziej pasującymi do tematu meeplami w kształcie ptaków. Muszę jednak pochwalić fenomenalny podajnik do kart – nie tylko jest wygodnym elementem do ich przechowywania, ale jest również wykorzystywany w praktyce podczas rozgrywki.

Ze względu na światowy hype oczekuje się od tej gry bycia niezwykłą, ale Na skrzydłach moim zdaniem niezwykłe nie jest. Ma zdecydowanie ciekawą oprawę, a sama rozgrywka również jest przyjemna, ale nie jest to gra, która jest pozbawiona minusów. Mam wrażenie, że to po części gra bez grupy docelowej. Totalnie początkowych graczy czy tych preferujących rodzinne rozgrywki może przytłoczyć ilość zasad, natomiast tych bardziej zaawansowanych może razić zbyt duża zależność od szczęścia w kwestii dociągu kart. Owszem, zawsze możemy również dokonywać wyboru spośród 3 dostępnych kart, ale często nie są one interesujące lub możemy już mieć aktywną kartę z podobną umiejętnością. A mając ograniczoną liczbę akcji (podczas całej rozgrywki mamy ich tylko 26) każda karta, którą zagrywamy ma olbrzymie znaczenie. Jest to szczególnie problematyczne, gdy chcemy spełnić swój cel, który losujemy na początku rozgrywki, a takie karty się po prostu nie pojawiają.
 
Ciężko na razie powiedzieć czy planowany dodatek zmieni grę na plus czy na minus, bo jego szczegóły nie zostały jeszcze oficjalnie potwierdzone – z tego co udało mi się dowiedzieć to planowane są rozszerzenia bazujące na regionalności i unikatowych ptakach dla każdego z kontynentów. Możliwe jest również wprowadzenie dodatkowego gracza, chociaż moim zdaniem nie będzie to najlepszy pomysł – gra i tak już zajmuje sporo miejsca, a po dołożeniu kolejnej planszetki będziemy potrzebować go jeszcze więcej.

A jak w parze?

Ilość osób w tego typu grach nie ma dużego znaczenia, bo mimo że gramy w kilka osób, rozgrywka jest bardziej solowa. Z tego powodu zdecydowanie bardziej doceniam tryb dwuosobowy, ponieważ jest najbardziej płynny. Przyznam szczerze, że podczas rozgrywek nie zwracam uwagi na to co robią moi przeciwnicy i skupiam się na sobie, swoich kartach oraz jak największej optymalizacji swoich działań.
 
Nie twierdzę, że rozgrywka w większej liczbie osób jest gorsza, ale przy osobach mających problemy z decyzyjnością może się to znacznie rozwlec, a podczas partii w duecie razem z Planszowy Pamiętnikiem byliśmy w stanie zejść nawet do 30 minut, co uważam, że jest czasem bardzo dobrym.
Przyznam szczerze, że po tych 5 partiach, mam nieco mieszane uczucia. Sam nie wiem czy jest to gra do której za jakiś czas będę chciał wrócić. Na chwilę obecną odkładam ją na półkę na przeczekanie, bo z pewnością będę chciał spróbować zagrać z dodatkiem, o ile takowy powstanie. Pewnie dopiero wtedy zdecyduję czy warto ją zostawić, czy puścić dalej w świat. Nie twierdzę, że jest to zła gra, bo jest to dobry i całkiem solidny tytuł – być może wrogiem są tutaj oczekiwania, jakie miałem jego względem, bo początkowa radość dość szybko się wypaliła. Zawsze najlepszą weryfikacją jest czas i myślę, że nie inaczej będzie w przypadku tego tytułu.
 
Edit: Zdecydowałem się jednak sprzedać Na skrzydłach – po tych kilku rozgrywkach nie czuję chęci powrotu, więc liczę, że trafi do kogoś, kto będzie z niej bardziej zadowolony, niż ja.
 
Wiecie, że są gry, które polecam brać w ciemno, ale tutaj tak nie jest. Jeśli będziecie mieli okazję zagrać w Na Skrzydłach, zdecydowanie polecam spróbować i samodzielnie ocenić. Polecam jednak przed ewentualnym zakupem zapoznać się bliżej z samą rozgrywką, żeby nie okazało się, że się zawiedziecie.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!