Recenzje

Zostałem deweloperem. GRAmy w Nowy Jork 1901!

Wielokrotnie już wspominałem o tym, że na rynku pojawia się zdecydowanie za dużo gier, więcej niż jesteśmy w stanie ogrywać. Z tego powodu gry możemy podzielić na dwa typy: te, których premiera spotyka się z medialnym szumem i pozostałe, które dość szybko przemijają, mimo, że niekoniecznie są grami nieciekawymi (czasami niestety i takie gry są wydawane).
 
Jedną z takich gier, o których obecnie dość rzadko się wspomina jest Nowy Jork 1901 wydawnictwa Bard Centrum Gier.
 
W grze cofamy się do początku XX wieku, kiedy to Manhattan był silnie rozbudowywany i wcielamy się w rolę młodego mężczyzny, który w spadku po swoim wujku otrzymuje mały skrawek lądu. Dzięki niemu i z pomocą kilku robotników stajemy do walki o tytuł najlepszego nowojorskiego dewelopera.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 30-60 minut
Główne mechaniki: area influence, tile placement
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲🎲🎲

Na początku gry wybieramy 3 karty ulic, które będą punktowane – na koniec gry będziemy liczyć liczbę budynków jaką mamy przy danej ulicy i gracz, który będzie ich miał najwięcej zdobędzie za nią 5 punktów.
 
Jeśli zdecydujecie się na grę w trybie zaawansowanym to wybieracie także jedną z pięciu kart wyzwań, która na koniec gry również będzie punktowana. Większość z nich punktuje na koniec gry, ale w przypadku Złotego prestiżu punkty możecie zdobyć podczas budowy złotego drapacza chmur, bo za każdy sąsiadujący budynek z poprzednich epok dostaniecie +1 punkt.
Rozgrywkę zaczynamy z budynkiem początkowym i setem budynków, który można podzielić na 3 generacje: brązową (od której zaczynamy grę), srebrną i złotą. Dwie ostatnie można odblokować, przekraczając odpowiednie ilości punktów na planszy – będą one różne, zależnie od trybu w jakim gramy.
 
W swojej turze, aktywny gracz musi wybrać jedną z dwóch opcji i wykonać odpowiednie dla nich akcje:
 
  • zakup działki i/lub budynku – jak widać, możliwości jest kilka. Gracz może wziąć jedną z działek z otwartego rynku i postawić tam robotnika lub od razu drapacz chmur, o ile posiada taki, który będzie odpowiadał kształtowi jednej lub kilku sąsiadujących działek (o ile również do niego należą).
  • wyburzanie i odbudowa – budynki z epoki srebrnej i złotej mogą być tylko zbudowane po wcześniejszym wyburzeniu budynki z epoki brązu lub budynku startowego.
Na początku rozgrywki każdy z graczy dostaje także 3 karty specjalne, które można użyć w dowolnym momencie swojej tury, ale każda z nich może być użyta podczas gry tylko raz. Jedna z nich pozwala na wybudowanie dwóch drapaczy chmur, inna na zmianę kart dostępnych na rynku, a kolejna na kupno dwóch działek.
 
Dodatkowo, każdy z graczy może wybudować jeden z czterech budynków specjalnych, czyli tzw. legendarnych drapaczy chmur – każdy z nich w pewnym momencie był najwyższym wieżowcem nie tylko w Nowym Jorku, ale i na świecie!

Gra kończy się w momencie, gdy jeden z graczy ma tylko 4 niewybudowane drapacze chmur lub wtedy, gdy na otwartym rynku pozostały tylko 3 karty działek, a przyszły rynek będzie pusty. Wtedy pozostali gracze kończą swoje tury i następuje podliczanie punktów.

Nowy Jork jest bardzo przyjemnym gatewayem (czyli grą od której można rozpocząć swoją przygodę z planszówkami). Same zasady nie są trudne, a po dokładnym zapoznaniu się z instrukcją nikomu nie powinny sprawić problemów.

Nie ma dużej różnicy pomiędzy trybem podstawowym a zaawansowanym, dlatego polecam od razu rozgrywkę z lekkim utrudnieniem w postaci kart wyzwań, które w pewien sposób ukierunkowują naszą rozgrywkę.

Aspekt tetrisa na planszy jest bardzo przyjemny i wcale nie jest tak łatwo ułożyć wszystkie budynki, bo jeśli nie zaplanuje się swoich ruchów odpowiednio to można się przyblokować i jest to czymś co mnie boli, bo w takim wypadku dajemy naszym przeciwnikom zdecydowanie pole do popisu i wręcz ułatwiamy im wygraną.

Rozgrywka przebiega płynnie i nie jest podatna na paraliż decyzyjny graczy – jesteśmy ograniczeni z wyborem nowych działek do kart dostępnych na rynku, a pól na mapie nie jest tak dużo, żeby długo czekać na swoją turę, jednak czas ten może się nieco wydłużyć podczas partii w komplecie graczy – w partiach dwu i trzyosobowych właściwie nie ma przestojów.
 
Dodatkowe legendarne kafelki też wpływają na rozgrywkę – jeśli odpowiednio uda się przewidzieć działania przeciwnika to można go zablokować (zdobyć działkę, która uniemożliwi budowę odpowiedniego legendarnego budynku), dzięki czemu nie zdobędzie dodatkowych punktów, a to właśnie te drapacze dają ich najwięcej.
 
Aspekt wizualny gry wypada korzystnie – zamiast pionków poruszamy się w grze niewielkimi drapaczami chmur, co jest kolejnym małym plusem. Sama plansza jest dość kolorowa, do czego nie jestem przyzwyczajony, ale samo połączenie kolorów nie jest męczące.
 
Jeśli chodzi o ciężkość gry to można ją porównać do popularnego Wsiąść do pociągu połączonego z Patchworkiem (który też opisywałem tutaj). Połączenie mechaniki area control z tile placementem jest przyjemne i jestem pewny że się spodoba tym, którzy szukają tytułów dla całej rodziny albo czegoś lżejszego na początek.
 
Jeśli nie gracie często to powinniście spróbować zagrać w Nowy Jork 1901 – dla osób, które dużo grywają gra może być za łatwa, ale z pewnością zadowoli tych lubiących tytuły dla całej rodziny – w instrukcji przewidziano minimalny wiek gracza jako 8 lat i myślę, że to wiek odpowiedni, ale z pewnością będzie trzeba czasem pomóc dziecku, żeby się nie zablokowało.
W grze na dwie osoby odrzucamy całą różową dzielnicę, a co za tym idzie zmniejsza nam się plansza. Mimo to, rozgrywka dwuosobowa jest raczej spokojna, ale wciąż pozwala na trochę kombinowania i nawet na trochę planowania – karty na rynku nie zmieniają się tak szybko, dzięki czemu nawet jeśli przeciwnik weźmie jedną to wciąż mamy pole do manewru. Podczas rozgrywki w komplecie takiej możliwości nie ma – do czasu aż kolejka do nas wróci, sytuacja na rynku zmieni się diametralnie. Im więcej współgraczy przy stole tym walka o obszary będzie bardziej zacięta, więc jeśli nie jesteście fanami negatywnej interakcji i przeszkadzania sobie – nie próbujcie grać w 4 osoby.
 
Gracze zaawansowani po kilku partiach mogą się nieco nudzić jeśli nie przepadają za tego typu grami.
 
Nowy Jork 1901 jest grą solidną. Jest to dobry tytuł do zaprezentowania nieplanszówkowym znajomym jako ich pierwszej (lub kolejnej) większej gry, ale obecnie do codziennego grania wolę cięższe gry i takie, które wymagają więcej kombinowania.
 
Edit: dla mnie tytuł był trochę za lekki i mimo że partii w niego bym nie odmówił to nie trafiał zbyt często na stół. Z tego względu zdecydowałem się go sprzedać i puścić dalej w świat.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!