Ostium – recenzja

Ostium widok na pudełko

Nie tak dawno recenzując dla Was Terrors of London wspominałem o moim problemie z bitewniakami. Na początku jest wielka ekscytacja, wszystko zapowiada się świetnie, partie są angażujące, ale po kilku rozgrywkach wkrada się powtarzalność, doskwiera ciągłe mielenie kart i zapał opada.  Dlatego w grach tego typu często szukam jakiegoś urozmaicenia, które sprawi, że będę miał chęć wyciągać ją na stół i częściej do niej wracać.

I tu pojawia się Ostium. To karcianka polskich autorów, którzy spróbowali dodać coś nowego do klasycznych mechanik używanych w karcianych grach bitewnych. Jeśli jesteście ciekawi, jak ta mieszanka sprawdza się w praktyce i czy po kilku partiach nadal do niej wracam, zapraszam na recenzję.

Ilość graczy: 1-3
Czas rozgrywki:
ok. 30 minut
Główne mechaniki: card drafting, hand management, deck & pool building
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 🎲

OSTIUM – KRÓTKI OPIS ZASAD

W rozgrywce dwuosobowej naszym celem jest zniszczenie trzech bram przeciwnika, obniżając ich życie do zera. Posłużą nam do tego karty potworów, które przywołamy na pole bitwy zarówno z ręki, jak i bezpośrednio z „rynku”. Jak to w karciankach pojedynkowych bywa, zaczynamy grę z kompletem tych samych kart, które posłużą nam do rozbudowy talii.

Tura gracza składa się z dwóch faz: rozwoju i ataku. Faza rozwoju to nic innego, jak zagrywanie kart. Przywoływanie z ręki potworów jest darmowe, więc raz kupiona karta, nie uszczupli naszego „budżetu” po raz kolejny w momencie zagrywania. Jak już wiecie, każdy gracz posiada trzy bramy, które stara się chronić przed atakiem przeciwnika. Przed każdą z nich możemy przywołać 2 stwory, co daje nam łącznie 6 miejsc do zagrywania kart. Istoty przywoływane w bezpośrednim sąsiedztwie bram stanowią Rząd Obrony, a te bliżej bramy przeciwnika Rząd Ataku.

Oczywiście karty w momencie przywoływania aktywują różnorakie umiejętności pozwalające nam zadawać obrażenia, leczyć się, czy nawet odbudowywać zniszczone bramy. Ten aspekt nie wyróżnia się na tle innych tego typu gier, jednak tym, co jest już rzadziej spotykane jest system Umiejętności Domen Bocznych. Potwory podzielono na kilka frakcji (kolorów) i jeśli zagrywając potwora, przywołamy go obok stwora tej samej frakcji, to oprócz zdolności głównej, aktywują się także zdolności boczne obu kart.

Ostium łączenie kart

W trakcie fazy rozwoju możemy zakupić karty z rynku (Pola Przywołań). Początkowo walutę do zakupu zapewnią odrzucane z ręki Chowańce z talii startowej, a w miarę postępu, zdolności zdobytych kart. Zakupiony z Pola Przywołań potwór trafiaj od razu na pole bitwy, czyli na wybrane puste pole przed jedną z naszych bram. Co jednak ciekawe, nie uruchamia on swojej zdolności głównej – robią to tylko karty przywołane z ręki.

Z końcem fazy rozwoju, dwie boczne z spośród niezakupionych kart są odrzucane. Jeśli natomiast kupimy którąś z nich w swojej turze, możemy to zrobić na dwa sposoby: płacąc pełny koszt i zagrywając tradycyjnie – na pole bitwy, lub płacąc tylko 1 Kryształ Przywołania i wysłać delikwenta na stos kart odrzuconych. Co ważne, w Ostium stos kart odrzuconych nie jest tasowany – gdy zabraknie nam kart, odwracamy go i dobieramy karty w takiej kolejności, w jakiej na niego trafiły. Poza tym na rynku zawsze znajdziemy karty Pierwotnych (wspomagające stwory o stałym koszcie) i Suwerenów (potężne bestie o wyższym koszcie przywołania).

Po fazie rozwoju następuje faza ataku. Wszystkie stworzenia znajdujące się w Rzędzie Ataku, szarżują na bramę przeciwnika, znajdującą się naprzeciw i zadają jej obrażenia równie swojej sile. Jeśli z kolei na ich drodze (w Rzędzie Obrony przeciwnika) znajduje się inne stworzenie, to w zależności od wartości obrony, broniący się ginie lub powstrzymuje atak.

Tutaj również twórcy przemycili element dopasowywania frakcji. Jeśli naszą atakującą kartę łączy z bramą ciąg kart w tym samym kolorze, to wartość ataku wzrasta o 2. W ten sposób nawet istoty bez siły ataku są w stanie zadawać obrażenia. Gdy życie naszej bramy spadnie do zera, niszczone są wszystkie nasze potwory w tym rzędzie oraz atakująca karta przeciwnika. Korzyścią płynącą z utraty bramy jest darmowe pozyskanie wybranej karty Suwerena.

Gra kończy się z momentem zniszczenia przez jednego z graczy trzech bram przeciwnika.

Ostium widok rewersu kart

OSTIUM – KRÓTKA RECENZJA

Tym co na pierwszy rzut oka w Ostium się wyróżnia jest niestandardowy obszar rozgrywki. Każdy z grających posiada własne bramy, których liczba różni się w zależności od liczby graczy. Stworzenia możemy zagrywać tylko przed nimi (po dwie na bramę), a połączenie z możliwością wzmocnienia ich kolorem czy dodatkowymi umiejkami tworzy grę, która moim zdaniem wyróżnia się na tle niezliczonej liczby karcianek. Zastosowane tu rozwiązania przypominają mi trochę przemycenie mechanik z gier karcianych online.

W mało której grze pojedynkowej miejsce zagrywania karty jest aż tak istotne. O ile w innych tytułach często wykładamy karty z ręki jedna za drugą, sumując wartość ataku i aktywując zdolności, tak tutaj często zastanowimy się dwa razy, gdzie wyląduje dany potwór. Ma na to wpływ nie tylko natychmiastowe uruchamianie umiejętności bocznych, sąsiadujących kart tej samej frakcji, ale też zaplanowanie ich wzmocnienia w fazie ataku. Dzięki temu nawet jeśli zdolności nie wykraczają poza to, co już znamy, to ich odpalanie na różnych etapach tury daje dużą satysfakcję. Równie dużą, jak podkładanie przeciwnikowi świń w postaci kart, które zadają obrażenia w momencie swojej śmierci.

Ostium zbliżenie na monetę

Równie ciekawym zabiegiem jest sposób, w jaki karty aktywują swoje główne umiejki. Potwór zagrywany na pole bitwy z Pola Przywołań owszem, zaatakuje przeciwnika i dopasowany kolorem uruchomi zdolność boczną, ale dopiero, gdy wróci on do naszej talii i zagramy go z ręki, pokaże on swój pełny potencjał w postaci umiejętności głównej. Sprawia to, że łatwiej dostosować nam się do sytuacji panującej na polu bitwy – jeśli sytuacja tego wymaga, kupujemy stwory o wysokiej wartości obrony, które zostaną z nami dłużej, a jeśli trzeba, wybieramy takie, które szybko zginą, lecz powrócą do nas uruchamiając zdolność główną. Jak na grę karcianą, Ostium oferuje naprawdę masę kombinowania.

Nie mam też co narzekać na tempo rozgrywki. W Ostium nie musimy przewałkować całej talii kilkukrotnie, zanim gra rozkręci się na dobre. Dzięki wzmacnianiu ataku poprzez dopasowanie kolorów, pierwsze obrażenia mogą zadawać nawet Chowańce, z którymi zaczynamy grę. W momencie, gdy upadnie pierwsza brama, a do akcji wkroczą pierwsi Suwereni, gra nabiera tempa i potrafi rozgrzać szare komórki. Efekt potęguje też fakt, że w każdej turze, dostępne do zakupu są dwie karty, których koszt spada do 1. Dzięki temu, łatwo możemy zasilić naszą talię o potężniejsze stwory, nawet jeśli akurat nie posiadamy wielu kart generujących Kryształy Przywołania.

Ostium zbliżenie na kartę

Kolejnym plusem są klimatyczne grafiki na kartach, które bardzo przypadły mi do gustu. Cała rozgrywka w grach tego typu opiera się na kartach, dlatego muszą wyglądać atrakcyjnie – tutaj tak jest. Jednak jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to do faktu, że można było pójść krok dalej i postacie tego samego typu lekko od siebie odróżnić. Niech przykładem będzie tutaj Bestiariusz, który w tym aspekcie spisał się na medal. Same karty lekko odstają jakością od tego do czego jako gracze jesteśmy przyzwyczajeni, ale w pudełku znajdują się tematyczne pasujące koszulki, a z nimi nie ma już powodów do narzekania.

Rozgrywka różni się od tego w ile osób zasiadamy przy stole. Mimo obecności wariantu 3 osobowego, moim zdaniem Ostium najlepiej sprawdza się w parze. Gdy gramy w trójkę to posiadamy dwie bramy, które odpowiednio atakują graczy po lewej i po prawej. Minusem tego rozwiązania jest moment, gdy jeden z graczy odpada z rozgrywki i musi czekać, aż dwójka pozostałych stoczy ze sobą dalszy bój. Partia traci też odrobinę na płynności. Nam grając we trójkę zdarzało się czasem zastanawiać „kogo właściwie zaatakuje mój potwór?”. W przypadku rozgrywki w parze nie ma tego problemu.

Pewnym minusem są też nieścisłości w instrukcji. Nie wszystko zostało dobrze zredagowane i podczas pierwszych rozgrywek nie byłem pewny wszystkich umiejętności kart ale na dodatkowej stronie, którą stworzyło Wydawnictwo, można znaleźć wszystkie odpowiedzi na swoje pytania. A jeśli nawet ich tam nie ma, możecie skorzystać z odpowiedniej grupy na Facebooku, co zdecydowanie pomoże Wam rozwiać wątpliwości.

Ostium widok na pudełko

PODSUMOWANIE

Ostium to zdecydowanie tytuł, który wnosi powiew świeżości do mechanik bitewniaków. Za sprawą bram na które zagrywamy stworzenia i możliwości zwiększania ataku, to tytuł w który chce się grać, a klimatyczne grafiki jedynie zwiększają pozytywne wrażenia z rozgrywki. Całość idealnie kwalifikuje się do tego, by tworzyć dodatki (na co liczę) – łatwo dopisać dodatkową frakcję, talie startowe czy umiejętności, które przedłużą i tak niemałą żywotność Ostium.