Recenzje

Zostałem podwodnym budowniczym. GRAmy w Podwodne Miasta!

Przyznam się, że na ten tytuł czekałem od zeszłorocznego Essen. I mimo, że Suchý nie należy do moich ulubionych autorów, to wszystkie jego gry, w które grałem zrobiły na mnie wrażenie. Nawet nieco toporny Shipyard, któremu jednak nie odbiorę fenomenalnego połączenia różnych mechanik. Podobnie było przecież w Pulsarze 2849 (który swoją drogą został „Zaawansowaną grą roku 2019”), gdzie bardzo spodobała mi się sałatka punktowa. Dawała nam ona wiele możliwości prowadzenia rozgrywki. Teraz przyszedł czas by zmierzyć się z Podwodnymi Miastami. Czy i ta gra mi się spodobała? Standardowo, przed Wami poręczna recenzja. Wejdź na pokład

Recenzje

Zostałem zbieraczem. GRAmy w Misz Masz!

Jeśli śledzicie moje wpisy, to wiecie zapewne, że nie jestem fanem gier imprezowych. Mimo, że często nawet mi się podobają, to zwykle jestem w nie po prostu przegrywem. Nie zrażając się jednak, postanowiłem dołączyć Misz Masz do swojej kolekcji. Zanim zacząłem się interesować planszówkami na poważnie, wiele razy ogrywałem Jungle Speed. Jest to również zręcznościowy tytuł polegający na dopasowywaniu wzorów. Przypomina mi się też nieco Kto to zrobił?, czyli kolejna gra, w której refleks jest bardzo aspektem w rozgrywce. Poza tym, nie mogłem przecież przegapić limitowanej edycji, prawda? Wejdź na pokład

Recenzje

Zostałem pomocnikiem szklarza. GRAmy w Jeszcze więcej szkła!

Nie da się ukryć, że ostatni rok to wysyp nie tylko gier roll&write, ale również gier abstrakcyjnych. Także w tym roku pisałem już o kilku abstraktach: pięknym Seikatsu, nowej, bardziej skierowanej do graczy odsłonie Azula czy choćby Stellium. Jednak w tej całej różnorodności, najczęściej ogrywanym przeze mnie w 2018 tytułem była Sagrada. Nic więc dziwnego, że miałem niemałe oczekiwania również wobec dodatku, który po polsku został wydany pod nazwą „Jeszcze więcej szkła”. Wejdź na pokład

Recenzje

Ciemność widzę, ciemność! GRAmy w Blackout

Nie będzie dla nikogo wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że moim zdaniem Alexander Pfister tworzy gry fenomenalne. Zaczynając od Mombasy, w którą grałem stanowczo zbyt mało (choć pracuję nad tym), przez Broom Service i Wyspę Skye wraz z dodatkiem, aż do Great Western Trail, które jest jednym z moich ulubionych tytułów. Choć każda z nich różni się od siebie, łączy je jedna wspólna cecha – we wszystkie zdecydowanie warto zagrać.

Tak więc, kiedy tylko usłyszałem, że kolejnym tytułem Pfistera będzie Blackout, trzymałem kciuki za polskie wydanie Lacerty. Czekałem na nie zniecierpliwieniem, choć muszę przyznać, że łatwo nie było. Dziś w końcu mam możliwość podzielić się z Wami swoimi wrażeniami z ostatnich trzech tygodni, kiedy to intensywnie Blackout ogrywałem. Wejdź na pokład