Recenzje

Zostałem lingwistą. GRAmy w Paperback!

Jeśli mnie obserwujecie, to z pewnością zauważyliście, że ostatnio trochę częściej przewijają się tutaj gry z mechaniką budowania talii – mimo że wciąż są to tytuły bardzo znane to zwykle podchodziłem do nich z lekkim dystansem, ale ostatnio coś się zmieniło. Na początku były Wiertła Skały Minerały, później Dominion, a ostatnio również Dolina Kupców, Clank (bardzo mi się spodobał) oraz Czarna Bandera.
 
Już kilkukrotnie na Piracie przewijały się tytuły w których język i słowa były trzonami rozgrywki. Lubię takie kreatywne gry, między innymi też ze względu na swój zawód – to właśnie te reklamy, które bawią się słowami są moim zdaniem najlepsze. Kiedyś, jeszcze długo przed tym zanim zacząłem się interesować nowoczesnymi planszówkami lubiłem zasiąść do partii w Scrabble. Co prawda nigdy nie byłem mistrzem, ale nie w niczym mi to nie przeszkadzało.
 
Dzisiaj tytuł, który łączy w sobie dwie wyżej wspomniane rzeczy – zabawę językiem i budowanie talii. Paperback od Baldar, który niedawno miał swoją premierę potrafi nieźle rozruszać nasz mózg.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: ok. 45 minut
Główne mechaniki: budowanie talii, zarządzanie ręka
Skomplikowanie zasad: 🎲🎲 (w pięciostopniowej skali)

Każdy z graczy startuje z identyczną talią startową, w której znajduje się 5 kart sławy (które są używane jako jokery) oraz litery N, R, S, W, Z.
 
Schemat rozgrywki jest bardzo prosty i identyczny jak w klasycznym już Dominionie. Na początku swojej tury dobieramy na rękę 5 kart, a naszym zadaniem jest stworzenie jak najcenniejszego słowa. Możemy do tego wykorzystywać karty liter i jokery, które mamy na ręce oraz kartę wspólnej litery (samogłoskę). Po utworzeniu słowa podliczamy jego wartość i możemy kupić jedną z dostępnych kart (kartę litery, które mają swoje dodatkowe zdolności lub kartę sławy, dającą punkty na koniec gry), którą dołączamy do stosu kart odrzuconych.
Same karty mogą mieć jedną lub dwie litery. Jest to o tyle istotne, że gracz, który jako pierwszy zbuduje słowo składające się z 7 liter, dobiera ze wspólnej puli samogłoskę, którą dołącza do swojej talii. Nie tylko zapewnia ona 5 punktów sławy na koniec gry, ale dzięki temu zostaje odsłonięta kolejna samogłoska. Będzie można ją dobrać po stworzeniu słowa składającego się z 8 liter. Ta wspólna pula samogłosek jest jednym z dwóch elementów, które kończą grę.
 
Rozgrywka kończy się na koniec tury, gdy jeden z graczy zbuduje słowo z 10 liter lub natychmiastowo w momencie, gdy wyczerpią się dwa stosy kart sław.
Nie spodziewałem się, że Paperback sprawi, że będę się czasem czuł jak… lama. Autentycznie, podczas niektórych rozgrywek słowa przychodziły mi zaskakująco szybko, ale innym razem nie potrafiłem z siebie wydusić najprostszych słów, a moi współgracze z pewnością zastanawiali się czy przypadkiem nie dostałem udaru. I w tym właśnie tkwi całe piękno i wada w Paperback. I mimo że bardzo ten tytuł polubiłem to nie jest to gra w którą chcę zagrać codziennie, właśnie ze względu na to, że wymaga wiekszego wysilenia się i skupienia nawet niż przy lżejszych euro.
 
Sama rozgrywka jest bardzo przyjemna, ale w porównaniu z innymi tytułami z mechaniką budowania talii to czegoś mi brakuje – podobne odczucie mam po większej liczbie partii w podstawkę Dominiona. Wszystko pięknie się ze sobą zazębia, ale brakuje mi czegoś by był efekt wow i co by sprawiło, że chętniej sięgnę po ten tytuł niż po inne z mechaniką budowania talii. Wciąż, to na chwilę obecną najprzyjemniejszy tytuł poruszający kwestie językowe, w który miałem okazję grać.
Oprócz samego trybu podstawowego, który w skrócie przedstawiłem powyżej, w pudełku znajduje się też kilka wariantów, które można ze sobą dowolnie łączyć. Niektóre wprowadzają trochę negatywnej interakcji między graczami, pozwalając na wzajemne blokowanie się, inne wprowadzają asymetryczne zdolności lub dodatkowe karty, które rozpatrujemy na koniec rozgrywki. Dzięki temu mamy dużo możliwości urozmaicania rozgrywki, co w efekcie pozwoli na utrzymanie efektu świeżości nieco dłużej.

A jak we dwoje?

Moim zdaniem Paperback we dwoje sprawdza się dużo lepiej niż w większym gronie. Nie tylko downtime (czyli oczekiwanie na turę) jest dużo niższy, ale przede wszystkim cała gra jest dużo bardziej dynamiczna. Karty Ataku w takiej wersji są trochę mniej dotkliwe, bo w końcu wpływają tylko na naszego wspolgracza, ale zagrywanie ich wciąż ma sens.
 
Moim zdaniem Paperback we dwoje sprawdza się dużo lepiej niż w większym gronie. Nie tylko downtime (czyli oczekiwanie na turę) jest dużo niższy, ale przede wszystkim cała gra jest dużo bardziej dynamiczna. Karty Ataku w takiej wersji są trochę mniej dotkliwe, bo w końcu wpływają tylko na naszego wspolgracza, ale zagrywanie ich wciąż ma sens.
Dzięki dostosowywaniu liczby kart sław w zależności od liczby graczy, gra się dobrze skaluje. Podczas rozgrywki trzeba wyczuć moment w którym należy zgrabnie przejść od rozbudowy talii do kupowania kart sław, które dają nam punkty na koniec gry. Samo zarządzanie swoją talią jest również bardzo istotne, bo jeśli za bardzo ją rozbudujemy to prawdopodobieństwa trafienia na karty, których aktualnie potrzebujemy jest niższe. Partie dwuosobowe są jednak moim zdaniem najprzyjemniejsze i jeśli będę do Paperback zasiadał ponownie to najchetniej w takim właśnie składzie.
Paperback to bardzo przyjemna gra która pozwala przyjemnie rozruszać mózg, ale nie jest to tytuł w który mam chęć zagrać codziennie. Dzięki dodatkowym wariantom, regrywalność stoi na naprawdę wysokim poziomie, tym bardziej, że zmienia się kolejność kart wspólnej litery (samogłosek), a my będziemy mieć dostępne różne karty do kupienia. Do Paperback chętnie wrócę, mimo że to nie będzie tytuł pierwszego wyboru.