Recenzje

Zostałem bajkopisarzem. GRAmy w Paper Tales!

Paper Tales to jeden z pierwszych tytułów nowego polskiego wydawnictwa Funiverse. Jest to gra karciana azjatyckiego autora Masato Uesugi. Ostatnio w naszej grupie stwierdziliśmy, że azjatyccy autorzy mają oryginalne podejście do kart i ich karcianki zwykle mają twist – nie inaczej jest z Gejszami od Naszej Księgarni czy z Przepowiednią (większość nowości od Lucrum ma w sobie twist, więc warto się im przyglądać) od Gry planszowe Lucrum Games, której recenzja już niedługo.

Ilość graczy: 2-5
Czas rozgrywki: 30 minut
Główne mechaniki: zarządzanie ręką, draft
Skomplikowanie zasad: 🎲🎲 (w pięciostopniowej skali)
Paper Tales to stosunkowo krótka karcianka, bo całą rozgrywkę rozegramy już w pół godziny. Część ruchów każdy z graczy wykonuje jednocześnie, nie ma więc zbyt wielu momentów w których będziemy oczekiwać na swoją turę, ale i takie się zdarzają.
 
Co by zarysować rys fabularny: jesteśmy władcami w jednym z królestw i chcemy je rozwijać poprzez zatrudnianie jednostek, toczenie wojen i zdobywanie punktów legendy, które pozwolą nam się zapisać na kartach historii na zawsze.
Cała rozgrywka składa się z 4 tur, a każda z nich składa się z 6 faz:
  • draft – każdy gracz dostaje 5 kart, po czym po prostu draftujemy – wybieramy jedną, a resztę przekazujemy w prawo lub lewo (zgodnie z kierunkiem pokazanym na planszy głównej). Draft trwa do momentu aż każdy z graczy ponownie zostanie z zestawem pięciu kart.
  • wystawianie jednostek – każdy z graczy wybiera ze swoich kart jednostki, które chce zagrać. Maksymalnie można zagrać 4: dwie z przodu i dwie z tyłu. Oczywiście za wystawiane jednostki musimy zapłacić (koszt każdej jest określony w lewym górnym rogu).
  • wojny – tę fazę możecie znać z 7 Cudów Świata – liczymy siłę naszych jednostek z przodu (chociaż i zdarzają się takie, które mogą walczyć z tyłu) i porównujemy ją z siłą jednostek przeciwników siedzących po bokach. Każda wygrana wojna to 3 punkty legendy (zwycięstwa).
  • dochód – wszyscy dostają po 2 monety lub więcej, w zależności od tego czy posiadają modyfikatory, które zwiększają tę liczbę.
  • budowanie – w tej fazie gracze mogą, jak się z pewnością domyślacie, wybudować jeden z dostępnych budynków. Każdy ma dostępnych 5 – miasto, karczmę, kopalnię, świątynię i koszary. Budynki można budować na pierwszym poziomie i później je ulepszać lub od razu na drugim, ponosząc koszty budowy pierwszego i drugiego poziomu (oczywiście o ile to możliwe). Za każdy budynek należy także zapłacić tzw. koszt terenu, w ilości 2 monet za każdy już posiadany – za pierwszy budynek nie należy płacić.
  • przemijanie – czas na wcześniej wspomniany twist. W każdej turze, nasze jednostki się starzeją – czas naszego panowania się wydłuża, więc nasi pracownicy nie są w stanie nam służyć na zawsze. W tej fazie każda zatrudniona przez nas jednostka otrzymuje znacznik przemijania, a te, które już je posiadają umierają.
Paper Tales jest bardzo sprytną karcianką. Wiele osób porównuje ją do 7 Cudów Świata, nie tylko ze względu na startową mechanikę draftu, ale też na podobne mechanizmy stosowane w grze – nie mamy tutaj różnych kart (surowców, naukowych czy cywilnych), które w Paper Tales zostały zastąpione przed karty budynków. W każdej turze toczymy ze swoimi sąsiadami wojny, które mają przynieść sławę naszemu królestwu.
 
Sama rozgrywka trwa tylko 4 tury, więc każda zagrywana przez nas karta ma znaczenie, tym bardziej, że w jednym momencie możemy mieć zatrudnione tylko 4 jednostki (lub 5 jeśli rozbudujemy budynek na drugi poziom). Karty budynków wprowadzają dodatkowe surowce, a po ich ulepszeniu przynoszą większe benefity – punkty podczas wojen czy też dodatkowe monety.
 
Po tych kilku rozgrywkach mam wrażenie, że nie wszystkie karty są zbalansowane – chociażby karta nazywająca się w polskiej wersji językowej Relikt, może nam przynieść na koniec gry nawet kilkanaście punktów (o ile wylosujemy ją w początkowym etapie gry), jeśli odpowiednio wykorzystamy umiejętności z innych jednostek. Podobnych kart jest kilka, ale to właśnie ta jest moim zdaniem najsilniejsza.
 
Nie podoba mi się to, że niektóre karty są źle wydrukowane i mają ucięte ogonki – mam nadzieję, że w wersji docelowej ten problem zostanie rozwiązany. W żaden sposób nie przeszkadza to w grze, ale trochę razi ze względów estetycznych.

A jak w parze?

Moim zdaniem Paper Tales trochę traci podczas rozgrywki na dwie osoby. Na początku dobieramy 9 kart (zamiast 5) i przeprowadzamy draft przez dobranie jednej karty i odrzucenie drugiej przed przekazaniem ich przeciwnikowi. W ten sposób działamy do czasu aż pozostanie nam 5 kart na ręce. Zmianę można znaleźć też w punktacji dotyczącej wojen – jeśli dwukrotnie przewyższamy siłę naszego przeciwnika, otrzymamy 6 punktów, a nie standardowe 3 za zwykłe zwycięstwo.
 
Ten wariant nie do końca mnie zachwycił – przy kilku osobach w jednej turze w grze znajduje się kilkanaście kart, dzięki czemu prawdopodobieństwo wylosowania kart, które nam odpowiadają jest większe. W przypadku trybu dwuosobowego, bardzo łatwo po prostu odrzucić kartę, która może przydać się naszemu przeciwnikowi. Zdecydowanie zwiększa to rywalizację i daje możliwości większej kontroli, ale w połączeniu z losowością sprawia, że staje się ona elementem decydującym – jeśli naszemu przeciwnikowi wylosują się dużo lepsze karty to nawet mimo odrzucenia niektórych to wciąż ma więcej możliwości, a jeśli połączymy to z tym, że niektóre karty mogą być dla nas totalnie bezużyteczne w danej turze to nie robi się zbyt kolorowo. Pod koniec tej rozgrywki właściwie czekałem już tylko na to aż się skończy, bo po jednej turze (trzeciej z czterech), kiedy nie miałem zbyt wielu możliwości, nie miałem już szans nadgonić w tej ostatniej.
 
Nie odbierajcie tego źle – w Paper Tales wariant dwuosobowy jest w pełni grywalny, ale moim zdaniem ze wszystkich składów osobowych to właśnie ten działa najgorzej i warto o tym napisać, ze względu na osoby, które głównie grywają we dwoje.
Najbardziej polecam Wam rozgrywkę na 4 lub 5 osób, kiedy w grze mamy nie tylko znaczną ilość kart, ale mamy większe szanse jeśli chodzi o wojny z naszymi sąsiadami.
 
Zdecydowanym plusem Paper Tales jest to, że sama rozgrywka jest dość kompaktowa i często wyzwala chęć jeszcze jednej partii – po skończonej grze mamy wrażenie, że mogliśmy zastosować inne kombinacje kart lub spróbować zestawić kartę A z B by zobaczyć w jaki sposób wpłynęłoby to na dalszą rozgrywkę. Ze względu na to, że partie są dość krótkie, bez problemu można rozegrać dwie pod rząd.
 
Po tych kilku rozgrywkach wrażenia są pozytywne. Jest to dobra gra i pozwala na tworzenie kombinacji z różnymi kartami, ale mimo wszystko nie jestem nią oczarowany. Chętnie wrócę do niej za jakiś czas, żeby sprawdzić jak przetrwała próbę czasu (działając w ramach nowej serii – Pirackiego zderzenia), tym bardziej, że za granicą już pojawił się dodatek, który podobno wprowadza trochę urozmaicenia i który mam nadzieję będziemy mieli szansę również ograć i w Polsce.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!