Recenzje

Zostałem kołderkowym artystą. GRAmy w Patchwork Doodle!

Gry bazgrołkowe są w naszej grupie bardzo lubiane. Przetestowaliśmy już ich całkiem znaczną liczbę, wychodząc poza nasze rodzime produkcje. Swego czasu napisałem nawet post o grach z tą mechaniką, które lubię. Jeśli ktoś go przegapił, zapraszam tutaj.
 
Patchwork od Lacerty był jedną z pierwszych gier jakie kupiłem i jedną z pierwszych, które opisywałem, więc darzę ten tytuł pewnym sentymentem. Tym bardziej, że był rozgrywany podczas pierwszej planszodomówki już prawie 1,5 roku temu. Mimo to swój egzemplarz sprzedałem, ponieważ nie chciałem żeby się kurzył, a okazji do jego ogrywania nie było wiele.
 
Od momentu premiery Patchworka, na rynku pojawiły się różne jego wariacje – Patchwork Express, który ze względu na grupę docelową nie był dla mnie interesujący, Patchwork Doodle, o którym dzisiaj piszę, a niebawem ma się pojawić również i Patchwork Xtrem.

Ilość graczy: 1-6
Czas rozgrywki: około 20 minut
Główne mechaniki: dice rolling, paper-and-pencil
Stopień skomplikowania zasad (w pięciostopniowej skali): 🎲

Narysować kołderkę. GRAmy!

W tej edycji Patchworka, naszym zadaniem również jest uszycie kołderki, z tą różnicą, że tym razem zamiast układać kafelki, kołderkę po prostu rysujemy.
 
Aby przygotować pojedynczą rundę, na środku rozkładamy 8 losowo wybranych kart, które powinny tworzyć okrąg – dokładnie tak jak kafelki w oryginalnej wersji. Po ustawieniu meepla, rzucamy kością i przesuwamy pionek w kierunku zgodnym ze wskazówkami zegara o wskazaną ilość pól. Po przesunięciu, pionek powinien stać na jednej z kart. W tym momencie każdy z graczy decyduje czy chce narysować dany kształt na swojej planszetce, czy też nie. Niezależnie od podjętej decyzji, karta zostaje zdjęta, a runda toczy się dalej, aż do momentu, gdy pozostaną na środku dwie niewykorzystane karty.
 
Cała rozgrywka toczy się na przestrzeni 3 rund. Po każdej z nich odbywa się punktowanie cząstkowe. Podczas niego, gracze wybierają na swojej planszetce największy prostokąt – wewnątrz niego wyznaczają kwadrat i otrzymują ilość punktów równą ilości pól, które zajmuje. Dodatkowo, każdy pozostały wiersz w tym prostokącie (poza wcześniej podliczonym kwadratem) również daje jeden punkt.
Rozgrywka w Patchwork Doodle jest po prostu przyjemna. Sam trzon rozgrywki niespecjalnie różni się od podstawki Patchworka, który jest już świetnie znany i polega na jak najlepszym wykorzystaniu dostępnych nam elementów aby stworzyć jak najlepszą kołderkę.
 
Da się tu odczuć ducha rywalizacji, bo korzystając z tych samych elementów, staramy się osiągnąć lepszy wynik niż nasi przeciwnicy. Nie ma tutaj jednak negatywnej interakcji, ze względu na co będzie to świetny tytuł nawet dla młodszych członków rodziny, których taki element może skutecznie zrazić.
Dodatkowe akcje moim zdaniem wypadają zdecydowanie na plus i w pewnym stopniu pomagają walczyć z losowością nie tylko samych kart, które wykładamy na początku każdej rundy, ale też losowym doborem kart, których w danej turze używamy. O ile na początku gry nie stanowi to żadnego problemu to im dalej będziemy grać i im większa część naszej planszetki będzie zapełnione, tym bardziej są one niezbędne by się nie zablokować. Korzystając z nich możemy zapełnić pojedynczy kwadrat, użyć karty poprzedzającej lub kolejnej w stosunku do tej, która jest aktualnie wylosowana lub przeciąć bieżącą figurę by stworzyć inną. Czwarta akcja pozwala na powtórne użycie wybranej akcji, co również zwiększa nasze możliwości.
 
Ze względu na rozwiązania o których wspomniałem powyżej, liczba osób nie ma tutaj żadnego znaczenia i właściwie nie wnosi nic do rozgrywki – wszyscy wykonują swoje ruchy symultanicznie, więc odczucie z gry jest dokładnie takie samo jeśli gramy we 2 jak i w więcej osób.
 
Wiecie, że zwykle nie grywam w gry solo, ale po rozgrywkach w Patchwork Doodle, postanowiłem dać temu tytułowi szansę. Rozegrałem jak na razie tylko dwie partie, ale świetnie się bawiłem rywalizując sam ze sobą i swoim najlepszym wynikiem. Rozgrywka zasadniczo się nie zmienia w tym wariancie, więc wciąż jest to przyjemna łamigłówka na jakieś 15 minut.
 
Nie wiem czy wiecie, ale pan Rosenberg stworzył też mniej gejmerską wersję gry bazgrołkowej podobnej do Patchworka, która nazywa się Second Chance – zasadniczo podczas pojedynczej tury odkrywa się dwie karty i próbuje się dopasować jeden z dwóch kształtów do swojej planszetki. Jeśli ktoś nie może tego zrobić, ma tytułową „drugą szansę” – odkrywa losową kartę ze stosu i próbuje dopasować do planszetki odkryty kształt.
Nieszczególnie chętnie gram w fillery, a ich liczbę w swojej kolekcji staram się redukować, ale Patchwork Doodle jest jednym z tych tytułów z tej kategorii na które spoglądam przychylniejszym okiem. Nie tylko ze względu na to, że jest to tytuł logiczny (co jak wiecie, już na starcie jest plusem), bynajmniej nie dlatego, że jest to gra bazgrołkowa, ale ze względu na angażującą i relaksującą rozgrywkę.
 
W chwili obecnej jest to tytuł do którego mam najwięcej chęci powrotu, jeśli chodzi o kategorię roll&write w moim grozbiorze. Porównując go z innymi tytułami z tej kategorii, pozwala na większą dowolność i przeciwdziałanie losowości niż np. w Noch Mal, które po kilku partiach kurzy się na półce, zarazem będąc na podobnym poziomie skomplikowania (wciąż jednak jest to poziom niżej niż La Granja No Siesta czy Saint Malo).
 
O tym, jak Patchwork Doodle wypadnie w zderzeniu z czasem, przekonamy się już za jakiś czas – mam nadzieję, że mój entuzjazm w stosunku do tego tytułu nie minie.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!