Recenzje

Pod Prąd – recenzja

Kto z nas nie lubi, gdy wpatrując się w planszę w oczekiwaniu na swoją kolejkę jest na czym zawiesić oko? Gdybym dziś tworzył kolejne zestawienie najładniejszych gier w kolekcji, z pewnością znalazłoby się w nim Pod Prąd. To najnowsza propozycja wydawnictwa Muduko, o której usłyszałem po raz pierwszy na kieleckich targach Kids’ Time. Muduko przedstawiło tam jej prototyp i choć wówczas nie udało mi się w nią zagrać, już wtedy rozpaliła we mnie skryte pragnienie wcielenia się podczas gry w łososia. Dzisiaj jestem już po kilku partiach i mogę podzielić się z Wami wrażeniami. Zapraszam do krótkiej recenzji Pod Prąd.

Ilość graczy: 2-5
Czas rozgrywki: ok. 30 min
Główne mechaniki: tile placement, action points
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 🎲

Pod Prąd  – krótki opis zasad

Grając w „Pod prąd” przyjdzie nam się poprowadzić grupę łososi. Wędrówka rozpoczyna się w morzu, biegnie nurtem rzeki, a kończy u jej źródła – w ikrzysku.

Przygotowania zaczynamy od połączenia czterech kafelków morza i ułożenia na nich żetonów z łososiami. Następnie każdy gracz na przemian odkrywa kafelek ze stosu i dokłada go do znajdujących się już na stole, tworząc strumień rzeki. W ten sposób kafelki dokładane są do momentu powstania czterech rzędów po 3 kafelki każdy.

Od tej chwili rozpoczyna się wyścig łososi. W swojej turze dysponujemy pięcioma punktami ruchu, których używamy do poruszania się w górę rzeki. Możliwości są dwie: pływanie i skakanie. Wpłynięcie na sąsiedni kafelek (o ile nic nie blokuje drogi) kosztuje nas 1 punkt ruchu. Każdy kafelek rzeki może pomieścić tyle żetonów, ilu graczy zasiada przy stole. Jeśli kafelek jest pełny, nie możemy przez niego przepłynąć. Wówczas (lub gdy na drodze stoi nam wodospad) skorzystać musimy ze skoku. Akcja skakania kosztuje nas 1 punkt ruchu za sam skok plus 1 punkt za każdy kafelek, który przeskakujemy i na którym lądujemy. Po wykorzystaniu pięciu punktów ruchu, kolejka przechodzi na kolejnego gracza. Nim jednak rozpocznie on swój ruch, usuwany jest ostatni rząd kafelków u dołu rzeki. Dzieje się tak od rundy drugiej, kiedy najpierw usuwamy żetony morza, W późniejszych rundach spadają zawsze ostatnie kafelki rzeki. Jeśli znajdują się na nich  żetony łososi, również są usuwane z gry.

Dokładane kafelki to jednak nie tylko woda. Trafimy również na wspomniane wodospady, których pokonanie wymaga skoku. Innymi zagrożeniami, czekającymi na nasze łososie są drapieżniki – orły, niedźwiedzie i czaple. Gdy zakończymy nasz ruch na czapli, zjada ona jednego łosia. Gdy dzieje się tak z żetonem oznaczonym dwoma łososiami, odwracamy go na drugą stronę z jedną rybą. Gdy z kolei pożarty zostanie pojedynczy łosoś, wypada on z gry. Jeśli nasz żeton wpłynie lub wskoczy na pole z orłem, zjada on jednego łososia i odlatuje (odwracamy orła na drugą stronę, od tej pory jest wodą). Niedźwiedzie nie stanowią zagrożenia dla pływających łososi. Jeśli jednak wskoczymy na niedźwiedzia, lub spróbujemy go przeskoczyć, pochwyci on jedną rybę.

Gdy w stosie doboru zostaną jedynie dwa kafelki, dokładane są u szczytu rzeki, a pomiędzy nimi ląduje pierwszy kafelek ikrzyska. Obok niego układamy pozostałe trzy, tworząc cel naszej podróży. Po wpłynięciu na pierwsze pole ikrzyska, ruch żetonu dobiega końca. Od teraz na koniec swojej tury będziemy przesuwać go o jedno pole w przód. Każde kolejne pole zawiera coraz więcej jajeczek łososia, które doliczymy do końcowej punktacji.

Po tym, gdy wszystkie obecne w grze żetony łososi wpłyną do ikrzyska, gra kończy się. Zwycięzcą zostaje gracz, który po uwzględnieniu ilości jego łososi i ich pozycji w ikrzysku posiada najwięcej punktów.

W pudełku znajdziecie również dodatkowe kafelki pozwalające podkręcić poziom trudności i dopasować grę do własnych upodobań. Są to między innymi kafelki skał, które mogą pomieścić mniej łososi, niż zwykła woda, czy prądy wodne popychające ryby na sąsiedni kafelek.

W skrócie: na stale kurczącej się planszy, którą sami w trakcie gry budujemy, staramy się przemieścić z punktu A do punktu B jak największą ilość łososi. Unikamy przy tym drapieżników i wzajemnie się blokujemy.

Pod Prąd  – krótka recenzja

Pierwszym, co przykuło moją uwagę jest unikalny styl graficzny. Przyznam, że nie widziałem podobnego w żadnej grze. I mimo, że grafika jest dość minimalistyczna, to naprawdę mi się podoba. Jakość wykonania pozostałych elementów również wypada na plus – z drewnianymi znacznikami łososi na czele. Warto też wspomnieć o lekko usztywnianej ściągawce podsumowującej wszystkie zasady. Owszem nie ma ich wiele, ale podczas pierwszych partii nie obejdzie się bez zaglądania do niej, by przypomnieć sobie jak działają poszczególne drapieżniki.

Pędząc w górę rzeki natrafimy na różne kafelki, o których działaniu mogliście poczytać w podsumowaniu zasad. Dużym plusem dla osób grających z dziećmi będzie możliwość stopniowania trudności rozgrywki. Początkowo można odpuścić kafelki prądów i skał, które czynią rozgrywkę bardziej wymagającą. I bez nich dzieci będą musiały planować swoje ruchy, by dotrzeć do końca trasy. Jeśli jednak jesteście już ograni, zdecydowanie grajcie ze wszystkim co Pod Prąd ma w pakiecie. Inaczej może się okazać, że gra nie będzie stanowiła dla Was żadnego wyzwania.

Wszystkich, którzy chcieliby wypróbować grę przed jej zakupem ucieszy fakt, że można ją przetestować na smartfonie. Jeśli nie jesteście pewni zakupu – dajcie szansę aplikacji mobilnej. Na smartfony z systemem android pobierzecie ją za darmo, a korzystając z iOS, zapłacicie jedynie 5zł (linki do nich znajdziecie pod recenzją). To świetny sposób na sprawdzenie, czy rozgrywka w wersji fizycznej sprawdzi się przy Waszym stole. W aplikacji macie również możliwość ustawienia liczby przeciwników i rund, czego w rozgrywce planszowej zrobić nie można.

Jeśli chodzi o składy osobowe, to wiecie, że głównie grywam we dwie lub trzy osoby. Pod Prąd zdecydowanie lepiej wypada w większym gronie, niż dwóch graczy. No i dla mnie jest to trochę minus, który sprawia, że gra będzie rzadziej wracać na stół. Tryb dwuosobowy owszem jest, ale traci się w nim to, co w Pod Prąd najciekawsze – wzajemne blokowanie się i zmuszanie przeciwników do wybrania trudniejszej trasy. To zdecydowanie element, który w Pod Prąd podoba mi się najbardziej. Tak naprawdę podczas każdej podróży zmuszeni będziemy do poświęcenia pewnej liczby łososi. Podczas moich rozgrywek nigdy się nie zdarzyło by grupa dotarła do ikrzyska bez strat.

Budując rzekę da się czasem odczuć losowość w kafelkach. W przypadku tak małej gry, gdzie w każdej rundzie dokładamy 3 kafelki z tak niewielkiego stosu, może zdarzyć się, że każdy z nich będzie identyczny. Przy tak niewielkiej różnorodności płytek i ograniczeniach planszy często będzie ona zbudowana z „enklaw” danego typu. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to z założenia wbudowane w mechanikę tego tytułu. Z pomocą przychodzą tu właśnie dodatkowe kafelki, które zapewniają różnorodność i zwiększają możliwości kombinowania.

Podsumowanie

Niełatwo się do czegoś w Pod Prąd przyczepić. Z drugiej strony równie niełatwo się czymś zachwycić (no, może poza oprawą graficzną). Gra powinna sprawdzić się wśród rodzin z dziećmi, które mogą tu poćwiczyć planowanie. Wspólne granie i działanie kafelków może też zainteresować dzieciaki życiem rzecznych zwierząt. Przed partią z najmłodszymi pamiętajcie jednak, że jest tu sporo wzajemnego blokowania się.

Jeśli chodzi o „dorosłych graczy” to jest to jedna z tych gier, którą trzeba przetestować na własnej skórze. No, chyba, że zawsze chcieliście być łososiem – wtedy możecie brać Pod Prąd w ciemno.  Moje wrażenia są w większości pozytywne, ale w naszej grupie opinie były podzielone. W ofercie Muduko znajduję dla siebie ciekawsze propozycje – chociażby Stwory z Obory, Pechową Krowę, czy Novą Ziemię. Niemniej jednak partii w Pod Prąd z pewnością nie odmówię.

Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj! 

Plusy:
– opcja dostosowania poziomu trudności
– ładna oprawa graficzna
– niecodzienna tematyka
– możliwość wypróbowania gry na smartfonie

Minusy:
– nie najlepiej sprawdza się w parze
– czasem da się odczuć losowość kafelków

Czy gra zostaje w kolekcji? Tak, choć nie wiem na jak długo – czas pokaże.
Czy kupiłbym grę samodzielnie? Tak – po przetestowaniu wersji mobilnej wiedziałem, że powinna trafić do kolekcji. Dodatkowo za zakupem przemawia niewygórowana cena.
Liczba partii na dzień recenzji: 6
Moja ocena BGG: 6.5

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *