Podsumowania

Podsumowanie roku 2019

To był gorący rok w świecie planszówek. Na polskim rynku pojawiło się wiele interesujących tytułów, z których znaczna ilość przewinęła się przez nasz planszodomówkowy stół. W połowie roku ze względu na przeprowadzkę rozstałem się z połową swojej ówczesnej kolekcji. Nie była to łatwa decyzja, ale słuszna patrząc z perspektywy czasu. Obecnie posiadam 80-kilka tytułów i prawdopodobnie część z nich również opuści moje regały. Chciałbym zachować jedynie te gry, do których rzeczywiście wracam i na chwilę obecną się to udaje. Zakończyłem sukcesem „misję: półka wstydu”, więc nie posiadam w kolekcji żadnego tytułu, w który nie grałem. Ciekawe jak długo to potrwa ☺ 

Ten wpis to też niejako powrót do cyklu wpisów, który trochę zaniedbałem. Tym podsumowaniem roku chciałbym również powrócić do podsumowań miesięcznych, w których piszę Wam nie tylko o tytułach recenzowanych. 

Liczba rozgrywek : 543
Liczba różnych tytułów: 221
Liczba godzin przy planszy: 384

GRA ROKU

Ciężko wybrać wyłącznie jeden tytuł, bo wszystkie różnią się ciężkością, tematyką i nie sposób ich ze sobą porównać. Dlatego wybrałem 9 gier, które w mijającym roku najbardziej zapadły mi w pamięć lub takich, które dopiero poznałem, a zrobiły na mnie wrażenie. Nie jest to ranking, a kolejność jest losowa, jednak naprawdę polecam zapoznanie się z każdym z nich. 

1. Brzdęk! Nie drażnij smoka!

Brzdęk! to tytuł, który pod względem ogranych partii zajmuje drugie miejsce w moim zestawieniu. Jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie „duże gry” to w 2019 był on najczęściej wyciąganym na stół tytułem. Nie tylko dołączył w tym roku do mojej kolekcji, ale został uzupełniony o wszystkie dodatki (ich opis znajdziecie tutaj), które wzbogaciły rozgrywkę i zwiększyły regrywalność. Warto wspomnieć też o Brzdęku w kosmosie, który dołączył do mojej kolekcji pod koniec roku( Zapraszam do zapoznania się z recenzją – klik!). Bardzo lubię ten sposób budowania talii połączony z mechaniką push your luck. Ile to razy gotowałem się w środku, kończąc rozgrywkę o pole od miejsca, gdzie mógłbym chociaż zliczyć swoje punkty. Naprawdę cieszę się, że Brzdęk! trafił do mojej kolekcji i zacieram ręce na kolejne dodatki.

O mojej opinii możecie poczytać po kliknięciu/tapnięciu odpowiedniej nazwy: Brzdęk!, dodatki do Brzdękai Brzdęk! W! Kosmosie!.

2. Fantastyczne światy

Pod względem liczby partii w roku 2019 jest to mój numer 1. Fantastyczne Światy to zgrabna karcianka, która pojawiła się na rynku bardzo niepostrzeżenie i niestety przeszła bez echa. Moim zdaniem zasługuje na zdecydowanie większy rozgłos niż otrzymała. Podczas rozgrywki tworzymy silniczek z 8 kart, w taki sposób, aby te wzajemnie się wzmacniały. Najlepsze rezultaty osiągamy, gdy na koniec partii nie mamy na ręku ani jednej zbędnej karty. Mimo nieskomplikowanej mechaniki jest tutaj coś, co sprawia, że do Fantastycznych Światów chce się wracać. Po rozegranej partii bardzo często rozgrywaliśmy następną i kolejną, chcąc pokonać nie tylko siebie nawzajem, ale też swoje wcześniejsze wyniki. 

3. Seikatsu

Seikatsu to świetny tytuł, któremu zdecydowanie powinniście dać szansę. Rozgrywka jest lekka, a jej zasady nieskomplikowane. Mimo to zarówno początkujący jak i bardziej zaawansowani gracze znajdą tu coś dla siebie. Po rozgrywce często pojawia się „syndrom jeszcze jednej partii”, a sama gra przemyca pozytywne i relaksujące odczucia. Twist z podwójną punktacją ptaków totalnie robi dla mnie robotę. I chociaż nie jest to specjalna nowość to podwójna punktacja zależna od perspektywy z jakiej patrzymy na planszę jest czymś, co mnie zachwyciło. To jeden z nielicznych tegorocznych tytułów z pierwszego kwartału do których regularnie wracam. Dzięki temu Seikatsu jest numerem 3 pod względem liczby rozegranych w tym roku partii. Obecnie ma silną pozycję w kolekcji i jest w niej jednym z ulubionych logicznych tytułów.

Recenzję Seikatsu możecie przeczytać tutaj. 

4. Blackout Honkong

Blackout był tytułem, co do którego miałem wielkie nadzieje i który zdecydowanie mnie nie zawiódł. Pfister ponownie dowodzi, że można od niego wiele oczekiwać – dobrej łamigłówki, która rozgrzewa zwoje mózgowe. Wykonując akcje podczas rozgrywki tworzymy ciąg przyczynowo-skutkowy, który prawie natychmiast się uaktywnia. Dzięki temu właściwie od razu widzimy rezultaty naszych poczynań. W pierwszych turach nie jest to mocno odczuwalne, ale im dłużej trwa gra, tym łatwiej dostrzec, jak z każdym posunięciem zmienia się sytuacja na planszy. Dla mnie to zdecydowana perełka w kolekcji i bardzo chętnie będę do niej wracał.

Moją recenzję Blackouta możecie przeczytać tutaj. 

5. Star Wars Rebelia

Szczerze przyznam, że dopiero w tym roku na dobre zapoznałem się ze światem Gwiezdnych Wojen, który wcześniej nigdy specjalnie mnie nie interesował. Z kolei Rebelia to tytuł na który zerkałem już od dłuższego czasu.  Moment, w którym skończyłem oglądać wszystkie filmy zbiegł się z dodrukiem Rebelii, więc nietrudno było o decyzję zakupu. Sama rozgrywka jest świetna, a zasady nie są przesadnie skomplikowane. Ze względu na asymetryczność rozgrywki, warto jednak zapoznać się z kartami wcześniej. No i nie jest to tytuł najkrótszy – rozgrywka trwa około 3h. Mimo to ma on z pewnością bezpieczne miejsce w mojej kolekcji, bo wrażenia z partii są dosłownie…kosmiczne. To prawdziwa gratka dla fanów Gwiezdnych Wojen i gier strategicznych. Zdecydowanie rozumiem zachwyt nad tym tytułem i uważam, że zasługuje na swoje miejsce na BGG. 

6. Res Arcana

Mechanika budowania talii czy tableau nigdy nie była moim konikiem. A jednak w 2019 zauważyłem, że tytuły, które ją wykorzystują, stały się dla mnie atrakcyjniejsze. Na początku do samej idei budowania tak małej talii podchodziłem z dystansem. Jednak to właśnie ograniczenie naszej talii do zaledwie 8 kart wydaje się być jednocześnie najciekawszą stroną Res Arcana, jak i jej największym problemem. W teorii może się to wydawać mało zachęcające, jednak to, w jaki sposób jedne karty napędzają inne sprawia, że nawet wykonywanie tych samych ruchów jest bardzo satysfakcjonujące. Po czasie wciąż jest to pewniak w mojej kolekcji, choć po kilkunastu partiach widzę już pewną wtórność. Dlatego więc bardzo liczę na polską wersję dodatku w nadchodzącym roku. 

Moją recenzję Res Arcana możecie przeczytać tutaj. 

7. Reef

Reef to świetna abstrakcyjna gra. Podczas grania czuję jednocześnie spokój, jak i skupienie. Przez większość rozgrywki właściwie nie interesuje mnie, co robią moi przeciwnicy, bo koncentruję się na swoich kartach i na tym jak zdobyć więcej punktów. Rozgrywka nie jest skomplikowana, a tym co zdecydowanie dodaje smaczku do budowania rożnego rodzaju wzorów jest aspekt trójwymiarowy. W mojej opinii to jeden z lepszych tytułów w swojej kategorii wydanych w tym roku. Zawsze powtarzam, że czas jest najlepszym weryfikatorem. Tutaj pokazał, że nawet po czasie Reef świetnie odnajduje się w mojej kolekcji, dzięki czemu ma tam zapewnione silne miejsce. 

Recenzję Reefa możecie przeczytać tutaj. 

8. Paladyni z Zachodniego Królestwa 

Ten tytuł w rozgrywce bardzo przypomina lubiany przeze mnie Orlean. Mechanicznie to typowy worker placement – każdy z graczy ma swoją planszetkę z rozmaitymi polami, na które wysyła pracowników w różnych kolorach. Mamy możliwość zmniejszenia kosztu niektórych akcji za pomocą postawienia tam budynku (analogicznie było z zębatką w Orleanie). Możliwości jest wiele, ale jest tu ciasno – nie da się osiągnąć mistrzostwa zarówno w rozwoju swojego królestwa, mobilizacji armii, jak i nawracaniu niewiernych jednocześnie. Mimo to, gra oferuje naprawdę dużo takiego kombinowania, jakie lubię. Póki co jest to chyba tytuł z czwartego kwartału do którego będę najchętniej wracał. 

9. Kartografowie

W chwili obecnej Kartografowie to tytuł z gatunku bazgrołkowego, który podoba mi się najbardziej. Dzięki sprytnemu wykorzystaniu kształtów z Tetrisa, celów z Wyspy Skye i negatywnej interakcji w postaci zasadzek powstała gra do której chce się wracać. Jest to zdecydowany powiew świeżości, bo nie jest to już jedynie gra w której każdy jest zamknięty w swojej planszetce. Umiejętne wykorzystanie kształtu z potworem może sprawić, że przeciwnik straci punkty, które przesądzą o naszej wygranej. Chętnie sięgamy po gry z tej kategorii, a w Kartografów graliśmy kilka dni pod rząd i znów chętnie do nich wrócimy.

Recenzję Kartografów możecie przeczytać tutaj. 

WZMIANKA HONOROWA
Brass Birmingham

Wiem, wiem, miało być top 9, a tu jakaś wzmianka honorowa. Jednak Brass Birmingham to tytuł, który wyrwał mnie z kapci. Wspaniale zazębiające się mechaniki i rozgrywka wymagająca nie tylko bieżącego myślenia, ale i planowania swoich kolejnych posunięć po prostu zachwycają. Nie wspominając już o atrakcyjnej oprawie graficznej. Przyznam się jednak z żalem, że nie ograłem go wystarczająco. Z tego powodu uznałem umieszczenie go w top 9 za nie w porządku. Tym samym poznaliście jeden z moich pierwszych planszówkowych celów na rok 2020. 

ROZCZAROWANIE ROKU

1. Trismegistus

Trismegistus to tytuł wciąż świeży, który jednak szybko okazał się moim największym rozczarowaniem tego roku. Począwszy od ciężkiej do przebrnięcia instrukcji aż do kompletnie przekombinowanej i nieintuicyjnej rozgrywki, całość bardzo mnie zawiodła.

Trochę ze zdziwieniem czytałem opinie na różnych blogach recenzenckich, że instrukcja jest czytelna i wyjaśnia wszystkie wątpliwości, gdy jednocześnie to jeden z najczęściej powtarzanych zarzutów płynących od graczy. Sam fakt, że w grze występuje istotna niezgodność kolorów między planszą a instrukcją i komponentami trochę boli. Jeśli miałbym wymieniać dalej, to ikony na kościach niewiele się od siebie różnią i podczas rozgrywki najzwyczajniej można je pomylić. A w moim odczuciu to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Zdziwił mnie również fakt, że przy tylu akcjach nie zdecydowano się chociażby na kartę pomocy z jakimś podsumowaniem. Kolejnym problemem jest tu downtime. Lubię gry, przy których trzeba główkować, ale tutaj jest to po prostu zbyt przekombinowane i mimo że bardzo chciałem Trismegistusa polubić, podczas każdej partii jedynie się męczyłem. 

2. Na skrzydłach

Wiem, Na skrzydłach to tytuł, który zdobył tegoroczne Spiel des Jahres. Czy słusznie? Moim zdaniem nie. Owszem, nie odmówię grze tego, że jest ładna. Oprócz tego sama rozgrywka również bywa przyjemna. Mam jednak wrażenie, że to trochę gra bez grupy docelowej. Początkujących graczy czy tych preferujących rodzinne rozgrywki może przytłoczyć ilość zasad, natomiast tych bardziej zaawansowanych może razić zbyt duży wpływ szczęścia w kwestii dociągu kart. Na plus na pewno wypada jakość wykonania elementów w grze, w tym fenomenalny podajnik do kart i dość oryginalny temat. Niestety zapomniano jednocześnie o innych elementach, przez co podczas rozgrywki miałem wrażenie pewnego dysonansu. Każda karta, którą dokładamy do swojej planszetki ma szczególne znaczenie. Jest to szczególnie problematyczne, gdy chcemy spełnić swój cel, który losujemy na początku rozgrywki, a takie karty się po prostu nie pojawiają.

Moją recenzję Na skrzydłach możecie przeczytać tutaj. 

PATRONATY

W tym roku miałem przyjemność patronować kilku tytułom – nie chciałem umieszczać ich w TOPce, ale pamiętajcie, że zawsze możecie je znaleźć w zakładce PATRONAT lub po kliknięciu tutaj.

One Comment

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *