Recenzje

Polynesia – recenzja

Jakiś czas temu przygotowałem zestawienie najpiękniejszych gier w swojej kolekcji. Od tego czasu pojawiło się w sporo nowych, które śmiało mogłyby do niego dołączyć. I właśnie jedną z nich jest Polynesia, z którą chciałbym Was dziś bliżej poznać. Jeśli nie słyszeliście o tym tytule, jest to nieskomplikowana gra o strategicznej głębi i pięknej oprawie graficznej. W Polsce gra pojawiła się dzięki Stork Games, które odpowiada za dystrybucję i polską wersję elementów.

Tahitański alfabet składa się jedynie z trzynastu liter, ja jednak użyję wszelkich dostępnych, aby zapoznać Was bliżej z Polynesią, a zapewniam, że warto. Zapraszam do recenzji.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: ok. 45 minut
Główne mechaniki: network building
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 🎲

Polynesia - pudełko z planszą do gry

Krótki opis zasad

Naszym celem jest dotarcie członkami plemienia do najlepiej punktujących obszarów mapy przed erupcją wulkanu.

Nim to nastąpi,  tworzymy połączenia między wyspami, by wysyłać nimi osadników na kolejne wyspy i archipelagi. To, w jakich kierunkach najlepiej się udać, wyznaczą nam karty celów losowane przed każdą partią oraz żetony punktów i zasobów rozmieszczane losowo na wyspach.

Polynesia - plansza do gry

Między turami losujemy różnokolorowe kostki z woreczka, a każde takie losowanie przybliża nas do końca gry. Po wylosowaniu szóstej czerwonej kostki następuje wybuch wulkanu, co oznacza  dwie rzeczy: koniec gry oraz śmierć wszystkich osadników, którzy nie znajdują się dość daleko od wyspy z wulkanem.

Zwycięża gracz, który zgromadził najwięcej punktów za spełnienie kart celów, znalezione na wyspach żetony i liczbę wystawionych z planszetki meepli.

Polynesia - zbliżenie na kartę pomocy
Karta pomocy – w wersji od Stork Games otrzymacie ją w polskiej wersji językowej

Krótka recenzja

Ilość zasad do opanowania nie przytłacza. Owszem, planowanie w trakcie rozgrywki jest niezbędne, jednak po odkryciu kart celów, wystarczy jeden rzut oka na planszę, aby naszkicować w głowie strategię działania. Później pozostaje nam skonfrontowanie jej z rzeczywistością i działaniami innych graczy. Realizacja celów, szczególnie tych wysoko punktujących, często wymaga wychodzenia myślami na kilka tur do przodu, choć w starciu z nie do końca dającym się przewidzieć końcem gry, może się to okazać niewystarczające.

Osoby obeznane z nowoczesnymi grami planszowymi, z pewnością sobie poradzą i bez trudu odnajdą się pośród wysepek Polynesii. Na pewno nie będą się podczas rozgrywki nudzić, bo Polynesia mimo swego nieskomplikowania, wymusza na graczach niemało główkowania. Nie proponowałbym jej jednak jako typowej gry wprowadzającej nowych graczy, ale jako gra drugiego kroku? Owszem, sprawdzi się wspaniale.

Rozgrywki różnią się w zależności od wylosowanych celów – podczas niektórych partii naszym zadaniem jest zbieranie symboli masek, w innych chcemy osiedlać się na wyspach z ikonką żółwia, a w kolejnych staramy się dotrzeć na wszystkie archipelagi. I choć zasady rozgrywek pozostają te same, podczas każdej losujemy 3 różne cele (z 18 dostępnych) co daje nam co najmniej kilkadziesiąt różnych kombinacji. Dzięki temu, mimo że plansza zawsze jest ta sama, minie wiele partii, zanim poczujemy, że znamy ją na pamięć. Również samo poruszanie się po wyspach również będzie się różnić – niekiedy naszym celem jest wystawienie jak największej liczby osadników, a innym punkty zdobywa gracz, który wystawił ich najmniej. Możliwości jest więc niemało. Jeśli dodamy do tego fakt, że do nabycia jest również druga mapa z odmiennym układem wysepek, minie wiele partii, zanim przyjdzie Wam do głowy myśleć o powtarzalności.

Nie bez znaczenia jest również liczba osób biorących udział w rozgrywce. Grając w parze plansza jest zdecydowanie luźniejsza, więc często zdarza się, że każdy po trochu idzie we własną stronę. Co ważne, w partiach dwuosobowych z rozgrywki wyłączono możliwość eksploracji istniejących już szlaków. Im więcej osób, tym więcej na planszy różnorodnych tras i tym większe możliwości – w takich partiach znacznie częściej korzysta się z możliwości podróży z meeplem przeciwnika. Ilość punktujących symboli na planszy również jest mocno ograniczona, więc gdy w większym składzie troszkę się zagapimy, może się okazać, że żadna z kart celów nie da nam punktów. Na znaczeniu zyskuje też faza odrzucania zasobów. Pierwszy gracz musi wówczas zdecydować o odrzuceniu, które zaszkodzi jak największej ilości przeciwników.

Polynesia - jedna z kart celów
Jedna z kart pływów (celów) – w wersji od Stork Games otrzymacie ją w polskiej wersji językowej

Fakt, że koniec gry wyzwalany jest losowo, w moim odczuciu bardzo pozytywnie wpływa na rozgrywkę. Dzięki temu gra nie jest zbyt sucha i nie da się na sztywno przeliczyć wszystkich ruchów, które pozostały nam do wykonania przed zakończeniem. Dlatego też w Polynesii każdy ruch jest ważny – oczywiście przy pierwszej partii można tego jeszcze nie dostrzegać, ale przy kolejnych nietrudno zauważyć, że nawet jedna błędnie zaplanowana runda może przekreślić nasze szanse na zwycięstwo.

Polynesia - planszetki graczy

Podsumowanie

Polynesia to bardzo przyjemna i nieskomplikowana gra z mechaniką budowania połączeń. Podczas rozgrywki zasiedlamy archipelagi i zbieramy zasoby, które umożliwiają coraz dalsze podróże. Nie jest to może gra, którą poleciłbym na pierwszy kontakt z planszówkami, ale osoby mające za sobą typowe „wprowadzacze”, bez problemu załapią, o co chodzi. Ponadto przystępność zasad sprawia, że mierząc się ze sobą, przyjemność z rozgrywki czerpać będą zarówno gracze zaawansowani, jak i mniej doświadczeni. Piękna oprawa graficzna, niewydłużony czas gry, zmienne cele i nieprzewidywalne zakończenie. To wszystko sprawia, że jeśli macie luki w prezentowej liście bożonarodzeniowej, śmiało możecie wypełnić je Polynesią – zapewniam, że tej decyzji nie będziecie żałować.

Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!