Recenzje

Zostałem architektem. GRAmy w Projekt: Miasteczko!

Jeśli pogoda jest sprzyjająca, niektórzy latem decydują się na Projekt Plaża, a że w Szczecinie ostatnio pogoda była różna ta to zdecydowałem się dać szansę Projektowi Miasteczko od Trefl Joker Line.

Ilość graczy: 1-4
Czas rozgrywki: 30-50minut
Główne mechaniki: deckbuilding, push your luck
Skomplikowanie zasad: 🎲🎲 (w pięciostopniowej skali)

Zbudować miasto. GRAmy!

Anglojęzycznej wersji Projektu Miasteczko (Flip City) przyglądałem się już jakiś czas temu. Mimo, że nie jestem oddanym fanem deckbuildingu (czyli budowania talii) to są gry w których ta mechanika mi się podoba – m.in. Wiertła Skały Minerały, które mimo lekkiej niechęci po pierwszej partii, ostatnio robią dla mnie robotę.
 
W Projekcie Miasteczko cała gra składa się z kart – nie mamy tu żadnych znaczników, monet czy zasobów. Wszystko co trzeba wiedzieć, znajdziemy właśnie na nich – jest tam informacja o koszcie danej karty, koszcie jej rozbudowy, akcji, którą wyzwala i tym, co dzięki niej dostajemy.
 
Brzmi jak nic niezwykłego, ale jest tutaj pewien twist: karty są dwustronne, a po rozbudowie otrzymujemy silniejszy odpowiednik. Każda karta ma unikatową umiejkę – niektóre wymuszają położenie kolejnej karty z talii, inne sprawiają, że musimy odrzucić kartę z dołu naszej talii lub położyć wierzchnią. Umiejętności są aktywowane po położeniu karty, po jej rozbudowie lub gdy pewne warunki są spełnione.
Instrukcja jest nieco enigmatyczna i myślę, że pewne aspekty możnaby w niej nieco bardziej rozwinąć, bo po jej przeczytaniu miałem kilka wątpliwości, które na szczęście szybko się rozwiały po rozpoczęciu rozgrywki. Najbardziej niejasna była dla mnie chyba akcja dewaluacji, bo właściwie na początku totalnie nie potrafiłem załapać po co mam ją robić.
 
Na początku gry, każdy gracz startuje z identyczną talią startową: 4 osiedlami (mimo dawania pieniędzy, dają nam też smutne miny), 1 supermarketem (daje nam pieniądze), 1 fabryką (daje nam pieniądze, ale zmusza do odrzucenia ostatniej karty w talii), 1 szpitalem (który daje nam pieniądze i smutną minę) i 1 parkiem (daje nam dwie pieczęcie).
 
Tura gracza dzieli się na dwie fazy: fazę zagrywania kart i fazę budowy.
 
Podczas fazy zagrywania kart, gracz może zagrywać karty ze swojej talii, dzięki którym zdobywa pieniądze i pieczęcie. Niektóre karty posiadają także smutne miny – jeśli w wyłożonych kartach znajdą się 3, musimy te karty odrzucić na stos kart odrzuconych, bez przechodzenia do fazy budowy. Jeśli karty w aktywnej talii się skończą, gracz może potasować stos kart odrzuconych i po spojrzeniu na wierzchnią kartę, zdecydować czy chce dalej zagrywać karty czy nie.
W fazie budowy, gracz ma 3 możliwości akcji (ale wykonuje tylko 1), które wykonuje za pieniądze zgromadzone w pierwszej fazie: kupno (lub kupno i rozbudowa) jednej z dostępnych kart i rozbudowa jednej karty ze stosu kart odrzuconych.
 
Gra kończy się w momencie, gdy jeden z graczy podczas swojej tury zdobędzie 8 pieczęci lub dzięki akcji aktywowanej za sprawą karty Supermarket, która mówi o tym, że dany gracz wygrywa, jeśli w swojej turze zagra 18 kart.

Podczas gry bardzo ważne jest żeby pilnować tego by nie widzieć następnej karty – z tego powodu polecam trzymać je cały czas w ręku. Mocno istotna jest tutaj mechanika push your luck, bo wykładając kolejną kartę możemy doprowadzić do tego, że wszystkie wyłożone przez nas karty wylądują na stosie kart odrzuconych. Dzieje się to bardzo często i może być trochę irytujące, tym bardziej jeśli widzimy, że naszemu przeciwnikowi udaje się zrealizować zaplanowane akcje.

Negatywnej interakcji może nie ma tutaj wiele, ale w jakimś stopniu występuje, szczególnie w partiach na więcej osób. Po rozbudowie Osiedla, otrzymujemy kartę Dzielnica, której akcja polega na tym, że mamy ją odwrócić na Osiedle i dołożyć na stos kart odrzuconych naszego przeciwnika. Przy partiach dwuosobowych nie jest to szczególnie widoczne, bo karty będziemy dokładać sobie nawzajem, ale w większej liczbie graczy może się zdarzyć, że inni wezmą na cel jednego z graczy i będą mu systematycznie dokładać Osiedla. Sprawia to, że wykonanie sensownej kombinacji będzie właściwie niemożliwe.
 
Nie ma co czarować – Projekt Miasteczko jest totalnie losowy. Nie mamy żadnego wpływu na to jaka jest kolejność kart, a co więcej, nie możemy ze swojej talii niektórych kart odrzucić (jedyna taka możliwość występuje przy Dzielnicy). Nie lubię wszelkich tego typu karcianek, gdzie jesteśmy skazani na los i możemy nic na to poradzić, ale w Projekcie Miasteczko jakoś bardzo mnie to nie bolało, a sama rozgrywka potrafiła mnie wciągnąć.

A jak w parze?

Partie dwuosobowe są moim zdaniem najbardziej przyjemne. Nie tylko mamy dużo możliwości jeśli chodzi o kupno kart, ale też nie jesteśmy narażeni na bycie celem innych graczy. Nie ma też problemu z długością gry – przy większej liczbie grających gra zaczyna się trochę dłużyć, co trochę psuje wrażenia z rozgrywki. We dwie osoby partia trwa około 25 minut co jest moim zdaniem optymalnym czasem rozgrywki jak na to co otrzymujemy.
Tym co mnie boli w Projekcie: Miasteczko jest to, że zdecydowano się na opuszczenie dodatku, który wprowadzał kartę „Office” w anglojęzycznej wersji podstawowej. Trochę liczyłem też na wprowadzenie chociaż jednego z dodatków, które są dostępne – Reuse (wprowadza więcej interakcji między graczami) lub Wilderness (które może być wykorzystywane jako osobna gra lub połączone z wersją podstawową). Sprawiają one, że gra jest pełniejsza.
 
Obecnie, mimo, że Projekt: Miasteczko jest całkiem przyjemne to ta regrywalność jest moim zdaniem mocno ograniczona i na pewno po kilkunastu partiach gra nie będzie nam oferowała tyle frajdy ile na początku.
 
Jak na ilość kart którą otrzymujemy w środku, pudełko mogłoby być spokojnie dwa razy mniejsze. Wtedy możnaby je bez problemu wrzucić do plecaka, zabrać na świeże powietrze lub nawet plażę. Obecnie wciąż jest to możliwe, ale połowa pudełka jest właściwie pusta – być może wydawca przewidział miejsce na nadchodzące rozszerzenia lub daje nam możliwość zapakowania kolejnej gry?
Push your luck zdecydowanie bardziej podobało mi się w Niezłych ziółkach  od Granny, gdzie tych wyborów było trochę więcej i ta losowość nie była tak dotkliwa – mimo losowego dociągu wciąż mieliśmy możliwość podejmowania decyzji i wybierania kart, które chcemy zasadzić.
 
Patrząc na grę jestem w stanie zrozumieć dlaczego dostała Seal of Excellence od Dice Tower, ale na chwilę obecną nie jestem nią zachwycony – liczę, że będę miał okazję dołożyć do niej dodatki i wtedy napisać coś więcej.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!