Recenzje

Zostałem magiem. Recenzja Res Arcana!

Mechanika budowania talii czy tableau nigdy nie była moim konikiem. Mimo to, od pewnego czasu zauważyłem, że tytuły, które ją wykorzystują, stały dla mnie przyjemniejsze. Coraz częściej zastanawiając się, w co zagrać, to właśnie one pierwsze przychodzą na myśl. O Res Arcana słyszałem jeszcze na długo przed polską premierą, a śledząc Instagrama, zauważyłem, że często gości na zagranicznych stołach. Bez wątpienia jest to tytuł, który budzi wiele emocji. Niektórzy gracze uważają go za grę kiepską, inni natomiast chwalą za oryginalny pomysł.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: ok. 30
Główne mechaniki: hand management,
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 🎲

Res Arcana - widok pudełka z góry

Res Arcana – krótki opis zasad

Zaczynając rozgrywkę otrzymujemy 2 karty magów. Wybieramy tego, który bardziej nam odpowiada. Każdy z nich posiada unikatową umiejętność, która będzie albo aktywowana co turę, albo wzmocni akcję innej karty. Dodatkowo partię rozpoczynamy posiadając po 1 esencji w każdym kolorze. Błyskawiczne przygotowanie gry ułatwia organizer, który znajduje się w pudełku.

W wariancie podstawowym spośród 40 kart artefaktów otrzymujemy osiem losowych i to właśnie one stanowią cały nasz deck. Zaczynamy mając na ręku 3 karty, zaopatrujemy się również w jeden z ośmiu magicznych przedmiotów, który będzie nam towarzyszył przez następną rundę. Każdą rundę rozpoczyna faza zbierania zasobów (esencji) w ilości, w jakiej pozwalają nam zagrane wcześniej karty. Następnie w swojej turze możemy wyłożyć kartę z ręki lub skorzystać z umiejętności karty znajdującej się już na stole. Gdy uzbieramy odpowiednie zapasy esencji, możemy także zakupić jedną z 5 dostępnych enklaw mocy. Jest to najszybszy sposób na zdobywanie punktów zwycięstwa.

Res Arcana - karty artefaktów, monumentów i magów

Podczas swojej tury mamy również możliwość kupna za 4 sztuki złota monumentu. Niektóre z nich zapewniają punkty, inne pozwalają na dobieranie dodatkowych surowców na początku rundy. Nie są to jedyne możliwości, które znajdziecie, ale nie chcę psuć Wam radości z ich odkrywania.

Zakończenie tury przebiega typowo dla gier karcianych – odtapowujemy karty, a na rękę dobieramy nową. Musimy również wymienić wybrany na początku magiczny przedmiot na inny. Pozwalają one na dobieranie dodatkowych surowców, wyrabianie złota czy też dobieranie dodatkowych kart. Po tym, gdy wszyscy gracze spasują, sprawdzany jest również warunek zwycięstwa. W Res Arcana jest nim zdobycie 10 punktów na wyłożonych kartach.

Res Arcana – recenzja

Na początku do samej idei rozgrywki z ośmioma kartami podchodziłem trochę z dystansem. I przyznaję, że wariant podstawowy, w którym jesteśmy z góry skazani na los dobierając  w ciemno 8 artefaktów nie przypadł mi do gustu. Gra wymusza na nas budowanie niewielkiego,  działającego silniczka nawet jeśli nasze karty ze sobą nie współgrają. Dodatkowo szybko może się okazać, że nasi przeciwnicy trafili karty, które nawzajem się uzupełniają, a my nie jesteśmy w stanie nic na to poradzić. Czasem można przez to odnieść wrażenie, że rozgrywka jest kiepsko zbalansowana.

Zdecydowanie bardziej podoba mi się opcjonalny wariant z draftem. Wybierając go mamy możliwość doboru kart, których użyjemy podczas rozgrywki. Warto wtedy zapoznać się z enklawami dostępnymi w danej partii i pod nie dobierać konkretne karty. Takie rozgrywki są znacznie ciekawsze, a grając kartami, które sami wybraliśmy możemy na wczesnym etapie przygotować w głowie strategię.

Ograniczenie naszej talii do zaledwie 8 kart wydaje się być jednocześnie najciekawszą stroną Res Arcana, jak i jej największym problemem. Z jednej strony limit ten sprawia, że łatwo zapamiętać, które karty wybraliśmy, co z kolei ułatwia planowanie kolejnych posunięć i strategii na całą partię. Zyskuje na tym również regrywalność, a każda rozgrywka będzie inna od poprzedniej. Z drugiej strony kluczem do zwycięstwa jest wzajemne wspieranie się i oddziaływanie na siebie kart. Przy tak niewielkim zapleczu dostępnych artefaktów, często nie wykorzystamy ich potencjału, bo na przykład dwa z nich pochodzą z zupełnie „innej bajki”, niż pozostałe. Niby niewiele, a jednak przy 8 kartach bywa to bolesne. Niektóre partie mogą więc wyglądać tak, że dobraną kartę natychmiast zamienimy na esencje, powtarzając co turę trzy, cztery te same akcje, którymi spróbujemy przegonić sprawnie działającą machinę kart przeciwnika.

Enklawy mocy w Res Arcana, które pozwalają na zdobywanie punktów zwycięstwa

Właśnie ten moment, w którym każdy gracz wyłożył na stół kluczowe dla siebie karty zamienia grę w wyścig. Co turę wykonujemy te same działania, licząc, że skonstruowany silniczek szybciej od przeciwnika osiągnie 10 punktów zwycięstwa.

W teorii może się to wydawać mało zachęcające, jednak to, w jaki sposób jedne karty napędzają inne sprawia, że nawet wykonywanie w każdej rundzie tych samych ruchów jest bardzo satysfakcjonujące. Odmienne  sposoby, w jakie enklawy mocy pozwalają na zdobywanie punktów sprawiają, że nie ma czasu na nudę. Jedne wykorzystują ilość zasobów, jakie na nich zgromadzimy inne punktują zagrane przez nas smoki. Jest z czym kombinować, a współoddziaływanie kart  sprawia, że cała nasza tura staje się bardzo przyjemnym ciągiem przyczynowo-skutkowym.

Dodatkowo rywalizację podkręca fakt, że gracz który pierwszy spasuje, otrzymuje znacznik wart w tej rundzie jeden punkt zwycięstwa. Dzięki temu zabiegowi mimo niewielkiej ilości zagranych kart, skorzystanie z każdej akcji może okazać się mniej opłacalne, niż wyczucie odpowiedniego momentu na zakończenie kolejki.

Ta mnogość aktywności, które dzieją się dookoła sprawia, że ograniczenie kart do 8 wydaje się być na dłuższą metę trafionym pomysłem. Zwłaszcza, że gra przebiega w bardzo jasny sposób i nawet na dalszych etapach do gry nie wkrada się chaos.

Magiczne przedmioty w Res Arcana i esencje, które pozwalają na przywoływanie artefaktów

Plusy i minusy

Podoba mi się ciekawy sposób budowania tableau. Niezależnie od wariantu który wybierzemy (draft lub losowanie) zawsze stajemy przed wyzwaniem zbudowania działającego silniczka mając dostępne jedynie 8 kart. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla wielu osób może być to minus i nie sprawi takiej frajdy, ponieważ wymusza na nas zaplanowanie ciasnej strategii, która zdaje się karać nieprzemyślane wybory.

Zdecydowanym plusem, jest również wspomniany wcześniej organizer. Zdecydowanie ułatwia przechowywanie całości surowców dostępnych w grze. Nie musimy używać do tego woreczków strunowych. Wystarczy, że podczas przygotowania rozgrywki zdejmiemy z niego wieczko i możemy swobodnie korzystać z dostępnych esencji.

Same esencje również cieszą oko, a grafiki przedstawione na kartach powinny zadowolić miłośników fantasy. Ilustracje są klimatyczne, a same akcje kart współgrają z tym, co na nich widzimy. I tak na przykład nekromanci gromadzą czarne esencje śmierci, a krasnoludzka enklawa produkuje złoto. Dodatkowo karty różnego rodzaju różnią się rewersami. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak w połączeniu z organizerem i zgrabną wypraską, nawet przy grze w większym składzie sprzątanie stołu po partii zajmuje dosłownie kilka sekund.

Kolejną zaletą jest czas rozgrywki. Res Arcana nie przeciąga swojego pobytu na stole i moim zdaniem zajmuje idealną ilość czasu. Ze względu na tak skondensowany czas, zdarzało nam się rozgrywać dwie partie pod rząd. Mimo to gra pozwala na podejmowanie ciekawych decyzji i oferuje zaskakująco głęboką rozgrywkę biorąc pod uwagę fakt, że korzystamy z tak niewielkiej liczby kart.

Przy kolejnych partiach zdecydowanie punktuje znajomość kart. Im więcej w nią gramy, tym bardziej jesteśmy zaznajomieni z kartami i znamy możliwości, które oferują. Dla mnie to plus – mimo prawie 10 partii, wciąż jestem ciekawy i wciąż chcę grać dalej.

Nie podoba mi się to, że istnieją układy które wydają się być zbyt mocne. Być może to tylko moje odczucia, ale mam wrażenie, że gdy na stole pojawi się Nekromantka (jeden z magów) w połączeniu z jedną z enklaw to nie ma możliwości wygranej z takim setem. Raz prawie udało mi się dogonić mojego przeciwnika (przegrałem tylko jednym punktem), jednak póki co ten zestaw zawsze wygrywał.

Karta monumetu w Res Arcana i karty artefaktów w tle

A jak w parze?

Większość z rozegranych dotąd partii grałem właśnie w parze. I muszę przyznać, że moim zdaniem to skład najlepszy. Rozgrywka jest wtedy szybka i dynamiczna, a im więcej nas przy stole, tym bardziej się rozciąga, właściwie nie zmieniając odczuć z samej gry. W Res Arcana w głównej mierze skupiamy się na sobie, swoich kartach i możliwościach combowania jakie dają. Rzeczywiście, jest pewien element interakcji z innymi graczami, który pozwala na zmniejszanie liczby ich esencji, jednak w praktyce rzadko z tego korzystaliśmy.

Podsumowanie

Zostaje w kolekcji? Zdecydowanie tak! Nietuzinkowa rozgrywka, ciekawy sposób budowania swojego tableau oraz organizer, który naprawdę ułatwia przygotowanie i sprzątanie po rozgrywce sprawiają, że jest to na chwilę obecną pewniak w mojej kolekcji. Zdecydowanie czekam na dodatek, który ma mieć premierę na Essen.

Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!