Recenzje

Zostałem szklarzem. GRAmy w Sagradę!

Ostatnio pojawia u nas się dużo gier logicznych, które są częściej ogrywane – był Azul na punkcie którego wszyscy zwariowali, który był ogrywany i recenzowany właściwie wszędzie, a zaraz przed nami Fotozynteza, Dragon Castle i za jakiś czas Sagrada, która będzie wydana przez Foxgames, które ostatnio pędzi z wydawaniem jak szalone!
 
W Azula od Lcaerty grałem właściwie tylko kilka razy, wyłącznie w kompletnym składzie. Mimo to podoba mi się, ale po tych kilku rozgrywkach myślę, że właściwie za każdym razem jesteśmy w stanie coś dobrać żeby nam pasowało, więc nawet jeśli zgarniemy ujemne punkty to możemy je wyrównać w trakcie nadchodzących rund. Z pewnością za to nie odmówię temu tytułowi pięknego wydania i urzekających solidnych kafelków. W Sagradzie, którą dzisiaj dla Was opisuję jest nieco inaczej, ale o tym przeczytacie w dalszej części. Przed Wami recenzja.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 30-40 minut
Główne mechaniki: dice rolling, set collection, pattern building
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲🎲

Na początku rozgrywki każdy z graczy otrzymuje solidnie wykonany witraż, do którego później będzie dołączał planszetkę. W dalszej kolejności losujemy 3 cele główne na grę – kart jest kilkanaście, więc z pewnością zapewnią pewną regrywalność, natomiast nie ma co się oszukiwać – po kilkudziesięciu rozgrywkach będziemy z nimi zaznajomieni na tyle, że będzie trzeba szukać czegoś innego. Z tego powodu wydawnictwo zdecydowało się na wprowadzenie rozszerzenia, które nie tylko pozwoli nam na grę w gronie aż do 6 osób, ale zawiera również dodatkowe karty.

Wykonanie gry stoi na naprawdę wysokim poziomie – same witraże są nie tylko bardzo ładne, ale wykonane z grubszej tektury, dzięki czemu mamy pewność, że gra posłuży nam dłużej. Mimo to, polecam zakoszulkować karty, bo tutaj jakość jest już nieco gorsza i przy większej eksploatacji może się to na nich odbić.
 
Wśród losowanych celów znajdziemy i prostsze karty, gdzie są wymagane sety wartości, które pozwolą nam na zdobycie określonych punktów i bardziej złożone (mające także lepiej punktujące wymogi) – rożne wartości kości w kolumnach lub rzędach czy też wymóg by kości jednego koloru stykały się ze sobą po skosie.
Poza celami ogólnymi, każdy z graczy otrzymuje cel indywidualny, którym jest kolor jednej z kości. Na koniec gry, gracz oprócz zgromadzenia punktów za realizację celów głównych dolicza sobie do wyniku wartości z kości odpowiadających kolorowi ze swojej indywidualnej karty.
 
Oprócz tego, podczas każdej rozgrywki losujemy trzy karty, które pozwolą nam na wykonywanie dodatkowych akcji – zmiany wartości na kościach lub wylosowania z puli innej kości, niż ta, którą dobraliśmy.
W jednej turze (a podczas gry rozgrywamy ich 10) możemy po opłaceniu wykonać maksymalnie jedną dodatkową akcję. Ilość akcji, którą możemy wykonać podczas całej rozgrywki zależy od indywidualnej planszetki gracza, którą wybierzemy na początku gry – te trudniejsze pozwalają na dobranie większej ilości tokenów, które później można wykorzystać do tych właśnie akcji.
 
Na planszetkach, oprócz ilości dobieranych tokenów znajdują się też wymogi co do układania kości – niektóre pola wymagają kości w określonym kolorze lub takich o określonej wartości. Im więcej takich pól, tym więcej tokenów będziemy mieli do wykorzystania, ale tym samym, tym trudniejsze jest nasze zadanie zapełnienia całej planszetki.
 
W swojej turze (oprócz wykonania dodatkowej akcji) będziemy na przemian dobierać kości z puli. Na początku tury, jeden z graczy losuje z worka liczbę kości równą liczbie graczy +1, z których kolejno będziemy losować po jednej kości aż do momentu gdy na stole zostanie 1 kość, która to jest dołączana do licznika rund.
 
Na koniec ostatnia i najważniejsza zasada: na swojej planszetce nie możemy mieć obok siebie kości, które mają taką samą wartość i ten sam kolor (natomiast nie ma problemu by były po przekątnej).

Wcześniej wspominałem o Azulu, więc teraz pewnie część na którą wszyscy czekali: która gra jest moim zdaniem lepsza? Azul czy Sagrada? Tutaj pewnie Was zawiodę, ale uważam, że obie mogą ze sobą koegzystować.

Moim zdaniem Sagrada jest nieco bardziej wymagająca niż Azul. Tak jak wcześniej wspomniałem, w Azulu właściwie za każdym razem jesteśmy w stanie coś dobrać i zapełnić swoją planszetkę (o ile nie gramy na “trudniejszej” planszetce, ale szczerze przyznam, że nie miałem okazji, więc to jedynie moje subiektywne spostrzeżenie). Bardzo jestem za to ciekawy nowego wydania Azula i tego jak się sprawdzi – na pewno będę miał okazję go przetestować, więc do tematu wrócimy za kilka miesięcy.
 
W Sagradzie nie jest już tak łatwo – bardzo często będą zdarzały się sytuacje, kiedy będziemy zmuszeni do odrzucenia jednej kości z puli, przez co nasze okno nie zostanie ukończone. Co gorsza, za każde puste pole na swojej planszetce na koniec gry jesteśmy zmuszeni do odjęcia sobie jednego punktu z wyniku, który udało nam się wykręcić. Ba, nie tylko my będziemy odrzucali kości ze względu na to, że nie będziemy w stane ich dołożyć – nasi przeciwny często będą podpatrywać co nam bardziej odpowiada i dokładać te kości na swoje witraże.

A jak we dwoje?

Rozgrywka w dwie osoby jest moim zdaniem najbardziej optymalna. Mimo, że mamy w każdej rundzie do dyspozycji tylko 5 kości to jesteśmy w stanie sobie nieco zaplanować, a co najważniejsze nie ma żadnych przestojów.
 
W większym gronie gra się równie przyjemnie, ale w zależności od decyzyjności graczy będziemy zmuszeni chwilę poczekać na swoją turę i o ile partię dwuosobową rozegramy nawet w 20 minut, dzięki czemu Sagrada może być doskonałym przerywnikiem między większymi tytułami to w więcej osób rozgrywka może trwać nawet i godzinę.
 
Co bardzo ważne – po właściwie każdej rozgrywce (nawet jeśli gra się ich kilka pod rząd, bo tak też bywało) pojawia się chęć kolejnej partii, a jeśli nie udało nam się ukończyć naszego okna to jest ona szczególnie ciężka do odstawienia na bok.
 
Z tego powodu moim zdaniem Sagrada podpasuje większości graczy – możemy ją potraktować jako lekki przerywnik albo jako samodzielną grę przy której spędzimy więcej czasu i właściwie nie ma znaczenia to czy dużo gramy w planszówki czy nie. Gra jest na tyle uniwersalna, że dopasuje się do każdego typu odbiorcy. Z odpowiednimi partnerami Sagrada będzie nie lada łamigłówką w której widząc na początku kości w puli będziemy musieli również zdecydować czy bardziej pomóc sobie czy przeszkodzić naszym przeciwnikom.

Ja zdecydowanie nie żałuję tego zakupu, a wręcz przeciwnie, jestem z Sagrady bardzo zadowolony. Jej uniwersalność sprawia, że z pewnością będzie się bardzo często pojawiać na moim stole, dzięki czemu zasłużyła na najwyższą notę.

Aktualizacja – październik 2018:

Po tych kilku miesiącach, Sagrada wciąż jest często ogrywanym tytułem. Jak dotąd w tym roku rozegrałem najwięcej partii właśnie w nią, grając zarówno solo (co jest jak dla mnie niecodzienne, ale w przypadku Sagrady też bardzo przyjemne!), jak i w różnych składach osobowych. Jestem bardzo zadowolony, że zdecydowałem się na kupno swojego egzemplarza już jakiś czas temu, ale jednocześnie trochę zazdroszczę ludziom, którzy dopiero będą mieli okazję ją odkryć.
 
Jeśli wciąż się zastanawiacie nad zakupem to lepiej tego dłużej nie róbcie tylko po prostu zamówcie swój egzemplarz – na pewno nie będziecie zawiedzeni, tym bardziej, że Lisy wydadzą również dodatek dla 5 i 6 gracza oraz 3 minidodatki, o których więcej usłyszymy już niedługo.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!