Recenzje

Na statku w nieznane! GRAmy w Santa Maria!

Dzięki wydawnictwu Granna i ich najnowszemu tytułowi Santa Maria, autora takich gier jak Automania czy Winnica, przenosimy się w odległe miejsca i wcielając się w rolę kolonistów przybywających do Nowego Świata będziemy próbowali założyć jak najlepiej prosperującą kolonię. Miernikiem naszego powodzenia będzie szczęście naszych kolonistów, mierzone niczym innym jak punktami szczęścia (czyli starymi dobrymi punktami zwycięstwa).
 
Santa Maria ukazała się w serii Granna Expert i jak dotąd jest najcięższym tytułem z tej grupy – bardzo mnie cieszy, że nasze polskie wydawnictwo się tak rozwija i idzie w taką stronę.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 60-90 minut
Główne mechaniki: tile placement, dice rolling, resource management
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲🎲🎲

Santa Maria to euro o średniej ciężkości, więc jak to często w grach tego gatunku bywa – podczas gry będziemy mogli wykonywać kilka różnych akcji i obierać różne drogi do zwycięstwa, bo w naszej kolonii będzie wiele miejsc, które zapewnią nam punkty szczęścia.
 
Na początku gry, zaczynacie z trzema białymi kośćmi, jedną niebieską, kilkoma monetami i dwoma drewnami.
 
No właśnie – kości. Będą one nam potrzebne, ponieważ w grze będziemy korzystać z mechaniki dice rolling (czyli rzutu kością). Tutaj, będziemy ich używać do aktywacji budynków w naszej kolonii (czyli na planszetce gracza).
 
Białych kości, które na początku każdego roku trafiają do puli wspólnej (każdy gracz w danym roku może mieć na swojej planszy tylko 3 białe kości i do 3 niebieskich) będziemy używać do aktywacji kolumn (i wszystkich budynków w nich, w kolejności z góry na dół).Niebieskie kości należą wyłącznie do danego gracza i służą do aktywacji rzędów (w kolejności od lewej do prawej).
 
Wcześniej napisałem, że każdy z graczy może mieć do trzech niebieskich kości. Dlaczego? Ano dlatego, że każdy bazowo otrzymuje jedną niebieską kość – pozostałe dwie może zdobyć przesuwając się na torze religii, który pozwala nam również na zdobywanie mnichów.

Tutaj będziemy postawieni przed kolejną decyzją – czy nasz mnich ma kształcić się na uczonego, biskupa czy udać się na stację misyjną? Każdy wybór ma swoje konsekwencje, ponieważ zarówno biskup i uczony pozwolą nam na korzystanie do końca gry z pewnych benefitów (określonych przez kafelki u góry planszy, które losujemy na początku każdej gry), a udanie się na stację misyjną zapewni nam dodatkowe zasoby.

Bycie biskupem wymaga dłuższego kształcenia, dlatego za każdego naszego mnicha, który zostanie biskupem, będziemy zmuszeni zapłacić dwa punkty szczęścia na koniec gry.

Gra trwa trzy lata. Wiem, że może to wydawać się dłużej niż partia w Twilight Imperium, ale nie przejmujcie się – lata wyznaczają nam jedynie fazy gry. Zaczynając od pierwszego gracza, wykonujemy po jednej akcji na turę, aż do momentu gdy wszyscy gracze spasują – wtedy kończy się rok, następuje częściowa punktacja i gramy dalej.

Akcje, które możemy wykonać:
 
  • budowa – tutaj będziemy korzystać z kolejnej mechaniki – tile placementu, czyli niczego innego jak kładzenia kafelków – z pewnością znacie ją chociażby z Takenoko czy Patchwork. Używając odpowiednich zasobów możemy powiększać swoją kolonię, dokładając do niej kafelki dwu lub trzyczęściowe.
  • aktywacja pojedynczego budynku – używając monet, możemy aktywować pojedynczy, wybrany przez siebie budynek i wykonać związaną z nim akcję – kupić statek, wziąć określone zasoby, monety lub przesunąć się na torze religii albo konkwistadora. Pierwsza aktywacja kosztuje jedną monetę a za każdą kolejną, musimy zapłacić o jedną więcej.
  • aktywacja rzędu lub kolumny – używając kostek białych lub niebieskich (i pamiętając o ich limicie) możemy aktywować budynki na swojej planszy i wykonać akcje z nimi związane.
  • spasowanie – jeśli nie mamy możliwości (lub nie chcemy) nic więcej zrobić, możemy spasować – oznacza to, że do końca bieżącego roku nie wykonamy więcej żadnego ruchu. Spasowanie wiąże się także ze skorzystaniem z bonusu – na torze spasowania mamy do wyboru 5 akcji – możemy wziąć dwie monety/przesunąć się na torze konkwistadora/ przesunąć się na torze religii/ kupić statek lub wziąć pojedynczy kafelek i dołożyć go na swoją kolonię.

Wcześniej wspomniałem o torze religii – pozwala on nam na zdobywanie mnichów i niebieskich kostek, natomiast tor konkwistadora zapewni nam sztabki (służące jako dowolny inny zasób) i punkty na koniec każdego roku, zgodnie z miejscem i liczbą graczy.

Na koniec każdego roku wykonujemy także akcje ze wszystkich statków, które udało nam się zgromadzić.
 
Gra kończy się po 3 latach – wszystkie towary które mamy zamieniamy na monety, a monety na punkty szczęścia. Do tego dodajemy punkty szczęścia zgromadzone podczas gry – zarówno z naszej kolonii (magazyn i statki), planszy gry (uczeni i biskupi) oraz liczymy punkty za zamknięte rzędy i kolumny w naszej kolonii. Oczywiście wygrywa osoba z największą liczbą punktów.

Santa Maria jest grą bardzo przyjemną. Mimo nadmiernie kolorowej grafiki (która mi osobiście się podoba, ale podobają mi się również Zamki Burgundii, a wszyscy wiemy jaka jest o nich opinia) i punktów szczęścia, które są nieco przerażające jest to bardzo solidna gra.

Co jest dla mnie bardzo ważne – w Santa Marię dobrze się gra we wszystkich przewidzianych składach osobowych. Zdecydowanie najszybsza jest we dwie osoby i nie ma co się temu dziwić, ale dłuższe partie 3 i 4 osobowe też są satysfakcjonujące.

Nie dziwię się, że była to jedna z cieplej przyjętych gier na zeszłorocznym Essen – tutaj wszystko sensownie się ze sobą spina. Dzięki dokładaniu kafelków możemy aktywować większą liczbę budynków, co sprawia, że nie tylko możemy sobie pozwolić na kupno statków, ale także przesuwamy się na torze konkwistadora i religii.
 
Nie jest to jednak takie proste, ponieważ dzięki wspólnej puli białych kości (lub też niebieskich, zależnie od wariantu) kupując budynek narażamy się na konieczność korzystania z kości o wartości, która do szczęścia nie jest nam potrzebna (całe szczęście możemy na nią wpływać, gorzej, jeśli nie mamy monet żeby to zrobić).
 
Gra oferuje dwa warianty – podstawowy i zaawansowany, dzięki którym możemy grę lekko utrudnić – w wariancie zaawansowanym na początku gry wybieramy kafelek stolicy (który musimy umieścić na naszej kolonii) i dodatkowy kafelek uczonego z którego umiejki będziemy mogli korzystać do końca gry. Dowolny wariant można również utrudnić, dzięki wprowadzeniu wspólnej puli niebieskich kości.
 
Jeśli obawiacie się losowości, którą kości wprowadzają – nie ma czego. W grze wprowadzono mechanizm znany na pewno części z Was z Zamków Burgundii – na wartości kości jesteśmy w stanie wpływać za pomocą monet. Używając pojedynczej monety możemy zmienić wartość o jeden (w górę lub w dół). Niestety, jeśli chcecie zmienić wartość z 6 na 1 lub odwrotnie, musicie zapłacić 5 monet.
Mimo, że początkowo liczba możliwości może powodować u niektórych paraliż decyzyjny, po rozpoczęciu gry wszystko idzie dość gładko – oczywiście, zdarzają się przestoje, gdy któryś z graczy z natury wolniej decyduje się na kolejny krok, ale to naturalne.
 
W Santa Maria korzystamy też z dobrze znanego w grach euro przerabiania zasobów – na naszej kolonii mamy nawet ściągawkę, która nam to ułatwia. Nie wszystkie zasoby można jednak kupić – zdecydowanie przydadzą się sztabki złota, które można stosować jako wybrany zasób.
 
Zasoby przydadzą się do kupna statków, które będą się odpalały na koniec każdego roku – dzięki nim można zdobyć zdecydowaną przewagę nad przeciwnikami. Nie tylko punktują na koniec gry, ale każdy set statków warty jest dodatkowe 3 punkty – w grze może również pojawić się kafelek punktujący określony ich rząd.
 
Wszystkie te dylematy powodują, że Santa Maria jest grą bardzo miodną. Nie musicie też martwić się o regrywalność, bo dzięki losowym kaflom uczonych i biskupów gra zapewni Wam z pewnością kilkanaście partii zanim się znudzi.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!