Recenzje

Zostałem hodowcą ptaków. GRAmy w Seikatsu!

Wiecie, że gry logiczne mają specjalne miejsce w moim sercu. Przewijają się tutaj co chwilę i mimo że od pewnego czasu jestem mocno zauroczony Zertzem, a nowy Azul właściwie czai się za rogiem (a trochę partii w niemiecką wersję zaliczyłem) to i tak jestem otwarty na nowe tytuły w tej kategorii.
 
Nie inaczej było z Seikatsu od Funiverse, które miałem na swoim radarze już od pewnego czasu. Wstyd się przyznać, ale na początku zwróciłem na ten tytuł uwagę ze względu na piękną minimalistyczną okładkę (nic nie poradzę, że mimo wszystko jestem wzrokowcem), ale dopiero po przeczytaniu opisu i zapoznaniu się z obecnymi w rozgrywce mechanikami zdecydowałem się, że totalnie chcę w ten tytuł zagrać.

Liczba graczy: 1-4
Czas rozgrywki: ok. 30 minut
Główne mechaniki: tile placement, pattern building, hand management, set collection
Stopień skomplikowania: 🎲🎲 (w pięciostopniowej skali)

Ułożyć najlepszy wzór. GRAmy!

Zwykle o tym nie wspominam, ale tutaj warto zwrócić uwagę na jakość komponentów w pudełku. Same kafle nie tylko są piękne, ale również wytrzymałe i bardzo dobrze leżą w ręce. Ich liczba nie zmienia się zależnie od liczby graczy, ale na początku rozgrywki na środku układamy dwa kafle grając w parze, a trzy grając w trójce. W instrukcji przewidziano również wariant dla czterech osób, o którym wspomnę później.
 
Podczas rozgrywki na ręce mamy 2 kafle, a w swojej turze jeden wykładamy na planszę. Na każdym kaflu znajduje się jeden z czterech gatunków ptaków i jeden z gatunków kwiatów, które punktują w różny sposób. W grze biorą udział również 4 kafelki karpi koi, które służą jako jokery.
Punkty zdobywamy w trakcie rozgrywki i po niej – podczas gry punktują nam ptaki. Otrzymujemy punkty za sąsiadującą grupę ptaków jednego gatunku (kafelki muszą do siebie przylegać). Drugie punktowanie odbywa się po zakończeniu rozgrywki, czyli w momencie, gdy cała plansza jest zapełniona. To właśnie punktacja kwiatów sprawia, że Seikatsu może być nazwane grą perspektyw. Grając w parze lub w trio, każdy z nas wybiera sobie jedną pagodę. Na koniec gry patrzymy na rzędy kafli z perspektywy swojej pagody i punktujemy za liczbę identycznych kwiatów. Oczywiście, im jest ich więcej, tym więcej punktów otrzymamy.

Nie spodziewałem się, że rozgrywka w Seikatsu zauroczy mnie do tego stopnia. Już po pierwszej partii coś kliknęło i chciałem grać więcej i więcej. Rozgrywka ma bardzo proste i intuicyjne zasady, dlatego jest to świetny tytuł do wprowadzania nowych graczy, bowiem osoby z analitycznym umysłem w mig załapią o co chodzi, a wtedy wygrana nie będzie już tak oczywista. Nie znaczy to jednak, że i osoby grające nie znajdą tu niczego dla siebie. Tak jak wspomniałem wcześniej, Seikatsu ma stosunkowo niski stopień skomplikowania, ale grając w parze czy w trójce będziemy musieli podjąć decyzję czy dogodzić sobie, czy też przeszkodzić w tworzeniu wzoru jednemu ze współgraczy. Często najlepsza opcja wcale nie jest taka oczywista, bo można zdobyć więcej punktów natychmiastowo, ale w ostatecznym rozrachunku mieć ich mniej lub próbować wygrać rozgrywkę przez punktowanie końcowe.

A jak w parze?

Rozgrywki w parze są przyjemne, ale moim zdaniem tytuł ten zdecydowanie lepiej wypada podczas rozgrywek w 3 osoby. Wtedy rywalizacja jest znacznie większa i każdy stara się „przeciągnąć linę” na swoją stronę. We dwójkę oczywiście wciąż ze sobą rywalizujemy, ale plansza w takim wariancie nie zmienia swoich rozmiarów i zdobycie paru punktów jest zdecydowanie łatwiejsze.

Jeśli chodzi o rozgrywkę we wspomnianym wariancie czteroosobowym, to rozgrywka jest drużynowa i gramy w dwóch parach. W sumie wariant ciekawy – gramy kooperacyjnie i dokładamy z ręki kafelki, jak w rozgrywce standardowej. Różnica jest taka, że dwaj gracze grają z perspektywy jednej pagody – w tej rozgrywce udział biorą różowa i niebieska. Podczas rozgrywki można, ale nie trzeba pokazywać swojej parze kafelków jakie mamy na ręku i my tego nie robiliśmy. Komunikacja właściwie nie jest konieczna, bo widząc co zagrywa nasz współgracz jesteśmy w stanie podjąć decyzję co zrobić dalej samodzielnie.

Sam twist z podwójną punktacją totalnie robi dla mnie robotę i chociaż nie jest to specjalna nowość to podwójna punktacja w połączeniu z perspektywą jest czymś co mnie zachwyciło.
 
Bardzo podoba mi się to, że podczas rozgrywki występuje dużo interakcji między graczami – w przypadku dużych euro zwykle jest to dla mnie wadą (mimo że są wyjątki), ale tutaj jest to zdecydowanie plusem. Mając wspólnie planszę możemy aktywnie wpływać na działania naszych przeciwników i im przeszkadzać lub uniemożliwiać zdobywanie większych wyników. Wydawać się może że Seikatsu będzie grą wredną, ale wcale tak nie jest – rozgrywka jest wręcz relaksująca i spokojna. W końcu samo koi jest symbolem szczęścia, a Karpie Koi są oznaką odwagi, dobrobytu i wytrwałości.
 
Mimo że ostatnio zdecydowanie jesteśmy w czasach dobrobytu jeśli chodzi o pięknie wydane gry logiczne, takie jak Azul i Sagrada, to uważam że i dla Seikatsu się znajdzie miejsce. Rozgrywka zajmuje podobny czas i również tutaj pojawia się chęć następnej partii. Jeśli w przyszłości będę miał wybrać rozgrywkę na dwie osoby z tych gier to prawdopodobnie stanie na Azulu, ale jeśli będą to 3 to Seikatsu ma niezwyciężoną pozycję. Sagrada chwilowo odpoczywa na półce, ale wciąż ma tytuł najczęściej ogrywanego tytułu 2017 roku – póki co czekam na dodatek.
Seikatsu to świetny tytuł, któremu zdecydowanie należy dać szansę. Rozgrywka jest lekka, a jej zasady nie są skomplikowane, ale mimo to zarówno początkujący jak i bardziej zaawansowani gracze znajdą tu coś dla siebie. Po rozgrywce często pojawia się chęć jeszcze jednej partii, a sama gra niesie pozytywne i relaksujące uczucie. Partie dwuosobowe są niezłe, ale Seikatsu zdecydowanie rozwija skrzydła w rozgrywce na 3 graczy, gdzie musimy brać pod uwagę wszystkie 3 dostępne perspektywy.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!