Recenzje

Bitwa na śmierć i życie. GRAmy w Smash up!

Niby nic nie mam do karcianek w których głównie pojedynkujemy się z naszymi przeciwnikami, ale przyznam szczerze, że również nigdy nie byłem ich wielkim fanem.
 
Star czy Hero Realms są bardzo dobrymi tytułami, ale mimo to nie czuję wielkiej chęci by do nich wracać. Jeśli miałbym wybrać między tymi dwoma tytułami, to Hero Realms jest moim zdaniem zdecydowanie ciekawsze, głównie ze względu na oprawę. Na horyzoncie czai się również Keyforge, ponieważ razem z Planszowy Pamiętnik postanowiliśmy spróbować swoich sił – w końcu wierzymy, że każda gra zasługuje na chociaż jedną szansę, a tu mamy nadzieję, że partii będzie więcej.
 
Na Smash Up od wydawnictwa Bard natykałem się już od pewnego czasu, ale za każdym razem odpychałem myśli o tym tytule, stwierdzając że nie jest dla mnie. W końcu stwierdziłem – dlaczego nie? Najwyżej mi się nie spodoba. I bardzo dużo przemawiało za tym, że rzeczywiście tak będzie. Jeśli uważnie mnie śledziliście na początku roku to pewnie pamiętacie moją opinię o tej grze – wtedy była dość zwięzła, ale teraz chciałbym Wam opowiedzieć o niej trochę więcej.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: około 20 minut
Główne mechaniki: area influence, hand management
Stopień skomplikowania zasad (w pięciostopniowej skali): 🎲

Zniszczyć przeciwnika. GRAmy!

Na początku rozgrywki każdy z graczy wybiera po dwie frakcje, które tworzą talię gracza, składająca się z 40 kart. Wśród nich znajdują się akcje i sługusi, których zagrywa się na konkretne bazy, by je zdobywać.

W pudełku z podstawką znajduje się 8 frakcji oraz 16 baz, natomiast w pudełku z rozszerzeniem Awesome 9000 znajdziemy 4 frakcje, 8 baz oraz znaczniki punktów, czyli coś, czego bardzo brakowało mi w samej podstawce. Rozszerzenie może również służyć jako podstawka do rozgrywek dwuosobowych, ale w takim wypadku nasze możliwości są ograniczone, ponieważ zawsze będziemy wybierać spośród 4 frakcji.

Podczas swojej tury można zagrać jednego sługusa z ręki i jedną akcję – niektóre pozwalają na zagranie ich większej liczby, ale należy każdorazowo kierować się tym, co jest napisane na kartach.
 
Na początku rozgrywki losuje się z liczbę baz w liczbie graczy powiększonej o 1. Gracze podczas swoich tur zagrywają na bazy sługusów. Bazę uznaje się zdobytą w momencie, gdy łączna moc sługusów jest równa lub większa od mocy bazy. W takim wypadku, rozpatruje się jej umiejętność, a gracz, który miał przewagę, otrzymuje liczbę punktów określoną na danej bazie.
Jeśli na koniec swojej tury jeden graczy ma 15 punktów, rozgrywka się kończy, a ta osoba, która ma ich najwięcej, wygrywa. Jeśli wystąpił remis, możecie grać dalej, do momentu, gdy zostanie wybrany ostateczny zwycięzca.
Sama rozgrywka w Smasha nie jest zaskakująca, bo jest tym, czego się można spodziewać, czyli prostą karcianką naładowaną interakcją z przeciwnikami.
 
Oczywiście, nie sposób uniknąć podczas rozgrywki pewnej losowości, która jest głównie związana z dociąganiem kart na rękę, ale zwykle jest na tyle nieszkodliwa, że zawsze jesteśmy w stanie coś zagrać. Poza tym, w każdej turze dociągamy dwie karty, a maksymalnie możemy mieć ich dziesięć, więc jest z czego wybierać.
 
Tym, co bardzo mi się podoba w Smash up jest możliwość testowania połączeń różnych frakcji. W wersji podstawowej mamy ich 8, w dodatku 4, więc łącznie mamy 12 frakcji, co oznacza, że teoretycznie mamy spokojnie ponad sto różnych kombinacji. Praktycznie jest ich trochę mniej, ponieważ niektóre frakcje są do siebie nieco podobne, ale wciąż sprawia mi to dziką frajdę. Naturalnie niektóre połączenia są korzystniejsze niż inne, czego się nie da uniknąć, bo niektóre umiejętności po prostu naturalnie się uzupełniają. Nie będę zdradzał jakie, ale zdecydowanie zachęcam Was do eksperymentowania.
 
Z pewnością minusem Smasha jest to, że mimo że posiada bardzo łatwe i intuicyjne zasady, to rozgrywka może się przeciągać z graczami, którzy lubią się dłużej zastanowić lub mają problem z decyzyjnością. Taka sytuacja może nie tylko odebrać wiele pozytywnych uczuć z rozgrywki, ale też odbiera to, co jest w moim odczuciu esencją tej gry – szybkie i emocjonujące tury. W takim wypadku zdecydowanie polecam po prostu obniżyć wymaganą do zwycięstwa liczbę punktów.

A jak w parze?

Dla mnie, Smash Up to tytuł dwuosobowy. Przy dwóch osobach w rozgrywce wszystko przebiega bardzo sprawnie i ma się wrażenie pewnego pojedynku ze swoim współgraczem. Mimo że nie zawsze zagrywamy karty przeciwko sobie (ale również i takie znajdziemy w niektórych taliach), to jednak clou całej rozgrywki polega na konkurowaniu ze sobą o wpływy na poszczególnych bazach. Ważne są też umiejętności na nich – często mając do wyboru 3 bazy, jedna z nich będzie oferowała znacznie korzystniejsze wydarzenie, niż pozostałe.
 
Przy rozgrywce na więcej osób nie tylko nie jesteśmy w stanie zaplanować kolejnych ruchów ze względu na zbyt częste zmiany, ale wszystko staje się bardziej chaotyczne, co mi po prostu nie do końca odpowiada. Z tego powodu zdecydowanie wolę bardziej kontrolowalny wariant dwuosobowy.
Tak czy inaczej, zdecydowanie polecam tę karciankę, ale w formie pojedynku, a nie potyczek w większym gronie. Cena nie jest wygórowana, a wydawnictwo planuje rozwijać ten tytuł, dlatego jeszcze w tym roku doczekamy kolejnego dodatku, o czym na pewno będę pisał. Nie sięgajcie po nią, jeśli nie przepadacie za negatywną interakcją i ciężko Wam przychodzi znoszenie losowości, ale w innym wypadku dajcie jej szansę. Możecie tak jak ja pozytywnie się zaskoczyć.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!