Recenzje

Sonar – recenzja

Jeśli obserwujecie mój profil, to wiecie, że zwykle grywam w 2 lub 3 osoby. 4 i więcej graczy przy jednym stole to już rzadkość. I choć od pewnego czasu byłem ciekaw „dużego” Sonara, to właśnie ze względu na wymaganą liczbę graczy, nigdy w niego nie zagrałem. Gdy zatem w zeszłym roku Foxy zapowiedziały wydanie Sonara Family (polską nazwę skrócono), bardzo się ucieszyłem. Obecnie mam przyjemność obejmować tę grę patronatem, jeśli jesteście więc ciekawi, co oferuje rozgrywka zapraszam do lektury. Oczywiście ze względu na patronat tekst ma bardziej charakter poglądowy.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: ok. 30-45 min
Główne mechaniki: role playing, grid movement, deduction
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲

Sonar – krótki opis zasad

Podczas rozgrywki gracze dzielą się na dwie drużyny. W każdej znajduje się kapitan, którego zadaniem jest sterowanie okrętem oraz radiooperator śledzący ruchy przeciwnika. Grając we dwie osoby, jeden gracz pełni obie te role. Zespoły otrzymują po dwie identyczne mapy i zmazywalny flamaster, a następnie zasiadają po przeciwnych stronach załączonej do gry zasłonki. 

Niezależnie od tego, czy w kapitana i radiooperatora wcielają dwie osoby, czy jedna, rozgrywka przebiega identycznie. Po ustaleniu pozycji startowych kapitanowie naprzemiennie decydują o działaniach swoich okrętów. W tym samym czasie radiooperatorzy rysują ruchy obu łodzi podwodnych. Trasę swojej bezpośrednio na mapie, a wrogiej na przezroczystej płytce, którą nanosi na drugą mapę. Nie znając pozycji początkowej przeciwnika radiooperator stara się uwzględniając przeszkody na planszy tak przesuwać płytkę, aby ustalić położenie przeciwnika. Gdy uda mu się to zrobić, kapitan może zadecydować się na wystrzelenie pocisku we wskazane miejsce.

Zasłonka, która oddziela obszary graczy - z jednej strony zielona, a z drugiej niebieska
Zasłonka, która oddziela obszary graczy – z jednej strony zielona, a z drugiej niebieska

W swojej turze kapitan ma do dyspozycji jedną z pięciu akcji:

  1. a) nawigacja – okręt porusza się w linii prostej, a kapitan zdradza przeciwnikowi kierunek, np. „lewo” lub „dół”. Nasza trasa nie może się krzyżować z wcześniejszymi ruchami. Akcja ta gromadzi również energię, która wykorzystywana jest do pozostałych działań;
  2. b) sonar – przeciwnik ujawnia w jakim rzędzie lub kolumnie znajduje się jego okręt;
  3. c) cisza – okręt porusza się zgodnie ze standardowymi zasadami, jednak nie informujemy przeciwnika w którą stronę;
  4. d) torpeda – wystrzeliwuje pocisk na wskazane przez nas pole. Oba okręty muszą znajdować się w tym samym sektorze (mapa podzielona jest na 4 sektory);
  5. e) wynurzenie – pozwala wymazać z mapy dotychczasową trasę, jednak zmuszeni jesteśmy do podania rywalowi dokładnej pozycji naszego okrętu;

Rozgrywka trwa do momentu aż jeden z okrętów zostanie trafiony dwa razy. Gdy tak się stanie, automatycznie przegrywa rozgrywkę.


Sonar – krótka recenzja

Po partiach, które grałem stwierdzam, że porównywanie Sonara do gry w statki jest trochę krzywdzące. Oczywiście, w wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że obie te mają podobne elementy, ale Sonar oferuje graczom o wiele więcej. Samo poruszanie się okrętem po mapie przypomina mi trochę… kultowego Snake’a. Jeśli pamiętacie pierwsze telefony komórkowe, to na pewno kojarzycie tę grę. Ja godzinami próbowałem zdobywać coraz lepsze wyniki.

Cztery różne planszetki, które można wykorzystywać podczas rozgrywki
Cztery różne planszetki, które można wykorzystywać podczas rozgrywki

Plusy i minusy

Sonar ma naprawdę bardzo proste zasady. Dzięki temu jest to gra w którą z powodzeniem zagracie nawet z młodszymi. Na dodatek instrukcja to tylko kilka stron, a dużą jej część stanowią ilustracje. To wszystko sprawią, że łatwo ją wytłumaczyć, a do rozgrywki usiądziecie dosłownie w pięć minut nawet z osobami, które nie grają w planszówki.

W pudełku z grą znajdziemy 4 mapy. Wydaje się, że to niewiele, jednak każda z nich wprowadza drobne zmiany. Dzięki temu poszczególne partie nie są identyczne.

Przykładowy wygląd planszetki gracza (pod spodem) oraz planszy radiooperatora (na wierzchu), którzy rysują te same trasy
Przykładowy wygląd planszetki gracza (pod spodem) oraz planszy radiooperatora (na wierzchu), którzy rysują te same trasy

Podoba mi się również warstwa graficzna. Mapy nie posiadają wielu szczegółów, jednak zarówno one jak i zasłonka, którą oddzielamy się od przeciwników mają nieco kreskówkowy przyjemny dla oka styl.

Gra wymusza na nas prowadzenie łodzi tak, aby przeciwnik zawsze miał wątpliwości odnośnie naszego położenia. Jednocześnie sami staramy się go zlokalizować i dyskretnie podpłynąć do tego samego sektora. Jednym nieprzemyślanym ruchem można łatwo zdradzić swoje położenie, dzięki czemu Sonar oferuje niezłą dawkę emocji. Gdy przeciwnik odkryje naszą pozycję, trzeba się nieźle nakombinować, aby zmylić trop i uciec pociskom wroga.


A jak w parze?

Pomimo obowiązywania tych samych reguł, rozgrywki w różnym składzie zapewniają zupełnie inne wrażenia.

Grając we dwie osoby mamy pełną decyzyjność w kwestii nie tylko poruszania się po mapie, ale również odkrywania poczynań naszego przeciwnika. Jest tu więcej miejsca na strategię i skupienie.

Gdy do Sonara zasiadają cztery osoby staje się on bardziej grą imprezową. Wygranie za wszelką cenę zdaje się ustępować wspólnemu kombinowaniu i próbie komunikowania się mając przed sobą drużynę przeciwną. W tym wariancie liczy się zgranie, a działania członków drużyn powinny się wzajemnie uzupełniać. Mi osobiście się on nie bardzo podobał, a granie jedynie pojedynczą rolą nie dawało mi takiej frajdy, jaką miałem z grania w parze. Gra oferuję również rozgrywkę w wariancie real-time, która jest również bardziej wymagająca dla graczy – potrzeba tu silnej koncentracji by nie stracić orientacji w ruchach przeciwnika.

Pudełko do gry Sonar z markerem, którego używa się podczas rozgrywki

Podsumowanie

Sonar to sprytny tytuł w którym kierując okrętem staramy się wydedukować pozycję przeciwnika i zestrzelić jego łódź podwodną. Dostępne mapy oferują różne typy terenu, które rządzą się swoimi prawami. Dla mnie to pozycja do niezobowiązującego zagrania w tygodniu lub w większym składzie. Ze względu na prostotę i przejrzystość zasad świetnie sprawdza się także w gronie osób niegrających lub rodzinie z dziećmi. To również doskonały pomysł na prezent.

Plusy:
emocjonująca, choć nieskomplikowana rozgrywka
– nieskomplikowane zasady, które łatwo wytłumaczyć
– różne mapy, dzięki czemu kolejne rozgrywki nie są identyczne
– przyjemna dla oka szata graficzna

Minusy:
– słaby pancerz okrętu, przez co pierwsze trafienie bywa decydujące

Czy gra zostaje w kolekcji? Tak – oprócz tego, że trafia na półkę patronacką, na pewno wróci na stół pomiędzy cięższymi tytułami.