Recenzje

Zostałem Twórcą Galaktyki. GRAmy w Stellium!

Wiecie, że gry logiczne mają specjalne miejsce w moim sercu – wspominałem o tym wiele razy i podkreślam to, gdy tylko nadarzy się okazja. Jako, że jestem eurograczem i do przyjemnej rozgrywki nie potrzebuję gier ociekających klimatem, nie przeszkadza mi totalnie abstrakcyjna rozgrywka, w której autorzy nie starają się nawet doklejać jakiegoś tematu.

Ilość graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 20-25 minut
Główne mechaniki: plansza modularna (modular board), budowanie wzorów (pattern building)
Stopień skomplikowania (w pięciostopniowej skali): 🎲🎲
Pierwszy raz miałem okazję zagrać w Stellium na stoisku Cube Factory of Ideas podczas tegorocznego Pyrkonu. Przyznam się, że wcześniej o tej grze właściwie nie słyszałem, a po szybkim researchu okazało się, że to gra abstrakcyjna, której premiera jakoś mi umknęła. Jak się domyślacie, nie mogłem przepuścić takiej okazji i razem z Sydonią z Planszowego Pamiętnika czym prędzej zasiedliśmy do rozgrywki. Gra spodobała mi się na tyle, że niecałą godzinę później (graliśmy jeszcze w Century: Nowy Świat, którego premiera już niebawem) trzymałem w rękach swój własny egzemplarz.
 
Rozgrywka Stellium trwa szereg identycznie przebiegających rund. Koniec gry wyzwalany jest w momencie, gdy jeden z graczy osiągnie wymagany próg punktowy – podczas pierwszej rozgrywki zalecane jest 15 punktów, później wartość tę możemy dowolnie modyfikować. Tym sposobem możemy bardzo łatwo dopasować długość rozgrywki do swoich potrzeb.
 
Plansza główna składa się z okręgów, zwanych galaktykami oraz znajdujących się między nimi czarnych dziur. Na początku rozgrywki zapełniamy każdą galaktykę ciałami niebieskimi – po jednym z każdego rodzaju, w specjalnie oznaczonych miejscach.
Podczas swojej tury losujemy z woreczka jedną z 4 rodzajów kulek, dokładamy ją do planszy głównej, po czym wykonujemy akcję z nią związaną. Jeśli po umieszczeniu kulki i wykonaniu akcji, na planszy powstał układ ciał niebieskich przedstawiony na jednej z naszych kart celów, możemy tę kartę wyłożyć i zdobyć odpowiednią ilość punktów (opisaną w rogu karty celu). Niekiedy otrzymujemy ściśle określoną liczbę punktów, innym razem ich liczba zależy od stopnia, w jakim zrealizowaliśmy dany cel. Na koniec swojej tury dobieramy nową kartę celu, pamiętając przy tym, że maksymalnie możemy mieć na ręku 4 takie karty.

W woreczku znajdują się kulki w 4 rodzajach, odpowiadających różnym ciałom niebieskim – warto zaznaczyć, że każda z nich posiada inną fakturę:

  1. planety, które pozwalają na zamianę miejscami dwóch INNYCH ciał niebieskich (nie możemy zmienić położenia właśnie dołożonej planety)
  2. supernowe wyrzucające najbliższe ciało niebieskie do czarnej dziury (czyli miejsca pomiędzy galaktykami)
  3. gwiazdy pozwalające na obrót galaktyki, w której ją umieszczamy (jednak nie o 360 stopni)
  4. komety, dzięki którym możemy przesunąć jedno ciało niebieskie (lub cały ich rząd), a samą kometę umieścić w pierwszym przesuniętym miejscu

Warto w tym miejscu wspomnieć o przyjemnym elemencie, jakim jest różnica w fakturze poszczególnych ciał niebieskich. Nawet mimo kilku rozegranych partii, podczas losowania z worka nie zawsze jestem w stanie je odróżnić. Być może nie jest to nic szalenie innowacyjnego, ale to taki przyjemny twist w grze logicznej, zwłaszcza, że sami autorzy podpowiadają, iż sprawne wyczucie wyciąganych przez nas kulek może stanowić element strategii.

Tak prezentują się w skrócie zasady Stellium – jeśli chcecie obejrzeć pełną rozgrywkę, polecam poniższy filmik od zaprzyjaźnionych Planszą Po Kostkach:
Trzon rozgrywki w Stellium sprowadza się do realizacji kart celów. A te są dość różnorodne. W talii znajdują się takie, które zrealizujemy bardzo szybko, jak i te, których realizacja może początkowo wydawać się wręcz niemożliwa (szczególnie przy rozgrywce na więcej niż dwóch graczy). Oczywiście, łatwiejsze w realizacji cele przynoszą mniej punktów, w porównaniu z tymi, które wymagają od nas stworzenia bardziej skomplikowanych układów. Mam jednak wrażenie, że szybsze ułożenie ich większej liczby może być korzystniejsze, od czasochłonnego formowania mniejszej ilości skomplikowanych konfiguracji. A musimy pamiętać, że przeciwnik realizujący własne cele, może bardzo łatwo (nawet nieświadomie) pokrzyżować nam plany, wyzwalając akcje dokładanych przez siebie ciał niebieskich.
 
Wypraska w pudełku to potencjał, który został trochę zmarnowany. Zwykle nie wspominam o tego typu mankamentach, ale w tym przypadku uznałem, że należy o nim wspomnieć. Otwierając pudełko ze Stellium, naszym oczom ukazuje się wypraska z miejscami wydzielonymi na wszystkie elementy, co w założeniu powinno znacznie ułatwić ich przygotowanie do rozgrywki, oraz porządkowanie po jej zakończeniu. Niestety to tyle, jeśli chodzi o teorię. W rzeczywistości galaktyki nie mieszczą się do przewidzianych dla nich miejsc, przez co trzeba je tam… wciskać. Pomóc tu może sławny sugerowany przez niektórych sposób z suszarką, ale szczerze powiedziawszy, to nie wiem czy chciałbym ryzykować zniszczeniem całości.

A jak w parze?

Ze względu na charakter rozgrywki, nie zdziwi Was pewnie, że moim zdaniem gra najlepiej działa na dwie osoby. Właśnie w takiej konfiguracji najbardziej kontrolujemy planszę i mamy szansę na ułożenie również tych nieco bardziej skomplikowanych wzorów, co w konsekwencji pozwala na zdobycie większej liczby punktów. Podczas gry na 3 osoby sytuacja zmienia się zdecydowanie bardziej dynamicznie, kontrola jest mniejsza, a co za tym idzie, trudniej jest planować ruchy z wyprzedzeniem. W takiej partii najlepiej skupić się na sytuacji bieżącej i starać się po prostu do niej dopasować. Przyznam się szczerze, że do partii na 4 osoby nie usiadłem, ale tylko dlatego, że nie chciałem sobie psuć pozytywnych wrażeń z rozgrywki – jestem pewny, że ta gra po prostu w tym składzie by nie działała.
 
Podsumowując – Stellium nie jest najlepszym tytułem w swojej kategorii, ale mimo to uważam, że warto dać tej grze szansę. Rozwiązanie z różną fakturą ciał niebieskich jest ciekawe i zdecydowanie jest to coś nowego i świeżego w grach logicznych. Rozgrywka dobrze działa w mniejszym gronie i jest to kolejna pozycja, do której z powodzeniem mogą zasiąść gracze z różnych pokoleń. Tytuł, który przy większej promocji mógłby właściwie spokojnie stać obok Sagrady czy nowego Azula, a na mojej półce zdecydowanie sprawdzi się jako gra do której będę od czasu do czasu wracał, podobnie jak i do dwóch wymienionych wcześniej.
 


Amelia z kanału Planszą po kostkach twierdzi:

Mnie się Stellium, przyznaję, bardzo podoba. Uważam, że szkoda, że o tej grze jest tak cicho i że można o niej znaleźć mało informacji. Lubię prostotę tej gry. Zasady są naprawdę nieskomplikowane – bierzesz kulkę, dokładasz kulkę i zgodnie z jej kolorem wykonujesz dodatkową umiejętność. To wszystko nie jest jednak tak łatwe, bo trzeba dobrze pomyśleć i wyobrazić sobie te układy, żeby w ogóle do nich dążyć. I to mi się bardzo podoba! Rzeczywiście jest to taki tytuł w typie, który albo się lubi, albo nie. Jeśli ktoś szuka gry, nad którą trochę trzeba pomyśleć, ale zasady są proste, to Stellium powinno pasować. Plusem jest to, że w ten tytuł można zagrać z każdym, bo wiek nie gra tutaj żadnej roli.
Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!