Recenzje

Zostałem superbohaterem. Strażnicy – recenzja

„Watchmen” to marka, która od samego początku radzi sobie dobrze na rynku. Zapoczątkowany w 1986 przez Alana Moora cykl powieści graficznych wydawany jest do dziś. W roku 2009 Strażnicy doczekali się świetnego filmu (gdy Zack Snyder wiedział jeszcze jak robić filmy sygnowane DC Comics), a w tym samym roku dość przeciętnej gry. Obecnie śledzić możemy bardzo ciepło przyjęty serial dziejący się w tym uniwersum. I choć w świadomości popkulturowej Strażnicy ustępują popularnością wielu innym postaciom ze stajni DC, to bez wątpienia również zasługują na uwagę.

Rzadko kiedy dodatki do gier doczekują się u mnie osobnych wpisów. Szczególnie gdy są tak niewielkich rozmiarów jak ten do Pojedynku Superbohaterów. Jego nieduża zawartość może jednak zmylić, gdyż wbrew pozorom wprowadzone zmiany całkowicie zmieniają rozgrywkę. Czy na lepsze? Niestety nie.

Ilość graczy: 2-5
Czas rozgrywki: ok. 60 min
Główne mechaniki: secret identities, deckbuilding
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 🎲

DC Strażnicy – opis zasad

Po zasady odnoszące się do podstawki zapraszam tutaj (klik!). Dodatek Strażnicy wprowadza szereg nowych rozwiązań i całkowicie odmienny tryb rozgrywki. Już na etapie przygotowań oprócz karty z superbohaterem (losujemy te ze Strażników), każdy gracz otrzymuje również kartę tożsamości. W trakcie rozgrywki będziemy wcielać się w osobę lojalną lub spiskowca. Gracze lojalni skupią się na zrealizowaniu 3 wyzwań o rosnącym stopniu trudności. Zadaniem buntownika jest przeszkadzanie w taki sposób, by talia wyczerpała się nim to nastąpi.

Przez cały czas trwania rozgrywki na stole odkryte jest jedno z trzech wyzwań. By je zrealizować i przejść do kolejnego, a tym samym przybliżyć lojalnych graczy do zwycięstwa, musimy do niego dołożyć karty wskazanego typu. Niekiedy są to przydatne karty takie jak bohaterowie czy ekwipunki ale zdarzają się wyzwania wymagające odrzucenia słabości. Każde z wyzwań posiada również efekt działający podczas jego zwalczania. Przykładowo „zamieszki” zmuszają nas podczas każdej tury do wydawania 2 punktów mocy, innym razem nie możemy korzystać z umiejętności naszych superbohaterów.

Intrygant może również przeszkodzić lojalistom stosując nieczyste machinacje. Po zagraniu w jednej turze określonych kart, dokłada graczom lojalnym dodatkowe wyzwanie do wykonania. Gdy dobrniemy do momentu ujawnienia ról, odblokujemy korzystanie z dodatkowych umiejętności na niektórych kartach, pozwalających nawet na usunięcie przeciwnika z gry.

DC Strażnicy – krótka recenzja

Przyznam szczerze, że totalnie nie podoba mi się ten dodatek. Po przeczytaniu krótkiej instrukcji ciekawe wydawało się, jak kilka zasad potrafi całkowicie odmienić sposób gry. I owszem, przez kilka pierwszych tur grało się przyjemnie. Z każdą kolejną było niestety coraz gorzej, a rozgrywka ciągnęła się w nieskończoność.

O ile same założenie ukrytych tożsamości jest dobre, to całość którą je obudowano wypada trochę gorzej. W pewnym momencie uświadomimy sobie, że ukrywanie swojej tożsamości nie ma najmniejszego wpływu na rozgrywkę. W pierwszych ruchach, gdy budujemy swoją talię i zaczynamy dokładać do wyzwania pierwsze karty gra potrafi zaintrygować. Obserwujemy poczynania innych graczy próbując wydedukować, kto jest spiskowcem. Sama instrukcja podpowiada nawet, że może on dokładać karty do wyzwań aby maskować swoją tożsamość. Jednak już po kilku turach widzimy, kto próbuje zakończyć wyzwanie dokładając najmocniejsze karty, a kto tego unika. Co więcej nawet gdy domyślamy się kto spiskuje, to zagrywając karty ataku mają one niekorzystne działanie również na naszych sojuszników. Dopiero w momencie, w którym „oficjalnie” wyjawiamy swoją tożsamość, nasze ataki pominą lojalnych graczy.

Tym samym dochodzę do najsłabszego moim zdaniem elementu Strażników, czyli nieczystych machinacji. Aby gracz spiskujący ujawnił się przed pozostałymi, musi w jednej turze zagrać kilka kart o określonym koszcie/typie. Wymaga to od nas posiadania w swojej talii bardzo konkretnych kart, co więcej wszystkie one muszą wylądować na naszej ręce jednocześnie. Jedną z partii rozegrałem skupiając się wyłącznie na próbie spełnienia tego warunku. Nawet mając w talii wszystkie karty wymienione w nieczystych machinacjach oraz całą masę pozwalających mi dobierać kolejne, nie udało mi się tego dokonać. Zdarzało się, że w swojej turze miałem na ręce kilkanaście kart, zawsze jednak brakowało mi tej jednej. Bywa to frustrujące i ciężko nie odnieść wrażenia, że Strażnicy to dodatek, w którym liczy się głównie szczęście, a większość zdolności kart zepchnięta jest na margines.

We wszystkich rozgrywkach gra kończyła się przez wyczerpanie się talii. I biorąc pod uwagę jej liczebność po dodaniu kart z dodatku, nie jest niczym dziwnym, że sama gra się dłuży. Do dyspozycji obu stron zostają oddane karty, które wprowadzają zdolności mające pomóc w realizacji celów. Mam jednak wrażenie, że większość z nich sprzyja intrygantom, którzy mogą w swojej turze kilkukrotnie wyczyścić cały rynek, co drastycznie zmniejsza ilość kart w talii.

A jak w parze?

Rozgrywka w parze jest… specyficzna. To pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl. Próba rozegrania mechaniki przeznaczonej dla większej ilości graczy w dwie osoby sprowadza się do tego, że losujemy jedną z trzech kart tożsamości. Może się zatem okazać, że obaj gracze są lojalni. W takim wypadku oczywiście łatwiej o spełnienie wyzwań, ale zatracony przy tym zostaje klimat współzawodnictwa. Szybko okazuje się, że cała gra polega na naprzemiennym odkrywaniu swojej ręki i sprawdzeniu, czy może tym razem któremuś z graczy trafiła się karta spełniająca warunek wyzwania. Z kolei gdy jeden z graczy jest lojalny, a drugi stara się przeszkadzać, realizacja celów jest niemalże niemożliwa przed wyczerpaniem się talii.  I niestety tutaj znowu pojawia się uczucie frustracji, gdyż jako lojalny gracz polujemy na konkretne karty, które musimy jeszcze kupić z rynku, a następnie trafić na rękę. Przyglądamy się przy tym, jak spiskowiec jedną kartą może wyczyścić praktycznie cały rynek lub kupować nawet niepotrzebne mu karty tylko po to, aby uszczuplić talię.

Podsumowanie

O ile samą podstawkę Pojedynku Superbohaterów bardzo polecam, to przed zakupem dodatku radzę go przetestować. Nie jest to duży koszt, ale w moim przypadku to dodatek, który praktycznie nie będzie wykorzystywany. Choć nowi superbohaterowie dodają smaczku całej rozgrywce, to tryb z ukrytymi tożsamościami pozostawia wiele do życzenia. Do bazowej gry z pewnością będę wracał, jednak już bez Rorschacha i spółki. Mimo to, wciąż czekam na kolejne dodatki, gdyż uniwersum komiksowe to praktycznie nieskończony potencjał.

Czy gra zostaje w kolekcji? Tak – trzymam całość w pudełku od podstawki, ale Strażnicy raczej w nim pozostaną. Na ile to możliwe, Z dodatkowych kart będziemy korzystać w trybie podstawowym.

Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!