Recenzje

Stwory z Obory – recenzja

Od początku uważałem siebie bardziej za eurogracza, dlatego też do gier, przy których trzeba sporo główkować zawsze było mi po drodze. Lubię testować różne drogi do zwycięstwa, przerabiać zasoby i optymalizować swoją rozgrywkę, by z każdą kolejną partią osiągnąć coraz lepszy wynik. Tytuły takie jak Blackout, Great Western Trail, czy choćby Podwodne Miasta miały i będą mieć pierwszeństwo. Niestety prawda jest taka, że w tygodniu czasem ciężko sięgać po takie gry, a weekendy często mijają pod znakiem gier do recenzji. Tak więc siłą rzeczy kolekcja moich tytułów dostosowuje się do zmieniającego się trybu życia, a ja coraz częściej zerkam przychylnym okiem na mniejsze gry. Jeśli niewielki rozmiar idzie w parze z koniecznością lekkiego kombinowania, okazują się być one doskonałą odskocznią po wymagającym dniu w pracy. I takim też tytułem są Stwory z Obory od Muduko.

Ilość graczy: 2-5
Czas rozgrywki: ok. 30-40 min
Główne mechaniki: dice rolling, hand management, tableau building
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 🎲

Stwory z obory – krótki opis zasad

Przygotowanie gry jest błyskawiczne. Z dostępnej puli losujemy dwie karty postaci, po czym wybieramy jedną z nich. Każdy bohater posiada indywidualną umiejętność i siłę początkową. Niewybraną kartę kładziemy obok rewersem do góry. Pełni ona rolę mini planszetki na której oznaczymy nasze życie i punkty sławy. Przygotowanie obszaru gry jest równie szybkie, gdyż stanowią go jedynie trzy kolejno ułożone stosy kart  – Targowiska, Wioski i Gościńca. Po dobraniu na rękę czterech kart Wioski i stworzeniu rynku z trzech kart Targowiska jesteśmy gotowi do gry. 

Tura składa się z następujących po sobie akcji, zgodnych z układem stosów Targowiska, Wioski i Gościńca. Pierwszą jest opcjonalny zakup jednej z odkrytych kart Targowiska. Wśród nich znajdziemy sprzęt wzmacniający ataki przeciwko konkretnemu typowi potworów, czy eliksiry leczące zdrowie. Kolejnym krokiem jest dobranie karty z talii Wioski. Te karty tworzą naszą rękę, a są to choćby gadżety jednorazowo wzmacniające naszą siłę w starciu z potworem lub karty akcji mogące pokrzyżować plany przeciwnikom. Gdy uznamy, że potrzeba nam więcej kart, akcję tę możemy powtórzyć, a nasza tura kończy się. Jeśli w drugiej fazie dobraliśmy tylko jedną kartę, przechodzimy do trzonu rozgrywki – dobierania karty Gościńca.

Karty ekwipunku, wioski i potworów w grze Stwory z Obory, które razem tworzą ilustrację

Karty Gościńca

Niekiedy odkrywając karty z tego stosu trafimy na wydarzenie, którego efekt rozpatrujemy natychmiast, częściej jednak odsłonimy kartę potwora. Te występują w trzech typach: zielone (leśne), niebieskie (magiczne) i czerwone (plugawe). Każda bestia posiada liczbę obrażeń, jakie musimy zadać by zginęła oraz nagrodę, jaką otrzymamy za jej pokonanie. Po odkryciu potwora możemy zdecydować się na walkę z nim, lub jeśli nie czujemy się na siłach, wystawić zlecenie dla pozostałych graczy. Jeśli wybraliśmy konfrontację, to aby wygrać, nasza siła w kolorze potwora musi być równa lub wyższa od wartości na jego karcie. W tym celu sumujemy wartości posiadanego oręża oraz siłę naszego bohatera.

Dodatkowo możemy wzmocnić nasz atak zagrywając karty z ręki w odpowiednim kolorze (lub żółte i czarne „jokery”). Co ciekawe, każdy z naszych współgraczy może zagrać ze swojej ręki jedną zakrytą kartę, spośród których my wybieramy jedną. Ta karta wzmocni nie nas, a potwora, z którym lśymyw :ot ołsah aktualnie walczymy. Ostatnią składową naszego ataku jest wynik uzyskany z rzutu kością. Na kostce znajduje się też symbol błyskawicy, którego wyrzucenie niszczy dodaną do potwora kartę. Jeżeli potwora nie wzmocniono żadną kartą, błyskawica zapewnia nam natychmiastowe zwycięstwo w walce. Jeśli jesteśmy niezadowoleni z rzutu kością, raz na walkę możemy dodać do puli własny żeton sławy, aby rzucić raz jeszcze. Tutaj pozostali gracze znów mogą nam przeszkodzić, gdyż oni również mogą poświęcić własną sławę, aby zmusić nas do powtórzenia korzystnego rzutu. Jeśli uda nam się pokonać potwora, zgarniamy pulę. Gdy bestia okaże się silniejsza, tracimy punkt życia i kończymy turę z niczym. 

Jedna z kart w grze Stwory z Obory

Zlecenie na potwora

Gdy po odsłonięciu karty potwora stwierdzimy, że nie zdołamy go pokonać, możemy poinformować pozostałych graczy, że wystawiamy na niego zlecenie. Kładziemy wówczas kartę potwora na środku stołu i pytamy, czy ktoś inny podejmuje się walki. W tym momencie możemy dołożyć do potwora do trzech zakrytych kart. Mogą być one w kolorze potwora, co wzmocni jego siłę, lub też zupełnie inne mające na celu przestraszenie przeciwników i zniechęcenie do podjęcia zlecenia. Jeżeli żaden gracz nie zdecydował się walczyć, a jedną z dołożonych przez nas kart było „Przebranie”, potwór okazuje się być przebranym wieśniakiem, czyli tytułowym „Stworem z Obory”, a my zgarniamy całą pulę.

W ten sposób gra toczy się do momentu, aż któryś z graczy zdobędzie siódmy punkt sławy.

Stwory z obory – krótka recenzja

Przyznam szczerze, że początkowo nie byłem szczególnie zainteresowany Stworami z Obory. W okresie świątecznym widziałem tę grę w postach innych osób związanych ze środowiskiem planszówek. Pomyślałem wtedy, że gra ma ciekawą warstwę graficzną, ale wcześniejsze pozycje od Trefl Joker Line (poza Wirusem) nieszczególnie sprawdziły się na moim stole. 

I równie szczerze przyznaję, że się pomyliłem. Na samym początku przygody z planszówkami próbowałem grać w Munchkina, który jednak nie przypadł mi do gustu. Rozgrywka zwyczajnie mnie nudziła, a wylewająca się zewsząd negatywna interakcja zniechęciła do kolejnych partii. Wspominam o Munchkinie, ponieważ Stwory z Obory są z nim często porównywane. Rzeczywiście, w obu grach występuje negatywna interakcja i w obu walczy się z potworami, używając dodatkowych broni i akcesoriów. Jednak w mojej opinii z tego porównania to Stwory z Obory wychodzą zwycięsko.

Plusy i minusy

Tym, co pierwsze rzuca się w oczy są ciekawe ilustracje na kartach. Autor gry jest również grafikiem komputerowym, dzięki czemu mógł przenieść swoją wizję warstwy graficznej wprost na karty. Oprócz niebanalnego designu, nie zabraknie tu również nawiązań do kultury masowej, w szczególności bardzo popularnego ostatnio Wiedźmina. Doskonałym przykładem jest chociażby karta „Białogłowego”, który ma oczywiście symbolizować Geralta. 

I o ile ciekawa kreska jest niewątpliwie zaletą to tutaj, podobnie jak w Jungle Boogie, warstwa graficzna może być myląca i sugerować przyjemną grę rodzinną. Owszem, ilość zasad nie przytłacza, a rozgrywka skomplikowaniem nie przyprawia o ból głowy, ale nie w każdej rodzinie taka ilość negatywnej interakcji zostanie dobrze przyjęta. Główną częścią gry, poza walką z potworami, jest przeszkadzanie sobie nawzajem, podkładanie świń (dosłownie) czy po prostu zwiększanie mocy potwora. 

Warto też zwrócić uwagę na flavor text na kartach. Jeśli mnie czytacie to wiecie, że zwykle nie zwracam uwagi na takie detale, jednak w przypadku gry, która leży poza spektrum moich tradycyjnych „growych” upodobań, chciałem dokładnie się z nią zapoznać. Jak na grę imprezową przystało, znajdziemy tutaj humorystyczne teksty które w połączeniu z grafikami nie raz wywołają uśmiech. 

Muduk czyli symbol wydawnictwa Muduko w grze Stwory z Obory

W karcianych grach tego typu można spodziewać się olbrzymiej losowości, ale tutaj da się tą losowość okiełznać. Gdy zdecydujemy się na walkę, możemy dołożyć karty w danym kolorze, zwiększając naszą siłę bazową. Dzięki temu niekorzystny rzut kością boli trochę mniej. Mimo to, Stwory z Obory to karcianka w której turlamy kością – nie da się tej losowości pozbyć całkowicie. Nie rozpatruję tego w kategorii minusów, bo to gra, w której losowość z założenia ma stanowić duży element rozgrywki.

Podczas walki współgracze również mogą dokładać swoje karty celem pokrzyżowania naszych planów, ale jedna ze ścianek kości umożliwia pozbycie się jednej z takich kart. Jest to ciekawym rozwiązaniem i kilkukrotnie udało mi się uniknąć dzięki temu utraty życia czy punktów sławy. Warto również dodać, że karty specjalne, których możemy użyć na przykład by podkraść przeciwnikowi życie, czy przebrać się za potwora są przemyślane i nie burzą balansu rozgrywki. Ich ilość również nie dominuje nad pozostałymi kartami.

Przyjemnym akcentem jest również wplecenie do tak niewielkiej gry elementu rozwoju postaci. Nasza mini planszetka podzielona jest na trzy strefy w kolorach potworów. Każda z tych stref pomieści dwa żetony punktów sławy, a po jej zapełnieniu zwiększa siłę bazową bohatera w danym kolorze. Niby niewiele, ale dzięki temu zabiegowi gra nabiera tempa z każdą turą, a my walczymy z coraz silniejszymi potworami. 

Tym co jednak w Stworach z Obory mi się nie podoba jest jednostajny rynek. Jeśli żaden z graczy nie zdecyduje się na kupno odkrytego przedmiotu, rynek się nie zmienia. Brakuje mi tu możliwości kupna z zakrytej talii lub odrzucenia kart i wyciągnięcia nowych. Gdy na początku gry pojawią się bardzo drogie lub powtarzające się przedmioty, które nie są szczególnie potrzebne,  musimy czekać aż ktoś w końcu poświęci swoje miedziaki, które można przecież wydać na punkty sławy.

Postaci dostępne w grze Stwory z Obory

A jak w parze?

Gry tego typu zwykle nie działają najlepiej w parze. Dzieje się tak, gdyż większe grono osób oznacza szersze pole manewru dla akcji skierowanych na innych graczy. Dodatkowo podczas rozgrywek we dwoje wspomniany już problem z rynkiem jeszcze mocniej daje się we znaki. Jesteśmy też jedyną osobą, która może pokrzyżować plany przeciwnika, przez co rozgrywka nabiera charakteru bardziej pojedynkowego, niż towarzyskiego. 

Zdecydowanie lepiej gra wypada chociażby w 3 osoby. Dokładanie kart przeciwnikom podczas walki jest bardziej ekscytujące i nieprzewidywalne. Grając w parze przeciwnik nie mając wyjścia zawsze wybiera kartę, którą mu dołożymy. Podczas partii na 3 walczący z potworem wybiera spośród kilku zakrytych kart, czego efekt bywa często zaskoczeniem nie tylko dla niego. Sama rozgrywka przebiega dynamiczniej, a rynek zmienia się szybciej, dzięki czemu kolejne rundy są zróżnicowane. Sama mechanika wystawiania zleceń na potwory również rozwija skrzydła dopiero, gdy przy stole zasiada kilka osób.

Tak czy inaczej, da się grać w Stwory z Obory we dwoje i daje to radę.

Pudełko z gry Stwory z Obory

Podsumowanie

Stwory z Obory to lekka karcianka, która swoimi kreskówkowymi grafikami może sprawiać wrażenie gry rodzinnej. W istocie jest to tytuł, który nie przytłacza swoimi zasadami, choć jednocześnie nie brak tu negatywnej interakcji. Mimo początkowego braku zainteresowania tą grą, stwierdzam, że zdecydowanie zyskuje ona przy bliższym poznaniu. Jeśli lubicie Munchkina i gry pełne negatywnej interakcji lub szukacie nieskomplikowanej karcianki, której mechanika i zabawna formuła sprawdzą się na spotkaniu ze znajomymi, koniecznie dajcie Stworom z Obory szansę. 

Plusy:
– warstwa graficzna
– humorystyczny flavor na kartach
– walka z losowością dzięki dodawaniu kart do walki
– możliwość usuwania kart i anulowania rzutów przeciwnika
– przemyślane karty specjalne

Minusy:
– jednostajny rynek, w którym karty rzadko się zmieniają

Czy gra zostaje w kolekcji? Tak! Mimo początkowych wątpliwości czy gra się u mnie sprawdzi, kolejne rozgrywki wypadały bardzo przyjemnie. Chętnie od czasu do czasu do niej wrócę. 

Czy kupiłbym grę samodzielnie? Bez wcześniejszego zagrania… nie, bo nie była to gra, która mnie zainteresowała. Teraz, po przetestowaniu jej ze znajomymi, kiedy zmieniłem zdanie, bardzo chętnie. 

Moja ocena BGG: 7

Chcesz wiedzieć jak oceniam gry? Kliknij tutaj!