Recenzje

Terrors of London – recenzja

Wiecie, że mam problem z karcianymi bitewniakami. Każdemu daję szansę, ale mimo najlepszych chęci, po kilku partiach zapał opada i nie podchodzę do kolejnej rozgrywki z tak dużym entuzjazmem jak na początku. Zamknięte struktury mechanik i znajomość kart sprawiają, że sama gra już tak bardzo mnie nie ciekawi. Z drugiej strony mamy też LCG, ale na dobrą sprawę w żaden nie miałem okazji się zagłębić – próbowałem Marvel Champions i mimo że wrażenia wciąż pozostały bardzo pozytywne, to gra ostatnio zbiera kurz na półce. Terrors of London zaciekawiło mnie swoją oryginalną szatą graficzną i mechanizmem hordy, który ciekawie wyróżnia się na tle innych gier z tą mechaniką. Czy po kilku partiach wciąż tak samo podchodzę do tego tytułu? Jeśli ciekawią Was moje wrażenia z rozgrywek, zapraszam na wpis. Czytaj więcej

Recenzje

Aquatica i Mroźne Wody- recenzja

Znacie mnie, więc doskonale wiecie, że lubię gry z mechaniką budowania talii. Tym bardziej, jeśli nie jest to główny element gry, a jedynie łączy się z innymi mechanikami. Tak jest chociażby w Wiertła Skały Minerały, które uważam za tytuł zdecydowanie niedoceniony w Polsce, czy nawet w Brzdęk! i Brzdęk! W! Kosmosie!, gdzie talia służy nam do poruszania się po planszy, zbierania artefaktów i ostatecznie pozwala zwiększyć pulę punktów zwycięstwa. Tak właśnie jest również w przypadku Aquatiki – zarówno w formie bazowej, jak i podczas rozgrywki z dodatkiem Mroźne Wody.

Czy pirat mógłby odmówić rozgrywki w tytuł osadzony w morskich klimatach?! Skądże znowu! Dlatego nie zdziwi Was zapewne, że Aquaticę objąłem patronatem. A teraz, po kilkunastu rozgrywkach wciąż jestem z tego faktu zadowolony. Ale po kolei! Jeśli się jeszcze z tym tytułem nie znacie, zerknijcie na zasady, a później przejdziemy do recenzji. Czytaj więcej

Recenzje

Wyprawa do Newdale – recenzja

To, że Alexander Pfister jest moim ulubionym autorem planszówek, nie jest żadną tajemnicą. Nie bez powodu uczestniczę w propagowaniu hasztagu #TeamPfister i pozytywnie oceniam każdą grę Pfistera, w którą zagrałem. A dodam, że grałem w prawie wszystkie i niezmiennie znajdują się one w mojej kolekcji. Staram się regularnie wracać do Great Western Trail, Blackoutu czy Maracaibo, bo wiem, że to gry, które wypracowały sobie miejsce na moich półkach, oferując rozrywkę na wiele partii. Nie inaczej było z O mój zboże!, więc gdy usłyszałem, że wydawnictwo Lacerta wzięło na celownik Wyprawę do Newdale, wiedziałem, że chcę w tym uczestniczyć. Decyzja o objęciu gry patronatem zapadła błyskawicznie.

Jeśli chcecie przekonać się, co takiego urzekło mnie w tym dużym granatowym pudełku, zapraszam na recenzję. Tym razem oprócz mojej, przeczytacie również opinie innych osób związanych ze światem planszówek. Myślę, że wspólnie przekonamy Was, że to tytuł, który powinien znaleźć się na Waszej półce. Czytaj więcej

Recenzje

Smoothies – recenzja

Na Piracie gry roll & write pojawiają się właściwie od początku istnienia bloga. Lubię ich lżejszy charakter i sposób, w jaki łączą nieskomplikowaną rozgrywkę z kombinowaniem, jak najkorzystniej użyć kości. Przez mój stół przewinęło się ostatnio sporo bazgrołkowych tytułów, a ich najmłodszym reprezentantem jest Smoothies od wydawnictwa Muduko. Mieliśmy już ścinanie kwiatów w Bukiecie, szycie kołderki w Patchwork Doodle, czy choćby rozstawianie parawanów w rodzimym Plażingu, a teraz pora na miksowanie owoców.

Testowałem tę grę jeszcze na etapie prototypu i mimo jej nieokrzesanej wtedy formy, zdecydowałem się objąć ją patronatem. Jeśli jesteście ciekawi co mnie do tego skłoniło, zapraszam do recenzji. Czytaj więcej