Topki

Top 5 gier pierwszego półrocza 2020

Pierwsza połowa roku już właściwie za nami, więc chciałbym ją w pewien sposób podsumować. Pomyślałem, że dobrym sposobem będzie zebranie w jednym miejscu 5 najlepszych gier wydanych w pierwszej połowie 2020 roku. Po przejrzeniu swojej listy rozegranych tytułów i zestawienia tegorocznych premier, wyłonienie najmocniejszej piątki nie było wcale trudne. Zobaczymy jak sytuacja rozwinie się w drugiej połowie roku, bo w końcu to ona zawsze bardziej obfituje w premiery.

To również w drugiej połowie roku mogę się zwykle pochwalić większą ilością rozegranych partii. W końcu jesienne wieczory sprzyjają pozostaniu w domu z kubkiem kawy i spędzeniu długiego wieczoru przy planszówkach. Jak jednak wszyscy wiemy ostatnie miesiące były szczególne i czas przymusowego pozostania w domu był dla mnie również czasem powrotu do wielu tytułów, które zdążyły już zebrać warstwę kurzu na półce.

Okres izolacji sprawił również, że dokonałem pewnego odkrycia. A mianowicie odkryłem, że lubię grać solo. Ograniczam się póki co do kompaktowych, szybkich tytułów o nieskomplikowanych zasadach, jednak są to fundamenty pod cięższe tytuły. Pierwszym celem na liście jest Marvel Champions, które w wariancie wieloosobowym poznałem już dość dobrze, a liczne rekomendacje zachęciły mnie do próby pokonania Ultrona i spółki w pojedynkę.

Wracając do sedna – zapraszam na subiektywne zestawienie 5 najciekawszych premierowych gier, które zagościły na moim stole w minionym półroczu. Oczywiście pojawią się tutaj wyłącznie tytuły,  które miałem okazję porządnie przetestować. Mógłbym tu przytoczyć kilka innych, w które zagrałem raz, jak choćby Endeavor: Age of Sail. Uważam zwyczajnie, że jedna partia to zbyt mało, by w pełni odkryć, co taka gra gra ma do zaoferowania. Kolejność tytułów jest losowa.

Liczba partii: 436
Liczba różnych tytułów: 145


Sierra West

Nie zdziwi Was zapewne obecność tytułu, o którym pisałem tak wiele w mijającym półroczu. Sierra West to naprawdę solidne euro, z niemałą ilością decyzji i ciekawym pakietem modułów. Ta gra od początku zdobyła moje uznanie, a później tylko zyskiwała z każdą kolejną partią.

Dzięki świetnemu systemowi wykorzystania kart, to my decydujemy, jakie akcje wykonamy w swojej turze. Różnorodność modułów, jakie otrzymujemy w pudełku sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Mimo że trzon rozgrywki pozostaje ten sam, to każdy moduł dodaje smaczku i regrywalności. Jeśli dodamy do tego akcje wykonywane podczas tury współgraczy, otrzymamy grę potrafiącą wciągnąć na wiele rozgrywek i po którą ja sam sięgnę jeszcze nieraz.

Jeśli chcecie poczytać o Sierra West więcej, kliknijcie tutaj.


Azul – Letni Pawilon

Letni Pawilon to była miłość od pierwszego wejrzenia. Już po pierwszej rozgrywce miałem dla niego gotowe miejsce na półce. I choć zazwyczaj nie dubluję tytułów w naszej grupie, to Letni Pawilon szczęśliwie trafił do mnie w formie urodzinowego prezentu. Nowa odsłona Azula trafiła w gusta nie tylko fanów poprzednich części, choć i dla nich znalazło się tu wiele smakowitej treści. To wciąż Azul, jednak na tyle różny od pozostałych (nawet kształt płytek jest inny, niż do tej pory), że nawet osoby z naszej grupy sceptycznie nastawione do tej serii dały się oczarować.

Mi spodobały się bonusy, z których korzystamy, obudowując odpowiednie fragmenty na swojej planszetce. Dzięki temu ta część jest nieco bardziej „gamerska” od poprzednich. Punkty otrzymujemy za dokładanie płytek w poszczególnych obszarach, ale im więcej płytek w danym obszarze dołożymy, tym więcej punktów trafi na nasze konto.

Mimo że nie udało mi się wygrać chyba jeszcze żadnej partii, to uwielbiam tę część i nie boję się stwierdzić, że to najlepszy z trzech Azuli dostępnych na rynku.


Boarding

Boarding jest bardzo przyjemną logiczną łamigłówką. To między innymi za sprawą tego tytułu przekonałem się ostatnio do grania solo. Mamy tu dwa różniące się od siebie tryby rozgrywki, choć oba wykorzystują kombinowanie z układaniem na planszy kolorowych znaczników pasażerów. Grając w pojedynkę staramy się zrealizować cele jednego z trzech scenariuszy. W wariancie rywalizacyjnym pasażerów sadzamy tak, by spełnić upodobania każdej grupy podróżnych. W obu przypadkach używamy do tego celu kart dobieranych ze środka stołu. Dodatkowo rozgrywkę możemy utrudnić wprowadzając kolejne karty punktacji.

Główkowanie jak najlepiej ułożyć kolorowe dyski do dziś sprawia mi dużą przyjemność. Tak dużą, że rozegranie jednej partii często kończy się na dwóch lub trzech. Boarding to świetny abstrakcyjny tytuł w przystępnej cenie.

Jeśli chcecie poczytać o Boardingu więcej, kliknijcie tutaj.


Maracaibo

Ta gra pojawiła się już w moim wpisie dotyczącym gier na które czekam w 2020. Nic zresztą dziwnego – Pfister to w końcu mój ulubiony autor planszówek. Widząc rosnącą popularność  #teamPfister na Facebooku myślę, że liczba innych jego fanów zwiększa się z każdą kolejną premierą. Osoby, które spędziły godziny przy stole grając w Wyspę Skye (z dodatkami Wędrowiec i Druidzi którym mam przyjemność patronować), Great Western Trail (z dodatkiem), Broom Service czy Blackouta z pewnością wiedzą o czym mówię.

Samo Maracaibo to crème de la crème planszówkowej działalności Pfistera. Choć początkowo może przytłaczać zasadami, to gdy w nie wsiąkniemy, wszystko dzieje się intuicyjne. A jeśli wcześniej graliście w inne gry Pfistera, szybko poczujecie się jak w domu. Trochę jak w Great Western Trail, poruszamy się wokół mapy i operujemy kartami z symboliką podobną do tej w O mój zboże! Wszystkie mechniki dobrze się ze sobą łączą dzięki czemu otrzymujemy naprawdę przyjemną i dobrze dopracowaną grę.

Na mnie szczególne wrażenie zrobił wpleciony motyw kampanii. Wraz z jej postępem plansza zmienia się i co rusz pojawiają się nowe możliwości i zadania do wykonania. Sprawia to, że do tej gry po prostu chce się  wracać. Owszem, fabuła jest dość prosta, ale dokładane kafelki świetnie obrazują przedstawione w niej wydarzenia. Jakby tego było mało, po ukończeniu kampanii grę „swobodną” możemy rozegrać na 3 poziomach trudności. Dla mnie to pozycja obowiązkowa!

Nova Ziemia

Kolejna gra w zestawieniu przyciągająca oprawą graficzną. Nova Ziemia to najmniejszy tytuł z zestawienia, ale mimo to nie odstaje od innych pod względem przyjemności z rozgrywki. Terraformując tytułową Novą Ziemię obracamy kafelki terenu tak by spełnić  4 karty celów przed wyczerpaniem się kart w bibliotece. Mimo że w każdej turze mamy jedynie 5 akcji, to w podstawowym wariancie spełnienie celów nie jest trudne, a próba pobicia własnego wyniku sprawia sporo frajdy.  Jak wspomniałem Wam w recenzji, mimo obecności wariantów kooperacyjnego i rywalizacyjnego (który mi się totalnie nie podobał) w Novą Ziemię najlepiej grało mi się solo i w tym wariancie grałem w nią już kilkukrotnie od czasu publikacji recenzji.

Jeśli chcecie poczytać o Novej Ziemi więcej, kliknijcie tutaj.