Recenzje

Ubongo Extreme i Fits Travel – recenzja dwóch małych gierek

Fits travel – analogowy Tetris

Fits Travel pod względem samej rozgrywki nie różni się wiele od swego “dużego” odpowiednika. W odróżnieniu od klasycznej wersji, używamy 2 planszetek zamiast 4. Przez to partie są krótsze i  spokojnie zamykają w 10 minutach –  wpisują się więc świetnie w konwencję gier plecaka.

Fits jest tak naprawdę analogowym Tetrisem. Na początku rundy losujemy kartę startową, a później kolejno dokładamy elementy, zgodnie z odkrywanymi kartami. Różnicą w stosunku do cyfrowej wersji Tetrisa jest to, że po „dojechaniu” na dół planszetki nie możemy danego elementu przesunąć.

Rozgrywka trwa dwie rundy, a w obu każdy całkowicie zapełniony rząd daje 1 punkt. W drugiej dodatkowo punktują odkryte sety trzech tych samych symboli. Utrudnieniem jest symbol -3, które niezakrycie odejmie od naszego wyniku właśnie tyle punktów. I to tyle z zasad. Jak sami widzicie wszystko jest totalnie nieskomplikowane.

Gra równie dobrze sprawdza się w kilka osób, jak podczas partii jednoosobowych (takie również kilkunastokrotnie już testowałem). Podczas gry w kilka osób i tak każdy gra solo, więc skład  nie ma tu większego znaczenia, a my zawsze będziemy czerpać z rozgrywki taką samą frajdę.

Wiem, że to wersja podróżna, więc przymykam oko na fakt, że wykonanie jest tylko… poprawne. W dużej wersji mamy plastikowe elementy, które ładnie się ze sobą łączą. Tutaj są one tekturowe i czasem nie chcą się do dobrze dopasować. Niekiedy wystarczy jedno poruszenie „klockiem” by wszystko porozsuwać. Biorąc jednak pod uwagę, że jest to gra za 30 zł, nie traktujmy tego jako wadę.

Mimo że w “dużego” Fitsa grałem tylko raz to po kilku partiach w wersję podróżną chętnie bym do niego wrócił. Myślę, że właśnie wersja podróżna będzie bardzo dobrym testem tego, czy ta duża sprawdzi się w kolekcji. Ja już ja wiem, że Fits dopasował się do mojego grozbioru i dobrze się tam odnajduje.

Ubongo Extreme

Z kolei wersja podróżna Ubongo Extreme (jak sama nazwa wskazuje), jest kompaktowym wydaniem podobnym do dużej gry, o znacznie większym stopniu trudności.

Podczas swojej tury wybieramy kartę z jednego z czterech stosów, po czym na sygnał odwracamy ją i jak najszybciej staramy się wypełnić kształt używając wskazanych elementów. W łatwiejszym wariancie używamy 3 elementów, a w zaawansowanym już 4.

Gdy jeden z gracz skończy układać, pozostali mają 20 sekund by dokończyć swoją kartę. Jeśli się nie uda to oddają zwycięzcy swoją kartę jako jego dodatkowy punkt. Tu również dostępny jest inny wariant, w którym nieukończone karty po prostu odrzucamy.

Gra na kilka osób kończy się, gdy zabraknie kart w przynajmniej jednym ze stosów.

W wersji solo (tak, tutaj ten wariant również testowałem) mamy 20 minut by ukończyć możliwie najwięcej kart. 

Wrażenia są podobne jak z ogrywania „większej” wersji. Podczas rozgrywki pojawia się stres motywujący do jak najszybszego układania wzoru. Partie dostarczają naprawdę wielu emocji, a nierzadko mówimy “nie da się tego zrobić”. Grając solo trochę łatwiej skupić się na tym co mamy  przed sobą, bez niepotrzebnego zerkania jak radzą sobie nasi przeciwnicy. 

Fragmenty układanek są tak sprytnie dobrane, że jeśli źle je złożymy to zakryją większą część planszy i wydawać się będzie, że poprawne ułożenie nie jest możliwe. A jest, potrzeba po prostu trochę pokombinować, co często pod presją czasu nie jest wcale takie łatwe.

Tak jak klasyczne Ubongo, wersja extreme to naprawdę przyjemna (choć często irytująca) łamigłówka. Duża wersja 3D ostatecznie opuściła moją kolekcję, bo staram się trzymać jedynie gry, do których regularnie wracam. Ze względu na kompaktowość tej wersji, bardzo możliwe, że ten tytuł zagości u mnie na dłużej, choć z tej dwójki zdecydowanie chętniej wrócę do Fits.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *