Recenzje

Wielki Połów – recenzja

Temat wody zawsze był bliski pirackiemu sercu. Nic więc dziwnego, że gra nosząca tytuł Wielki Połów od wydawnictwa Rebel, musiała trafić w moje ręce. Tym razem przyszło mi jednak porzucić morskie fale i trafić wprost nad rzekę, a piracki kordelas zamienić na wędkę.

Przyznam, że miałem wobec tego tytułu niemałe oczekiwania. Gra o średnim poziomie trudności osadzona w dość niepopularnej wśród gier planszowej tematyce wydawała się czymś, co muszę sprawdzić.

Czy w rzeczywistości zarzucanie wędki okazało się owocne, a Wielki Połów okazał się grubą rybą, a nie zwykłą płotką? Zapraszam do recenzji.Ilość graczy: 1-4
Czas rozgrywki: 45-60 min
Główne mechaniki: set collection, push your luck
Stopień skomplikowania: (w pięciostopniowej skali): 🎲 🎲

Wielki Połów – skrót zasad

Wielki Połów to gra, w której gracze wcielający się w wędkarzy dobierają kości z puli wyrzuconej na początku rundy i wykonują związane z nimi akcje.

Na planszy rzeki znajdziemy 6 kolumn przypisanych do wartości oczek na kości. Po wybraniu kostki, próbujemy złapać jedną z ryb w odpowiedniej kolumnie, lub pozwalamy aby zarzucona przynęta dryfowała z nurtem rzeki, co znacznie zwiększa szansę na zakończenie połowu sukcesem. Warto przy tym polować na ryby sąsiadujące na planszy z kamieniami, które zapewnią nam dodatkowe umiejki mogące przechylić szalę zwycięstwa.

Gdy ryba pochwyci przynętę, kolejnymi kośćmi przeprowadzamy akcję zacinania, która wprawia w ruch kołowrotek na planszetce. Pamiętajmy jednak, że im lepiej punktująca ryba, tym trudniej ją złapać.

Alternatywą dla zarzucania wędki jest wykorzystanie kości do zwiększania finezji. Ta z kolei pozwoli nam choćby na zmianę przynęty, zwiększanie mocy kołowrotka, czy klasycznie dla gier kościanych – modyfikowanie wartości na kościach.

Na drodze do wygranej stanie nam względna losowość, więc kluczem do zwycięstwa są spory zapas szczęścia i finezji oraz umiejętne wykorzystanie bardzo pomocnych akcji impetu. Gra kończy się w momencie schwytania przez jednego z graczy jego siódmej ryby, a zwycięża tradycyjnie osoba o największej ilości punktów zwycięstwa. Punkty przyniosą nam karty ryb same w sobie, jednak to dzięki zbieraniu setów gatunków określonych na planszetkach, nasz wynik poszybuje w górę. 

Wielki Połów – krótka recenzja

Mimo, że nad planszą szybko okazuje się, że zasady są nieskomplikowane, to czytając instrukcję można odnieść zupełnie inne wrażenie. Nazwy akcji nawiązują do wędkarskiego żargonu i dla laika wydawały się mało intuicyjne, więc ja w trakcie gry nigdy nie używałem oryginalnego nazewnictwa. Pierwsza partia przebiegła przez to trochę koślawo, a przynajmniej tak było w moim przypadku, ale w kolejnych było już znacznie lepiej. Przypomina mi to trochę sytuację z grą Pulsar 2849.

Wybierając ryby nie znamy ich wartości punktowych – odwracamy ją dopiero gdy trafi nad naszą planszetkę. W niczym to jednak nie przeszkadza, bo karty podzielono na 3 kategorie kolorystyczne i to one wyznaczają punkty – im łatwiejsza do złapania ryba, tym daje mniej punktów.

Każda ryba na karcie opisana jest nazwą i ilustracją – szkoda, że nie pokuszono się o wprowadzenie zróżnicowanych ilustracji w obrębie jednego podgatunku. To niewielki element, ale znacznie uatrakcyjniłby aspekt wizualny rozgrywki.

Elementem, który wzbudza moje mieszane odczucia są cele indywidualne. Zależnie od koloru planszetki który wybraliśmy, mamy do zrealizowania przypisane do niej cele. Określają one punktację za zbieranie konkretnych ryb oraz ich setów. Niestety każdorazowo odnosiłem wrażenie, że niektóre planszetki dają przewagę nad innymi. Wolałbym chyba, aby cele losowało się z kart – zwiększyłoby to regrywalność i wyrównało szanse. Na szczęście w każdej grze obowiązują też cele stałe i wspólne dla wszystkich rybaków, wśród nich nagroda za złowienie największej liczby kiżuczy.

Z kolei elementem planszetki, który zasługuje na uwagę jest kołowrotek. Ruchome elementy są solidnie wykonane, a sama akcja holowania ryby to nie tylko dobranie kości i przesunięcie kołowrotka o odpowiednią ilość pól. W zależności od miejsca, na którym zatrzyma się kołowrotek, odpalimy inną akcję. Sprawia to, że holując jedną rybę, możemy przygotowywać się już do schwytania kolejnej.

Trzon rozgrywki sprowadza się zawsze do tego samego – zarzucenia wędki i złapania upatrzonej ryby, a następnie używaniu kości do ruchu kołowrotkiem. Mimo to, gdzieś pomiędzy tym wszystkim istnieje nadal wiele możliwości – możemy korzystać ze znaczników impetu, umiejek z kamieni i kołowrotka. Jakby tego było mało,  mamy dostęp do różnych akcji z pola finezji. Te ostatnie są szczególnie przydatne, gdyż jedna z nich pozwala nam całkowicie ograniczyć losowość i odkrywać więcej kart decydujących o udanym schwytaniu ryby. Musimy się jedynie wykazać cierpliwością i poświęcić jedną kość na zwiększenie poziomu finezji. Prawie jak podczas prawdziwego połowu.

Znaczniki impetu, które otrzymamy z jednej akcji kołowrotka są dwustronne, a po wykorzystaniu takiego znacznika odkładamy go i odwracamy na drugą stronę. Wprowadzają one do rozgrywki ciekawe możliwości i potrafią pomóc, gdy na stole brak pasującej nam kości.

Wielki Połów – składy osobowe

Zależnie od liczby grających, zmienia się liczba kart kamieni, ilość znaczników brania, ale też liczba kości.

Najlepiej grało mi się we dwie osoby – przy trzech można już było odczuć pewien downtime. Wielki Połów daje sporo możliwości i czasem konieczność zwykłego zastanowienia się nad tym co zrobić po prostu musi potrwać. W parze rozgrywka trwa około 40-45 minut, co jest bardzo dobrym wynikiem jak na tego typu grę.

Ogólnie rzecz biorąc, różnice w składach osobowych są tutaj typowe dla gry o tym stopniu trudności – każda kolejna osoba przy stole sprawia, że na planszy dzieje się więcej, a swoje akcje trudniej zaplanować. Nie można tu jednak mówić o jakiejś drastycznej poprawie, czy pogorszeniu odczuć płynących z rozgrywki, to zależy po prostu od tego z kim gramy.

Wielki Połów oferuje też rozbudowany wariant gry solo. Używamy w nim drugiej strony planszy, a kolejne rozgrywki toczą się na budowanych samodzielnie łowiskach. Do dyspozycji samotnych wędkarzy oddano dziennik, w którym za zdobyte osiągnięcia odblokujemy nowe umiejętności.

Podsumowanie

Wielki Połów to solidna gra o poziomie trudności, który nie przytłoczy graczy rodzinnych. Zasady mimo początkowych problemów z przyswojeniem są w gruncie rzeczy nieskomplikowane. Jeśli macie za sobą pierwsze tytuły, to przy kontakcie z Wielkim Połowem nie powinniście napotkać żadnych problemów. Jeśli natomiast gracie regularnie, o tym, czy gra odnajdzie się w Waszej kolekcji zdecydują już indywidualne upodobania. Zgrabnie wprowadzona mechanika zbierania setów i testowania swojego szczęścia, łatwa do opanowania losowość okraszone dobrą (choć powtarzalną) oprawą graficzną, stanowią przepis na udaną rozgrywkę.

Plusy:
– niecodzienna tematyka
– ruchomy kołowrotek na planszetce
– solidna jakość elementów
– karty kamieni i znaczniki impetu urozmaicające rozgrywkę
– łatwo okiełznać losowość

Minusy:
– mała różnorodność ilustracji na kartach
– „wędkarskie” słownictwo w instrukcji sprawia, że gra początkowo wydaje się bardziej skomplikowana, niż jest w rzeczywistości
– niektóre cele indywidualne są łatwiejsze do zrealizowania od innych

Czy gra zostaje w kolekcji? Szczerze mówiąc… niekoniecznie. Po tych kilku partiach nie czuję, żeby miała w sobie to coś co powodowałoby, że chciałbym do niej wracać.
Liczba partii na dzień recenzji: 5
Moja ocena BGG: 7

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *